Ogłoszenia parafialne. XDDD
One shot pisany z moją koleżanką Loki. XDD
To tyle, nie jestem zbyt wylewna....
__________________________________________________________
Hayato gładził plecy swojego ukochanego smukłymi palcami, po chwili nachylił się nad nim i pocałował go delikatnie w kark odgarniając pozlepiane po seksie kosmyki.
One shot pisany z moją koleżanką Loki. XDD
To tyle, nie jestem zbyt wylewna....
__________________________________________________________
Hayato gładził plecy swojego ukochanego smukłymi palcami, po chwili nachylił się nad nim i pocałował go delikatnie w kark odgarniając pozlepiane po seksie kosmyki.
-Yukio, nie wstawaj, śpij, ja idę
tylko zapalić.. - wymruczał i okrył go pościelą zakładając na
siebie obcisłe skórzane spodnie i wychodząc na balkon, padało.
Deszcz zaraz zmoczył jego, dziś zielone włosy ale mężczyzna się
tym nie przejął, potarł palcami brodę i przekonał oczy odpalając
papierosa. Czuł dziś pustkę i jedynie malec śpiący teraz
potrafił ją odrobinę zapełnić. Jutro znów wyrusza w trasę,
czuł, że nie będzie zbyt szczęśliwy wysłuchując z samego rana
od Yukio, że poświęca mu za mało czasu, może faktycznie tak
było?
***
Mruknął tylko, że wolałby iść z
nim, ale przystał na to. Leżał na łóżku patrząc na niego.
- O której jutro wyjeżdżasz? -
spytał smutnym głosem. Nie chciał się znów z nim rozstawać na
tak długo. - Misiu nie pal tyle. Szybko umrzesz. - szepnął cicho,
tak by tego nie usłyszał. Nie chciał go drażnić, a nie mógł
się powstrzymać, żeby tego nie powiedzieć. To tylko z troski o
niego i o ich związek. Co chwilę czuł, że coraz bardziej się od
siebie oddalają. Razem byli tylko podczas seksu. Nie robili nic
razem od dwóch miesięcy.
***
Gdy wrócił do pokoju usiadł na
łóżku i położył głowę chłopaka na swoich kolanach wplatając
palce w te jego jasne włosy. Tego dnia zachowywał się wyjątkowo
dziwnie, jakby był po narkotykach.
-Nic mi nie będzie, złego diabeł nie
bierze. Nie martw się tak o mnie bo nabawisz się wrzodów.
Powiedz.. Kochasz mnie jeszcze? Zawsze mnie dziwiło dlaczego jesteś
z takim nieudacznikiem życiowym jak ja.. - przeczesywał jego włosy
z dziwną nostalgią.
-Zdążę zjeść z Tobą śniadanie. -
odpowiedział jak zwykle wymijająco. On tez nie cieszył się
zbytnio na ten wyjazd.
***
Uśmiechnął się delikatnie i zaczął
głaskać jego włosy. Słuchał go z pewnym zdziwieniem i gdy
skończył nachylił się i musnął delikatnie jego usta.
- Mam nadzieję, że nic ci nie będzie.
- szepnął i spojrzał mu w oczy. Po chwili milczenia odezwał się
głosem pełnym uczuć. - Kocham cię. Zawsze będę cię kochał. I
nie jesteś nieudacznikiem. Masz śliczny głos, którym zarabiasz.
Nie jesteś nieudacznikiem. - powiedział pewnie.
- Śniadanie tak? Wstanę wcześniej i
zrobię nam coś pysznego. - uśmiechnął się i pocałował go w
policzek.
***
-Połóż się głuptasie... Nie chcę
żeby coś ci się przytrafiło, kochaliśmy się dziś długo.. Nie
byłem tak uważny jak zwykle.. - westchnął widząc niewielkie
malinki na jego szyi, zwykle unikał robienia ich chłopakowi, jego
rodzina nie mogła się dowiedzieć o ich związku ..
-Śliczny głos? Tak.. możliwe... -
westchnął po czym złapał go na ręce .
-Rozmyśliłem się, powinniśmy się
wykąpać a rano chce spędzić z Tobą jak najwięcej czasu. Pmogę
ci ze śniadaniem.. albo tylko popatrzę. - uśmiechnął się czule
po włączył wodę wchodząc pod prysznic z Yukio na ramionach.
-Powiedz kochany, jesteś na mnie zły?
Czuję że masz mi za złe.. Ale ja muszę zarabiać, jestem zbyt
zmodyfikowany i dziwny by przyjęli mnie do innej pracy, staraliśmy
się o to przecież pół roku temu.. - wymruczał stawiając go
ostrożnie
***
Pisnął cicho, gdy ten tak porwał go
na ręce. Nie przejmował się malinkami. Sam miał przed nim małą
tajemnicę. Jego rodzina o wszystkim wiedziała, ale po prostu nie
chciał mu nic mówić.
- Hayato... nie musisz się
powstrzymywać przed robieniem mi malinek. Uwielbiam jak je robisz, a
innymi się nie przejmuję. - westchnął stając ostrożnie pod
prysznicem. Trochę go bolało, ale nie na tyle by się skarżyć.
- Od kuchni mi wara. Nie chcę, żebyś
znów nam czajnik spalił. - westchnął, ale zaśmiał się cicho. -
Ty lepiej patrz i gwałć mnie wzrokiem jak zawsze, gdy ci gotuję. -
wtulił się w niego delikatnie.
- Nie jestem na ciebie zły, jestem
raczej smutny, bo znowu cię długo nie będzie. A jak wrócisz to ci
nie odpuszczę, chcę w końcu tą dawno obiecaną randkę. -
uśmiechnął się - Dzień bez ciebie jest okropny, przez to jakie
plotki krążą... Mimo, że wiem, że ty nigdy byś mnie nie
zdradził, to po kilku dniach z tej samotności po prostu zaczynam
wątpić. Myślę sobie, że na tym świecie jest tyle innych
atrakcyjniejszych ode mnie ludzi. I po prostu boję się, że pewnego
dnia albo nie wrócisz, albo po prostu powiesz mi, że to koniec, że
masz kogoś innego i że już mnie nie kochasz. A coś takiego... nie
przeżyłbym. - szepnął z łezkami w oczach.
- Ale nie chcę, żebyś odchodził z
tej pracy, bo wiem, że po prostu nigdzie by cię nie przyjęli, a ja
sam nie miałbym możliwości zarobić na naszą dwójkę i jeszcze
chodzić do wieczorówki. - powiedział jeszcze.
***
Jęknął cicho i złapał się za
skronie. Znowu to samo, to co przed każdym wyjazdem, znowu mu serce
pękało na myśl że ten dzieciak czuje się przez niego tak
okropnie, ale te ciągłe wyrzuty i te jego słowa.. ta cała troska,
trochę go to tłamsiło, ale to był chyba jedyny powód, ten
dzieciak powód, dla którego wracał do mieszkania, kiedyś myślał,
że mógłby zamieszkać w barze ale przecież tak się nie da.
- Tak, dobrze... wiem, jestem siódmym
nieszczęściem w kuchni.. Więc mogę pożerać cie wzrokiem, a mogę
podgryzać cię od czasu do czasu? Rano zawsze jestem głodny jak
wilk.. - zaśmiał się wesoło i przytulił go do siebie mocno.
Dziwnie się czuł, coś kazało mu zostać w domu.
-Będziesz oglądał koncerty w
telewizji? Czuje się wtedy pewniej, jakbyś był obok... Wiesz, że
najchętniej zabierał bym Cię ze sobą,ale szkoła, praca i na
dodatek Ty niezbyt lubisz wyjeżdżać nie chciał bym cię zmuszać,
ale kiedyś na pewno ze mną pojedziesz.. - uśmiechnął się i
zaczął myć jego ciało, to było takie oczywiste.
-Wiem, że ty się nie przejmujesz...
Ale boje się zostawić cię samego tak bardzo naznaczonego moją
obecnością w Twoim życiu
***
Pogłaskał go po policzku i pocałował
w usta delikatnie.
- Zawsze i wszędzie kochanie. Możesz
robić ze mną wszystko co chcesz. - uśmiechnął się i wtulił w
niego.
- Jasne, że obejrzę, zawsze oglądam.
Nigdy bym nie przepuścił szansy obejrzenia cię w tv. Co do
wyjazdu... Z chęcią. Ale jak będę miał przerwę w wieczorówce,
dobrze? Wezmę wtedy wolne i pojedziemy razem. - pocałował go w
policzek zadowolony.
- Ja bardzo się cieszę, że mnie tak
oznaczasz. Przynajmniej mogę o tym myśleć i się tak nie smucę. -
uśmiechnął się.
- Hayato? Nic ci nie jest? Głowa cię
boli? Poczekaj pójdę szybko po jakieś tabletki. - powiedział
trochę spanikowany i oderwał się od niego. Wyszedł spod prysznica
i zrobił zbyt szybki krok. Poślizgnął się i upadł na tyłek.-
Auć. - rozpłakał się - Jestem beznadziejny. - wychlipał i skulił
się.
***
Zanim zdążył się zorientować co
chłopak ma zamiar zrobić i złapać go w swoje ramiona ten już
upadł. Zaraz podbiegł do niego i objął mocno po czym przeniósł
na łóżko i zaczął go oglądać dokładnie, czy aby na pewno nic
się nie stało. Dopiero po dokładnych oględzinach przytulił go do
siebie choć w jego oczach wciąż widać było strach o kochanka.
-Yukio... Tak się boję o Ciebie
proszę uważaj, nie jesteś beznadziejny, nie płacz już.. -
szeptał i dłońmi zgarniał jego łzy z policzków gdyż było ich
zbyt wiele by robić to pocałunkami jak zwykł czynić. Okrył
chłopaka pościelą nie przejmując się iż zapewne ją zmoczy, tak
bardzo nie chciał by ten mały głupek zmarzł.
- Nie, nie boli, nie martw się tak o
mnie bo to przynosi ci tylko pecha.. - westchnął głośno i
pocałował go delikatnie po czym odchylił szyję chłopca i zassał
się na niej zostawiając tam pokaźnych rozmiarów malinkę.
-Widzisz... teraz już będziesz miał
coś ode mnie by mieć pewność że do ciebie należę. Tylko już
się tak nie bój.. I nie płacz.. Twoje łzy tak bolą kochany.. -
gładził jego włosy pragnąc go uspokoić. No tak, zawsze tak było,
jemu działa się jakaś krzywda a Hayato nie potrafił sobie z tym
poradzić, nawet siniaka nie będzie po tym upadku jednak w jego
sercu sam fakt iż go nie złapał urastał do rozmiarów co najmniej
wypadku samochodowego którego chłopak omal nie przypłacił życiem.
Zawsze wszystko tak nad interpretował i może stąd wszystkie te
problemy z sobą? Kto to wie.
-Przepraszam, to moja wina...
***
Wtulił się w niego.
- Nie, to ja. To ja nie uważałem. To
moja wina. Nie martw się tak. - szepnął i otulił się kołdrą.
Powstrzymał łzy, by ukochany tak bardzo nie cierpiał.
- Nie martw się kochanie. - szepnął
i przylgnął do niego.
- Tak bardzo cię kocham. Przynosisz mi
szczęście, a nie pecha. Odkąd jesteśmy razem, jestem szczęśliwy
i już się nie tnę. Jesteś moim szczęściem misiu. - szepnął
gładząc jego policzek.
- Na pewno nie boli cię głowa? Nie
chciałbym, żebyś cierpiał na koncercie. - szepnął.
***
Spojrzał na niego i po prostu się
roześmiał, jedynie ten mały dzieciak potrafił go rozbawić. Śmiał
się dłuższą chwilę i nie mógł przestać ale gdy w końcu się
mu to udało objął go mocno i pocałował.
-Jesteś nieznośny, hałaśliwy,
zazdrosny, nieporadny, dziwny, grzeczny i zdecydowanie za miły,
martwisz się nad wyraz, nazywasz mnie misiem co jest po prostu
stresujące... Jesteś masochistą będąc ze mną w związku.... -
wymruczał cicho dalej trąc skronie i spojrzał na niego
-I to wszystko sprawia, że nie
powinienem z Tobą być. Ale wystarczy Twoje jedno kocham, kiedy ja
wiem że czuję to samo i nagle świat obraca się o sto
osiemdziesiąt stopni a każda z tych cech staje się zaletą a ja w
duchu dziękuje za Twój masochizm.. - mruknął po czym pocałował
go jeszcze mocniej, namiętnie. Hayato nie używał słowa "Kocham"
zbyt często, właściwie to nawet go unikał.
***
- Ja... - nie wiedział co powiedzieć,
więc po prostu objął go mocno za szyję, usiadł mu okrakiem na
kolanach i dawał się całować. Po pewnym czasie zaczął
odwzajemniać pocałunki z uczuciem. Ze wszystkimi uczuciami, które
kłębią się w jego małym serduszku. Chłopak nie musiał mu tego
mówić on po prostu wiedział, wiedział, że jest przez niego
kochany do tego stopnia, że przepełnia jego głowę.
- A ja dziękuję, za to, że mnie
zechciałeś. - wymruczał. - Rodzice... wiedzą, więc się nie
martw. -
***
Westchnął cicho słysząc jego słowa
i ułożył go na łóżku po czym sam poszedł do łazienki
sprzątnąć ją, gdy wrócił miał lekko zaczerwienione oczy.
-Ja wiem że oni wiedzą. I wiem że
tego nie akceptują, ale cieszę się ze już nie musimy przed sobą
ukrywać tej informacji. Chodźmy spać kotku, bo jutro trzeba rano
wstać, chcę dokładnie zbadać Twój seksowny tyłeczek przed
odjazdem, muszę być pewien że nic się nie stało.. - zgasił
światło i ułożył się przy nim zabierając mu mokrą pościel i
otulając ich drugą, zastępczą.
***
- Misiu... czemu płakałeś? - spytał
cicho wtulając się w niego.
- Misiu... nie przejmuj się nimi. Póki
jesteśmy razem jest dobrze. Nic mi nie będzie. Nie przejmuje się
tym, że oni się mnie wyrzekli. Serio. Kocham cie i nie potrzebuje
nikogo innego. - szepnął i pocałował go w szyję.
***
-Dzieciaku... to nie tak powinno
wyglądać, gdybym był inny, może zaakceptowali by ten związek..
Ale nie ważne idź już spać... No już przytul się mocniej i nie
całuj mnie bo znów mi zrobisz ochotę i będę musiał iść do
łazienki na ręczną robotę.. - wymruczał mu w ucho i lekko je
przygryzł przyciągając go do siebie mocniej..
-Misiu.. - wyszeptał cicho i zaśmiał
się pod nosem.
***
- Nie zaakceptowaliby nas tak czy tak.
- stwierdził cicho i mocno go przytulił. Zachichotał cicho. -
Zawsze mogę ci pomóc ustami. - szepnął i przymknął oczy.
Otworzył je, gdy usłyszał zdrobnienie. - Fajnie. - uśmiechnął
się.
***
-Idź spać, nie zamierzam ci śpiewać
kołysanek bo znów zaczął byś się ciąć .. - uśmiechnął się
znowu i pocałował go w ramię. Jak zwykle uważał że gdy powie
komuś zasypiaj ten od razu zapadnie w sen. Jego pojęcie życia i
relacji między ludzkich było trochę a nawet bardzo spaczone
niemniej jednak tylko Yukio się nim przejmował i akceptował te
dziwne jazdy które z nim były
***
- Dobranoc miśku. - wymruczał i
wtulił się w niego ufnie. Obudził się przed nim. Uśmiechnął
się delikatnie i wstał. Umył się szybko po czym wrócił do
pokoju, ubrał się i pocałował swojego chłopaka w usta. -
Wstajemy. - wymruczał.
***
-E? - zapytał niewyraźnie ale zaraz
uśmiechnął się drapieżnie czując jego usta na swoich i wciągnął
go do łóżka.
-Ty wiesz jak ja cię lubię rozbierać
i robisz to wszystko dla mnie co... - wymruczał rozbierając go jak
gdyby nigdy nic i całując namiętnie, wsunął nogę między jego
nogi i zaczął nią poruszać ocierając się o niego.
-Mhmmm coś mówiłeś o śniadaniu
prawda?
***
- Oczywiście kochanie. - zaśmiał
się i jęknął głośno - No weź... nie wolno. Mamy mało czasu.
Chodź... na śniadanie. - powiedział, ale jego wypowiedź
przerywały jęki.
- Tak, chodź. Muszę zrobić jedzenie.
Jak mnie puścisz, to... będę gotował tylko w różowym fartuszku.
-
***
- Kuszące... Ale nie.. - zaśmiał się
cicho po czym delikatnie wsunął w niego nawilżone olejkiem palce i
zaczął go rozciągać, gdy chłopak był gotowy wszedł w niego
jednym szybkim pchnięciem tuląc go do siebie mocno.
-To nasz ostatni seks, tak długo będę
musiał na ciebie czekać chyba nie chcesz by dorwały się do mnie
jakieś zazdrosne fanki albo fani? Dodaj mi siły i usatysfakcjonuj
mnie.. - wyjęczał mu prost do ucha lekko je przygryzając i
przewrócił ich tak by to Yukio był na górze.
***
- A-Ale... Nie... nie chce. Hayato! -
pisnął czując jego palce.
- Hayato... To... niesprawiedliwe...
bierzesz... mnie... na.... zazdrość... - wyjęczał i wtulił twarz
w jego włosy. Usiadł na nim i zaczął się unosić i opadać.
Zaciskał również na nim miarowo mięśnie. Odchylił głowę do
tył i jęczał głośno.
***
-Tak. - wyszeptał i ta jedna krótka
odpowiedź wystarczyła by podsumować wszystkie oskarżenia jego
chłopaka. Jakże mógłby inaczej? Przecież mieli jeść wspólne
śniadanie, no i cóż że Hayato uznał już wczoraj iż to Yukio
będzie tym śniadaniem a ten idiota zgodził się że może robić
wszystko.. Usiadł chcąc czuć jego ciało przy swoim i zaczął
trącać jego sutki palcami, lekko pieścić językiem jego szyję.
***
- Złośliwiec. - westchnął i wygiął
się w delikatny łuk. Zamiast się poruszać zaczął kręcić
biodrami. W ten sposób mniej się męczył, a i doznanie było
większe. Jęczał coraz głośniej.
***
-Ja ciebie też... - wyszeptał
cichutko po czym złapał jego twarz w swoje dłonie i popatrzył mu
głęboko w oczy.
-Kocham Cię Yukio- wyszeptał i
złączył ich usta w namiętnym pocałunku po czym przeniósł
dłonie na jego biodra by mu pomóc w ruchach.
***
Po policzkach słynęło mu kilka łez.
On sam przylgnął do niego i pogłębił pocałunek jak tylko mógł.
Tak rzadko to słyszał, że za każdym razem niezmiernie się
cieszył.
***
Westchnął cicho w jego usta i starł
łzy z jego policzków nie przestając go całować. Jego biodra
wychodziły na przeciw ruchom jego kochanka i mężczyzna drżał
delikatnie przez rozkosz którą dostawał od jego ciała, delikatnie
zmienił kąt pieszczoty by trafić w jego prostatę.
***
Przyspieszył swoje ruchy na jego
członku i całował go lekko po szyi. - Ach... jak dobrze. -
przymknął oczy i odrzucił głowę do tył. Poprosił cicho o
więcej tej niebiańskiej przyjemności.
***
-Bo to z Tobą się kocham- wymruczał
po czym dał mu to o co chłopak prosił i z zadowoleniem pomrukiwał
cichutko. Zaczął pieścić palcami jego sutki, jego członek wciąż
ocierał się o prostatę chłopaka. powoli zaczął poruszać dłonią
na jego członku, mocno.
***
Zacisnął się na nim mocno i doszedł
po chwili cały wyczerpany. Mimo wszystko poruszał się na nim póki
i ten nie doszedł. Jęknął wtedy głośno i opadł na niego, drżąc
lekko.
- Jesteś okropny... ale i tak cię
kocham. - wydyszał i zsunął się z niego. Wstał i nie przejmując
się wypływającą z niego spermą, poszedł do kuchni. Zawiązał
fartuszek i zaczął gotować.
***
Umył się i ubrał po czym znalazł
się w kuchni i aż jęknął na widok swojego chłopaka w takim
stroju. Przesunął ręką po jego nagich plecach by uklęknąć za
nim i delikatnie zlizać wypływającą z niego spermę i wyczyścić
go od środka językiem, jednocześnie nie pozwalając mu przestać
gotować. Gdy chłopak był już czyściutki z tyłu zamruczał z
zadowoleniem i ugryzł go w pośladek -Yukio, jesteś najlepsza żoną
pod słońcem... Wygląda przepysznie..- wymruczał i znów go ugryzł
po czym wstając drażnił go dłońmi. Cham!
***
Jęczał cicho, gdy ten go czyścił,
a na komentarz zaczerwienił się piekielnie.
- A z ciebie świetny mąż. - zaśmiał
się cicho. - Taki troskliwy i pedantycznie nastawiony to higieny
żony. - szeptał z bananem na ryju.
***
Zaśmiał się cicho i gdy wstał to go
objął mocno, przesunął palcami po jego podbrzuszu.
-Będę tęsknił.. - ziewnął, tak
rankiem to u niego czułości było aż za dużo, był jeszcze w
półśnie choć i tak przecież już idealnie wybudzony przez seks.
Westchnął cicho i złapał ze stołu kawę.
***
Wtulił się w niego w niego plecami i
zamknął oczy. - Ja tez misiu. Hayato... obiecaj mi to co zawsze
przed koncertem. - poprosił smutno i nałożył jedzenie na talerze.
Postawił na stole i usiadł. Chociaż tyłek go bolał jak nigdy.
***
Złapał go w swoje ramiona i
uśmiechnął się delikatnie po czym przesunął palcami po jego
włosach i musnął ich kosmyk swoimi ustami.
-Yukio, obiecuję, że nie dotknę
innego mężczyzny w ten sam sposób co Ciebie, nigdy cię nie
zdradzę, poza tym wiesz dobrze że będę na siebie uważał, mam do
kogo wracać.. - wyszeptał zmieniając regułkę, w powietrzu
wisiało coś niedobrego.
-Jedzmy.. i przepraszam, że byłem
taki gwałtowny.. Bardzo boli? - przesunął palcem po policzku
chłopaka.
***
- Dzięki. Za obietnicę misiu. -
uśmiechnął się, ale również czuł. Czuł, że kochanek nie
powinien jechać. Mimo wszystko. Wziął talerz i zaczął go karmić.
Skończył i wtulił się w niego.
- Kobiet też masz nie dotykać. -
szepnął cicho i zamknął oczy. Po chwili wstał i przetarł oczy.
- Nie boli miśku. - uśmiechnął się
i poszedł się ubrać. Po chwili wrócił i zobaczył, że kochanek
szykuje się do wyjścia. Podbiegł do niego i wtulił się w jego
plecy. Drżał na całym ciele, gdy mówił.
- Nie jedź. Znajdziemy ci pracę. Nie
jedź nie zostawiaj mnie. Proszę. Czuję, że stanie się coś
złego, dlatego nie idź. Błagam misiu, nie idź. - rozpłakał się
mocno.
***
Westchnął cicho i spuścił głowę,
odwrócił się do niego przodem i złapał go w swoje ramiona
delikatnie.
-Kobiet nie lubię, brzydzą mnie wiesz
dobrze. Ale skarbie nie martw się, będzie dobrze, zawsze się tak
czujesz gdy wyjeżdżam, dorośnij trochę, przecież zawsze
wracam... No już, nie płacz Misiaku.. - wymruczał cicho i
pocałował go mocno, namiętnie z pasją tak by zawrócić w głowie
chłopakowi i by ten nie mógł skupić się na łzach na negatywnych
emocjach i gdy tak się stało Hayato wymknął się zamykając za
sobą drzwi i rzucając ciche "kocham Cię" przez ramie.
***
Upadł na kolana i rozpłakał się. -
Ale teraz naprawdę... Nie idź. Nie zostawiaj mnie. Boję się.
Błagam kochanie. - po policzkach spływały mu gęsto łzy.
Pociągnął nosem i poszedł do sypialnie. Włączył telewizor i
zaczął oglądać muzyczny program, na którym będzie puszczany
koncert. Skulił się na łóżku i oglądał.
***
Koncerty mijały jeden za drugim.
Dopiero jednego tuż pod koniec drugiego miesiąca trasy,
zapowiedziany koncert nie odbył się na scenę wyszedł obcy
mężczyzna i poinformował iż Hayato został zadźgany za jedna z
przyczep zespołu gdy po omówieniu warunków szedł do siebie. W tej
chwili znajduje się w stanie krytycznym w szpitalu, za utrudnienia i
niedogodności przeprosił i zszedł ze sceny.
***
Jak tylko o tym usłyszał, myślał,
że umrze. Spakował się i jak najszybciej pojechał do ukochanego.
Wcześniej zadzwonił do menedżera i dowiedział się, w którym są
szpitalu. Znalazł swojego chłopaka i rozpłakał się widząc jego
stan. - Hayato... Hayato... obiecałeś. Obiecałeś mi, że będziesz
uważał. - trzymał jego dłoń i płakał.
***
Po kilku godzinach Hayato zaczął się
wybudzać, lekko uścisnął dłoń ale to było ostatnie na co miał
teraz siłę więc nawet nie był w stanie otworzyć oczu. Wszędzie
miał podłączone kable, rurki i był poniekąd pozszywany, z
kroplówki do jego żył tłoczyli krew, bo chłopak za dużo jej
stracił.
***
Zawołał pielęgniarkę i spanikował.
- Hayato? Słyszysz mnie? Jestem tu.
Jestem przy tobie. Dlatego nie zostawiaj mnie. Bądź ze mną. -
szeptał i płakał.
- Błagam nie umieraj. - pisnął.
***
-proszę się uspokoić, on odzyskał
świadomość, słyszy pana ale nie może odpowiedzieć jest zbyt
słaby. - Zabrała rękę chłopaka z dłoni Hayato.
-Jeśli mnie słyszysz uściśnij
delikatnie moją rękę. Chłopak uścisnął.
-Czy coś Cię boli? Zwiększyć dawkę
morfiny? - znów uścisnął.
-Tak może się pan z nim komunikować
***
- Dobrze... Przepraszam... Ja po
prostu... On... wyjdzie z tego prawda? - spytał cicho, znów
ściskając jego dłoń.
- Misiu... nie zostawisz mnie, prawda?
Nie odejdziesz? - spytał szlochając cicho.
***
-Jest w bardzo ciężkim stanie, zanim
go znaleźli zdążył się porządnie wykrwawić, ale jeśli
przeżyje tę noc.. To tak, powinien z tego wyjść, zostawię Panów.
-powiedziała po czym wyszła a Hayato lekko uścisnął dłoń
kochanka. "Jestem tu, nie bój się"
***
Uśmiechnął się delikatnie i położył
głowę obok jego brzucha.
- Mówiłem, żebyś nie jechał,
mówiłem ci to, a nie posłuchałeś. Czułem, że nie powinieneś
wyjeżdżać. I wiem, że ty też tak myślałeś. Misiu.... tak się
bałem, gdy o tym usłyszałem. Nie chciałem cię stracić.
***
Z pod powiek Hayato płynęły łzy ale
chłopak nie mógł tego zobaczyć, w końcu leżał w pościeli
szpitalnej i mruczał cicho te wszystkie bolesne słowa. Mężczyzna
raz po raz lekko zaciskał palce na jego dłoni by wiedział że go
słucha.
***
- Boże nie wiem co bym zrobił gdybyś
nie przeżył. Chyba bym umarł. Po prostu umarł. - wyszeptał i
zamknął oczy. - Nie spałem przez ostatni tydzień... Wybacz... Ale
chcę mi się spać. - wyszeptał i zasnął. Był wyczerpany tym
wszystkim.
***
W środku nocy ktoś wyniósł
chłopaka z sali na rękach, maszyny szalały a Hayato znów walczył
o życie, okazało się jednak że ten stan świadomości był
zdecydowanie jednym z ostatnich wybudzeń tuż przed śmiercią.
Podpięto go do kolejnych maszyn gdyż on już nawet sam nie oddychał
i jego serce przestało pracować.
-Będziemy musieli go odłączyć, w
tej chwili pański znajomy jest warzywem, nie ma rodziny więc
decyduje o tym szpital...
***
Obudził się, gdy go wynieśli.
Wyrwał się i stanął na nogach.
- Ja jestem jego rodziną! On jest moim
chłopakiem! Nie... nie... Hayato obiecałeś... - wszedł do sali i
przytulił go mocno.
- Obiecałeś, że mnie nie
zostawisz... Obiecałeś mi! Jak ja mam bez ciebie żyć... Hayato...
Hayato... Misiu.... Proszę cię. - szepnął i pocałował jego
usta. - Wtulał się w niego i nie puszczał. Nie może go stracić.
Nie może, nie może. Nie docierało do niego, że jego ukochany i
tak jest już martwy.
***
Kiedy chłopak go pocałował wszyscy
z zaskoczeniem wpatrywali się w reakcję serca które najpierw
drgnęło by za chwilkę maszyna wskazała na to iż chłopak sam
umarł, bez pomocy i pomimo sztucznych respiratorów. Tylko ciche
Yuu.. wydobyło się przed śmiercią z gardła i ugrzęzło pod
maską tlenową. Ktoś wyprowadził zrozpaczonego chłopaka i podał
mu list od Hayato. Był tam testament w którym jak się okazało
Hayato zapisywał mu dom nad jeziorem na który odkładał z
wszystkich koncertów, wyznanie miłosne i przeprosiny za to że
złamał obietnicę, bo tylko w takim wypadku mógł to dostać
Yukio.
***
Płakał coraz bardziej. Aż jego
oddech stawał się urywany, a głos piskliwy. Teraz jego płacz
bardziej przypominał wycie. Przytulił do siebie list i wstał. Co
miał teraz zrobić? Co miał zrobić ze sobą i swoim życiem. A co
z tym nieustającym bólem w piersi? Nie wiedział. Wrócił do domu
i spakował się. To mieszkanie zawierało zbyt dużo wspomnień.
Balkon, na którym palił jego ukochany, łóżko, w którym tyle
razy się kochali. Sprzedał mieszkanie i przeniósł się do domku,
który zostawił mu Hayato. Ten domek... Pamiętał jak na plaży
przy domku. Tam miał swój pierwszy raz. Z nim, z Hayato. Nie chciał
o nim zapomnieć, ale nie chciał też, żeby tyle, rzeczy mu go
przypominało. Wystarczył ten dom i wspomnienie ich pierwszego razu.
Nie wychodził z domu. Chyba, że na zakupy i do domu. Nie chciał
mieć nikogo. Chciał być sam. Czasem odwiedzała go matka. Najpierw
zdziwiła się, że jej syn mieszka w takim miejscu. Potem pomyślała,
że zostawił piosenkarza i cieszyła się, ale jak tylko dowiedziała
się co się stało. I przeczytała list pożegnalny od Hayato,
wiedziała, że to był odpowiedni człowiek dla jej synka. Chłopak
nie zamierzał już nikogo mieć, wiedział, że nie zakocha się w
nikim innym.
12 minut(y) temu · Lubię to!
***
( Od Loki'ego ) Koniec.
Bo nie będzie zmartwychwstania, nie
będzie kolejnego seme który zaopiekuje się chłopcem i tak bardzo
będzie przypominał tego wulgarnego na zewnątrz chłopaka, którego
wszyscy się bali. Nie będzie szczęśliwego zakończenia chyba że
sami je sobie dopiszecie.
( Ja) Ryczałam przy tym....
To... było... SŁODKIE!! Początek mega słodki i kawaii, a potem... potem aż chciałam ukatrupić tego gnoja, który zadźgał Hayato >.<" Okropne to jest ;-; Uke trochę za bardzo płaczliwy, ale tacy też się zdarzają, tym bardziej, że Yukio się ciął (jestem ciekawa czemu... depresja? Może napisałybyście coś o tym, jak Hayato go z niej wyciągnął?) ^^ Urocze to było :3 Naprawdę, podobało mi się. Lubię historię typu "Jak to jeden skur**** z nożem wszystko rozpieprzył" są takie... jakieś takie prawdziwe. No bo przecież często zdarzają się takie wypadki. Dla kochanków to musi być coś strasznego T^T
OdpowiedzUsuńUke tai miał być, ale co tam. Uśmiecham się czytając taki komentarz, serio ^^ Co do tego czemu, możecie dopisać sobie historię. Nie odpowiedziałam wcześniej, bo mi cię oznaczyło jako spam.... Gome.
Usuńtaki*
Usuń