piątek, 12 lipca 2013

Smutna opowieść o piosenkarzu i jego chłopaku.

Ogłoszenia parafialne. XDDD
 One shot pisany z moją koleżanką Loki. XDD
  To tyle, nie jestem zbyt wylewna....
__________________________________________________________


Hayato gładził plecy swojego ukochanego smukłymi palcami, po chwili nachylił się nad nim i pocałował go delikatnie w kark odgarniając pozlepiane po seksie kosmyki.
-Yukio, nie wstawaj, śpij, ja idę tylko zapalić.. - wymruczał i okrył go pościelą zakładając na siebie obcisłe skórzane spodnie i wychodząc na balkon, padało. Deszcz zaraz zmoczył jego, dziś zielone włosy ale mężczyzna się tym nie przejął, potarł palcami brodę i przekonał oczy odpalając papierosa. Czuł dziś pustkę i jedynie malec śpiący teraz potrafił ją odrobinę zapełnić. Jutro znów wyrusza w trasę, czuł, że nie będzie zbyt szczęśliwy wysłuchując z samego rana od Yukio, że poświęca mu za mało czasu, może faktycznie tak było?

***

Mruknął tylko, że wolałby iść z nim, ale przystał na to. Leżał na łóżku patrząc na niego.
- O której jutro wyjeżdżasz? - spytał smutnym głosem. Nie chciał się znów z nim rozstawać na tak długo. - Misiu nie pal tyle. Szybko umrzesz. - szepnął cicho, tak by tego nie usłyszał. Nie chciał go drażnić, a nie mógł się powstrzymać, żeby tego nie powiedzieć. To tylko z troski o niego i o ich związek. Co chwilę czuł, że coraz bardziej się od siebie oddalają. Razem byli tylko podczas seksu. Nie robili nic razem od dwóch miesięcy.

***

Gdy wrócił do pokoju usiadł na łóżku i położył głowę chłopaka na swoich kolanach wplatając palce w te jego jasne włosy. Tego dnia zachowywał się wyjątkowo dziwnie, jakby był po narkotykach.
-Nic mi nie będzie, złego diabeł nie bierze. Nie martw się tak o mnie bo nabawisz się wrzodów. Powiedz.. Kochasz mnie jeszcze? Zawsze mnie dziwiło dlaczego jesteś z takim nieudacznikiem życiowym jak ja.. - przeczesywał jego włosy z dziwną nostalgią.
-Zdążę zjeść z Tobą śniadanie. - odpowiedział jak zwykle wymijająco. On tez nie cieszył się zbytnio na ten wyjazd.

***

Uśmiechnął się delikatnie i zaczął głaskać jego włosy. Słuchał go z pewnym zdziwieniem i gdy skończył nachylił się i musnął delikatnie jego usta.
- Mam nadzieję, że nic ci nie będzie. - szepnął i spojrzał mu w oczy. Po chwili milczenia odezwał się głosem pełnym uczuć. - Kocham cię. Zawsze będę cię kochał. I nie jesteś nieudacznikiem. Masz śliczny głos, którym zarabiasz. Nie jesteś nieudacznikiem. - powiedział pewnie.
- Śniadanie tak? Wstanę wcześniej i zrobię nam coś pysznego. - uśmiechnął się i pocałował go w policzek.

***

-Połóż się głuptasie... Nie chcę żeby coś ci się przytrafiło, kochaliśmy się dziś długo.. Nie byłem tak uważny jak zwykle.. - westchnął widząc niewielkie malinki na jego szyi, zwykle unikał robienia ich chłopakowi, jego rodzina nie mogła się dowiedzieć o ich związku ..
-Śliczny głos? Tak.. możliwe... - westchnął po czym złapał go na ręce .
-Rozmyśliłem się, powinniśmy się wykąpać a rano chce spędzić z Tobą jak najwięcej czasu. Pmogę ci ze śniadaniem.. albo tylko popatrzę. - uśmiechnął się czule po włączył wodę wchodząc pod prysznic z Yukio na ramionach.
-Powiedz kochany, jesteś na mnie zły? Czuję że masz mi za złe.. Ale ja muszę zarabiać, jestem zbyt zmodyfikowany i dziwny by przyjęli mnie do innej pracy, staraliśmy się o to przecież pół roku temu.. - wymruczał stawiając go ostrożnie

***

Pisnął cicho, gdy ten tak porwał go na ręce. Nie przejmował się malinkami. Sam miał przed nim małą tajemnicę. Jego rodzina o wszystkim wiedziała, ale po prostu nie chciał mu nic mówić.
- Hayato... nie musisz się powstrzymywać przed robieniem mi malinek. Uwielbiam jak je robisz, a innymi się nie przejmuję. - westchnął stając ostrożnie pod prysznicem. Trochę go bolało, ale nie na tyle by się skarżyć.
- Od kuchni mi wara. Nie chcę, żebyś znów nam czajnik spalił. - westchnął, ale zaśmiał się cicho. - Ty lepiej patrz i gwałć mnie wzrokiem jak zawsze, gdy ci gotuję. - wtulił się w niego delikatnie.
- Nie jestem na ciebie zły, jestem raczej smutny, bo znowu cię długo nie będzie. A jak wrócisz to ci nie odpuszczę, chcę w końcu tą dawno obiecaną randkę. - uśmiechnął się - Dzień bez ciebie jest okropny, przez to jakie plotki krążą... Mimo, że wiem, że ty nigdy byś mnie nie zdradził, to po kilku dniach z tej samotności po prostu zaczynam wątpić. Myślę sobie, że na tym świecie jest tyle innych atrakcyjniejszych ode mnie ludzi. I po prostu boję się, że pewnego dnia albo nie wrócisz, albo po prostu powiesz mi, że to koniec, że masz kogoś innego i że już mnie nie kochasz. A coś takiego... nie przeżyłbym. - szepnął z łezkami w oczach.
- Ale nie chcę, żebyś odchodził z tej pracy, bo wiem, że po prostu nigdzie by cię nie przyjęli, a ja sam nie miałbym możliwości zarobić na naszą dwójkę i jeszcze chodzić do wieczorówki. - powiedział jeszcze.

***

Jęknął cicho i złapał się za skronie. Znowu to samo, to co przed każdym wyjazdem, znowu mu serce pękało na myśl że ten dzieciak czuje się przez niego tak okropnie, ale te ciągłe wyrzuty i te jego słowa.. ta cała troska, trochę go to tłamsiło, ale to był chyba jedyny powód, ten dzieciak powód, dla którego wracał do mieszkania, kiedyś myślał, że mógłby zamieszkać w barze ale przecież tak się nie da.
- Tak, dobrze... wiem, jestem siódmym nieszczęściem w kuchni.. Więc mogę pożerać cie wzrokiem, a mogę podgryzać cię od czasu do czasu? Rano zawsze jestem głodny jak wilk.. - zaśmiał się wesoło i przytulił go do siebie mocno. Dziwnie się czuł, coś kazało mu zostać w domu.
-Będziesz oglądał koncerty w telewizji? Czuje się wtedy pewniej, jakbyś był obok... Wiesz, że najchętniej zabierał bym Cię ze sobą,ale szkoła, praca i na dodatek Ty niezbyt lubisz wyjeżdżać nie chciał bym cię zmuszać, ale kiedyś na pewno ze mną pojedziesz.. - uśmiechnął się i zaczął myć jego ciało, to było takie oczywiste.
-Wiem, że ty się nie przejmujesz... Ale boje się zostawić cię samego tak bardzo naznaczonego moją obecnością w Twoim życiu

***

Pogłaskał go po policzku i pocałował w usta delikatnie.
- Zawsze i wszędzie kochanie. Możesz robić ze mną wszystko co chcesz. - uśmiechnął się i wtulił w niego.
- Jasne, że obejrzę, zawsze oglądam. Nigdy bym nie przepuścił szansy obejrzenia cię w tv. Co do wyjazdu... Z chęcią. Ale jak będę miał przerwę w wieczorówce, dobrze? Wezmę wtedy wolne i pojedziemy razem. - pocałował go w policzek zadowolony.
- Ja bardzo się cieszę, że mnie tak oznaczasz. Przynajmniej mogę o tym myśleć i się tak nie smucę. - uśmiechnął się.
- Hayato? Nic ci nie jest? Głowa cię boli? Poczekaj pójdę szybko po jakieś tabletki. - powiedział trochę spanikowany i oderwał się od niego. Wyszedł spod prysznica i zrobił zbyt szybki krok. Poślizgnął się i upadł na tyłek.- Auć. - rozpłakał się - Jestem beznadziejny. - wychlipał i skulił się.

***

Zanim zdążył się zorientować co chłopak ma zamiar zrobić i złapać go w swoje ramiona ten już upadł. Zaraz podbiegł do niego i objął mocno po czym przeniósł na łóżko i zaczął go oglądać dokładnie, czy aby na pewno nic się nie stało. Dopiero po dokładnych oględzinach przytulił go do siebie choć w jego oczach wciąż widać było strach o kochanka.
-Yukio... Tak się boję o Ciebie proszę uważaj, nie jesteś beznadziejny, nie płacz już.. - szeptał i dłońmi zgarniał jego łzy z policzków gdyż było ich zbyt wiele by robić to pocałunkami jak zwykł czynić. Okrył chłopaka pościelą nie przejmując się iż zapewne ją zmoczy, tak bardzo nie chciał by ten mały głupek zmarzł.
- Nie, nie boli, nie martw się tak o mnie bo to przynosi ci tylko pecha.. - westchnął głośno i pocałował go delikatnie po czym odchylił szyję chłopca i zassał się na niej zostawiając tam pokaźnych rozmiarów malinkę.
-Widzisz... teraz już będziesz miał coś ode mnie by mieć pewność że do ciebie należę. Tylko już się tak nie bój.. I nie płacz.. Twoje łzy tak bolą kochany.. - gładził jego włosy pragnąc go uspokoić. No tak, zawsze tak było, jemu działa się jakaś krzywda a Hayato nie potrafił sobie z tym poradzić, nawet siniaka nie będzie po tym upadku jednak w jego sercu sam fakt iż go nie złapał urastał do rozmiarów co najmniej wypadku samochodowego którego chłopak omal nie przypłacił życiem. Zawsze wszystko tak nad interpretował i może stąd wszystkie te problemy z sobą? Kto to wie.
-Przepraszam, to moja wina...

***

Wtulił się w niego.
- Nie, to ja. To ja nie uważałem. To moja wina. Nie martw się tak. - szepnął i otulił się kołdrą. Powstrzymał łzy, by ukochany tak bardzo nie cierpiał.
- Nie martw się kochanie. - szepnął i przylgnął do niego.
- Tak bardzo cię kocham. Przynosisz mi szczęście, a nie pecha. Odkąd jesteśmy razem, jestem szczęśliwy i już się nie tnę. Jesteś moim szczęściem misiu. - szepnął gładząc jego policzek.
- Na pewno nie boli cię głowa? Nie chciałbym, żebyś cierpiał na koncercie. - szepnął.

***

Spojrzał na niego i po prostu się roześmiał, jedynie ten mały dzieciak potrafił go rozbawić. Śmiał się dłuższą chwilę i nie mógł przestać ale gdy w końcu się mu to udało objął go mocno i pocałował.
-Jesteś nieznośny, hałaśliwy, zazdrosny, nieporadny, dziwny, grzeczny i zdecydowanie za miły, martwisz się nad wyraz, nazywasz mnie misiem co jest po prostu stresujące... Jesteś masochistą będąc ze mną w związku.... - wymruczał cicho dalej trąc skronie i spojrzał na niego
-I to wszystko sprawia, że nie powinienem z Tobą być. Ale wystarczy Twoje jedno kocham, kiedy ja wiem że czuję to samo i nagle świat obraca się o sto osiemdziesiąt stopni a każda z tych cech staje się zaletą a ja w duchu dziękuje za Twój masochizm.. - mruknął po czym pocałował go jeszcze mocniej, namiętnie. Hayato nie używał słowa "Kocham" zbyt często, właściwie to nawet go unikał.

***

- Ja... - nie wiedział co powiedzieć, więc po prostu objął go mocno za szyję, usiadł mu okrakiem na kolanach i dawał się całować. Po pewnym czasie zaczął odwzajemniać pocałunki z uczuciem. Ze wszystkimi uczuciami, które kłębią się w jego małym serduszku. Chłopak nie musiał mu tego mówić on po prostu wiedział, wiedział, że jest przez niego kochany do tego stopnia, że przepełnia jego głowę.
- A ja dziękuję, za to, że mnie zechciałeś. - wymruczał. - Rodzice... wiedzą, więc się nie martw. -

***

Westchnął cicho słysząc jego słowa i ułożył go na łóżku po czym sam poszedł do łazienki sprzątnąć ją, gdy wrócił miał lekko zaczerwienione oczy.
-Ja wiem że oni wiedzą. I wiem że tego nie akceptują, ale cieszę się ze już nie musimy przed sobą ukrywać tej informacji. Chodźmy spać kotku, bo jutro trzeba rano wstać, chcę dokładnie zbadać Twój seksowny tyłeczek przed odjazdem, muszę być pewien że nic się nie stało.. - zgasił światło i ułożył się przy nim zabierając mu mokrą pościel i otulając ich drugą, zastępczą.

***

- Misiu... czemu płakałeś? - spytał cicho wtulając się w niego.
- Misiu... nie przejmuj się nimi. Póki jesteśmy razem jest dobrze. Nic mi nie będzie. Nie przejmuje się tym, że oni się mnie wyrzekli. Serio. Kocham cie i nie potrzebuje nikogo innego. - szepnął i pocałował go w szyję.

***

-Dzieciaku... to nie tak powinno wyglądać, gdybym był inny, może zaakceptowali by ten związek.. Ale nie ważne idź już spać... No już przytul się mocniej i nie całuj mnie bo znów mi zrobisz ochotę i będę musiał iść do łazienki na ręczną robotę.. - wymruczał mu w ucho i lekko je przygryzł przyciągając go do siebie mocniej..
-Misiu.. - wyszeptał cicho i zaśmiał się pod nosem.

***

- Nie zaakceptowaliby nas tak czy tak. - stwierdził cicho i mocno go przytulił. Zachichotał cicho. - Zawsze mogę ci pomóc ustami. - szepnął i przymknął oczy. Otworzył je, gdy usłyszał zdrobnienie. - Fajnie. - uśmiechnął się.

***

-Idź spać, nie zamierzam ci śpiewać kołysanek bo znów zaczął byś się ciąć .. - uśmiechnął się znowu i pocałował go w ramię. Jak zwykle uważał że gdy powie komuś zasypiaj ten od razu zapadnie w sen. Jego pojęcie życia i relacji między ludzkich było trochę a nawet bardzo spaczone niemniej jednak tylko Yukio się nim przejmował i akceptował te dziwne jazdy które z nim były

***

- Dobranoc miśku. - wymruczał i wtulił się w niego ufnie. Obudził się przed nim. Uśmiechnął się delikatnie i wstał. Umył się szybko po czym wrócił do pokoju, ubrał się i pocałował swojego chłopaka w usta. - Wstajemy. - wymruczał.

***

-E? - zapytał niewyraźnie ale zaraz uśmiechnął się drapieżnie czując jego usta na swoich i wciągnął go do łóżka.
-Ty wiesz jak ja cię lubię rozbierać i robisz to wszystko dla mnie co... - wymruczał rozbierając go jak gdyby nigdy nic i całując namiętnie, wsunął nogę między jego nogi i zaczął nią poruszać ocierając się o niego.
-Mhmmm coś mówiłeś o śniadaniu prawda?

***

- Oczywiście kochanie. - zaśmiał się i jęknął głośno - No weź... nie wolno. Mamy mało czasu. Chodź... na śniadanie. - powiedział, ale jego wypowiedź przerywały jęki.
- Tak, chodź. Muszę zrobić jedzenie. Jak mnie puścisz, to... będę gotował tylko w różowym fartuszku. -

***

- Kuszące... Ale nie.. - zaśmiał się cicho po czym delikatnie wsunął w niego nawilżone olejkiem palce i zaczął go rozciągać, gdy chłopak był gotowy wszedł w niego jednym szybkim pchnięciem tuląc go do siebie mocno.
-To nasz ostatni seks, tak długo będę musiał na ciebie czekać chyba nie chcesz by dorwały się do mnie jakieś zazdrosne fanki albo fani? Dodaj mi siły i usatysfakcjonuj mnie.. - wyjęczał mu prost do ucha lekko je przygryzając i przewrócił ich tak by to Yukio był na górze.

***

- A-Ale... Nie... nie chce. Hayato! - pisnął czując jego palce.
- Hayato... To... niesprawiedliwe... bierzesz... mnie... na.... zazdrość... - wyjęczał i wtulił twarz w jego włosy. Usiadł na nim i zaczął się unosić i opadać. Zaciskał również na nim miarowo mięśnie. Odchylił głowę do tył i jęczał głośno.

***

-Tak. - wyszeptał i ta jedna krótka odpowiedź wystarczyła by podsumować wszystkie oskarżenia jego chłopaka. Jakże mógłby inaczej? Przecież mieli jeść wspólne śniadanie, no i cóż że Hayato uznał już wczoraj iż to Yukio będzie tym śniadaniem a ten idiota zgodził się że może robić wszystko.. Usiadł chcąc czuć jego ciało przy swoim i zaczął trącać jego sutki palcami, lekko pieścić językiem jego szyję.

***

- Złośliwiec. - westchnął i wygiął się w delikatny łuk. Zamiast się poruszać zaczął kręcić biodrami. W ten sposób mniej się męczył, a i doznanie było większe. Jęczał coraz głośniej.

***

-Ja ciebie też... - wyszeptał cichutko po czym złapał jego twarz w swoje dłonie i popatrzył mu głęboko w oczy.
-Kocham Cię Yukio- wyszeptał i złączył ich usta w namiętnym pocałunku po czym przeniósł dłonie na jego biodra by mu pomóc w ruchach.

***

Po policzkach słynęło mu kilka łez. On sam przylgnął do niego i pogłębił pocałunek jak tylko mógł. Tak rzadko to słyszał, że za każdym razem niezmiernie się cieszył.

***

Westchnął cicho w jego usta i starł łzy z jego policzków nie przestając go całować. Jego biodra wychodziły na przeciw ruchom jego kochanka i mężczyzna drżał delikatnie przez rozkosz którą dostawał od jego ciała, delikatnie zmienił kąt pieszczoty by trafić w jego prostatę.

***

Przyspieszył swoje ruchy na jego członku i całował go lekko po szyi. - Ach... jak dobrze. - przymknął oczy i odrzucił głowę do tył. Poprosił cicho o więcej tej niebiańskiej przyjemności.

***

-Bo to z Tobą się kocham- wymruczał po czym dał mu to o co chłopak prosił i z zadowoleniem pomrukiwał cichutko. Zaczął pieścić palcami jego sutki, jego członek wciąż ocierał się o prostatę chłopaka. powoli zaczął poruszać dłonią na jego członku, mocno.

***

Zacisnął się na nim mocno i doszedł po chwili cały wyczerpany. Mimo wszystko poruszał się na nim póki i ten nie doszedł. Jęknął wtedy głośno i opadł na niego, drżąc lekko.
- Jesteś okropny... ale i tak cię kocham. - wydyszał i zsunął się z niego. Wstał i nie przejmując się wypływającą z niego spermą, poszedł do kuchni. Zawiązał fartuszek i zaczął gotować.

***

Umył się i ubrał po czym znalazł się w kuchni i aż jęknął na widok swojego chłopaka w takim stroju. Przesunął ręką po jego nagich plecach by uklęknąć za nim i delikatnie zlizać wypływającą z niego spermę i wyczyścić go od środka językiem, jednocześnie nie pozwalając mu przestać gotować. Gdy chłopak był już czyściutki z tyłu zamruczał z zadowoleniem i ugryzł go w pośladek -Yukio, jesteś najlepsza żoną pod słońcem... Wygląda przepysznie..- wymruczał i znów go ugryzł po czym wstając drażnił go dłońmi. Cham!

***

Jęczał cicho, gdy ten go czyścił, a na komentarz zaczerwienił się piekielnie.
- A z ciebie świetny mąż. - zaśmiał się cicho. - Taki troskliwy i pedantycznie nastawiony to higieny żony. - szeptał z bananem na ryju.

***

Zaśmiał się cicho i gdy wstał to go objął mocno, przesunął palcami po jego podbrzuszu.
-Będę tęsknił.. - ziewnął, tak rankiem to u niego czułości było aż za dużo, był jeszcze w półśnie choć i tak przecież już idealnie wybudzony przez seks. Westchnął cicho i złapał ze stołu kawę.

***

Wtulił się w niego w niego plecami i zamknął oczy. - Ja tez misiu. Hayato... obiecaj mi to co zawsze przed koncertem. - poprosił smutno i nałożył jedzenie na talerze. Postawił na stole i usiadł. Chociaż tyłek go bolał jak nigdy.

***

Złapał go w swoje ramiona i uśmiechnął się delikatnie po czym przesunął palcami po jego włosach i musnął ich kosmyk swoimi ustami.
-Yukio, obiecuję, że nie dotknę innego mężczyzny w ten sam sposób co Ciebie, nigdy cię nie zdradzę, poza tym wiesz dobrze że będę na siebie uważał, mam do kogo wracać.. - wyszeptał zmieniając regułkę, w powietrzu wisiało coś niedobrego.
-Jedzmy.. i przepraszam, że byłem taki gwałtowny.. Bardzo boli? - przesunął palcem po policzku chłopaka.

***

- Dzięki. Za obietnicę misiu. - uśmiechnął się, ale również czuł. Czuł, że kochanek nie powinien jechać. Mimo wszystko. Wziął talerz i zaczął go karmić. Skończył i wtulił się w niego.
- Kobiet też masz nie dotykać. - szepnął cicho i zamknął oczy. Po chwili wstał i przetarł oczy.
- Nie boli miśku. - uśmiechnął się i poszedł się ubrać. Po chwili wrócił i zobaczył, że kochanek szykuje się do wyjścia. Podbiegł do niego i wtulił się w jego plecy. Drżał na całym ciele, gdy mówił.
- Nie jedź. Znajdziemy ci pracę. Nie jedź nie zostawiaj mnie. Proszę. Czuję, że stanie się coś złego, dlatego nie idź. Błagam misiu, nie idź. - rozpłakał się mocno.

***

Westchnął cicho i spuścił głowę, odwrócił się do niego przodem i złapał go w swoje ramiona delikatnie.
-Kobiet nie lubię, brzydzą mnie wiesz dobrze. Ale skarbie nie martw się, będzie dobrze, zawsze się tak czujesz gdy wyjeżdżam, dorośnij trochę, przecież zawsze wracam... No już, nie płacz Misiaku.. - wymruczał cicho i pocałował go mocno, namiętnie z pasją tak by zawrócić w głowie chłopakowi i by ten nie mógł skupić się na łzach na negatywnych emocjach i gdy tak się stało Hayato wymknął się zamykając za sobą drzwi i rzucając ciche "kocham Cię" przez ramie.

***

Upadł na kolana i rozpłakał się. - Ale teraz naprawdę... Nie idź. Nie zostawiaj mnie. Boję się. Błagam kochanie. - po policzkach spływały mu gęsto łzy. Pociągnął nosem i poszedł do sypialnie. Włączył telewizor i zaczął oglądać muzyczny program, na którym będzie puszczany koncert. Skulił się na łóżku i oglądał.

***

Koncerty mijały jeden za drugim. Dopiero jednego tuż pod koniec drugiego miesiąca trasy, zapowiedziany koncert nie odbył się na scenę wyszedł obcy mężczyzna i poinformował iż Hayato został zadźgany za jedna z przyczep zespołu gdy po omówieniu warunków szedł do siebie. W tej chwili znajduje się w stanie krytycznym w szpitalu, za utrudnienia i niedogodności przeprosił i zszedł ze sceny.

***

Jak tylko o tym usłyszał, myślał, że umrze. Spakował się i jak najszybciej pojechał do ukochanego. Wcześniej zadzwonił do menedżera i dowiedział się, w którym są szpitalu. Znalazł swojego chłopaka i rozpłakał się widząc jego stan. - Hayato... Hayato... obiecałeś. Obiecałeś mi, że będziesz uważał. - trzymał jego dłoń i płakał.

***

Po kilku godzinach Hayato zaczął się wybudzać, lekko uścisnął dłoń ale to było ostatnie na co miał teraz siłę więc nawet nie był w stanie otworzyć oczu. Wszędzie miał podłączone kable, rurki i był poniekąd pozszywany, z kroplówki do jego żył tłoczyli krew, bo chłopak za dużo jej stracił.

***

Zawołał pielęgniarkę i spanikował.
- Hayato? Słyszysz mnie? Jestem tu. Jestem przy tobie. Dlatego nie zostawiaj mnie. Bądź ze mną. - szeptał i płakał.
- Błagam nie umieraj. - pisnął.

***

-proszę się uspokoić, on odzyskał świadomość, słyszy pana ale nie może odpowiedzieć jest zbyt słaby. - Zabrała rękę chłopaka z dłoni Hayato.
-Jeśli mnie słyszysz uściśnij delikatnie moją rękę. Chłopak uścisnął.
-Czy coś Cię boli? Zwiększyć dawkę morfiny? - znów uścisnął.
-Tak może się pan z nim komunikować

***

- Dobrze... Przepraszam... Ja po prostu... On... wyjdzie z tego prawda? - spytał cicho, znów ściskając jego dłoń.
- Misiu... nie zostawisz mnie, prawda? Nie odejdziesz? - spytał szlochając cicho.

***

-Jest w bardzo ciężkim stanie, zanim go znaleźli zdążył się porządnie wykrwawić, ale jeśli przeżyje tę noc.. To tak, powinien z tego wyjść, zostawię Panów. -powiedziała po czym wyszła a Hayato lekko uścisnął dłoń kochanka. "Jestem tu, nie bój się"

***

Uśmiechnął się delikatnie i położył głowę obok jego brzucha.
- Mówiłem, żebyś nie jechał, mówiłem ci to, a nie posłuchałeś. Czułem, że nie powinieneś wyjeżdżać. I wiem, że ty też tak myślałeś. Misiu.... tak się bałem, gdy o tym usłyszałem. Nie chciałem cię stracić.

***

Z pod powiek Hayato płynęły łzy ale chłopak nie mógł tego zobaczyć, w końcu leżał w pościeli szpitalnej i mruczał cicho te wszystkie bolesne słowa. Mężczyzna raz po raz lekko zaciskał palce na jego dłoni by wiedział że go słucha.

***

- Boże nie wiem co bym zrobił gdybyś nie przeżył. Chyba bym umarł. Po prostu umarł. - wyszeptał i zamknął oczy. - Nie spałem przez ostatni tydzień... Wybacz... Ale chcę mi się spać. - wyszeptał i zasnął. Był wyczerpany tym wszystkim.

***

W środku nocy ktoś wyniósł chłopaka z sali na rękach, maszyny szalały a Hayato znów walczył o życie, okazało się jednak że ten stan świadomości był zdecydowanie jednym z ostatnich wybudzeń tuż przed śmiercią. Podpięto go do kolejnych maszyn gdyż on już nawet sam nie oddychał i jego serce przestało pracować.
-Będziemy musieli go odłączyć, w tej chwili pański znajomy jest warzywem, nie ma rodziny więc decyduje o tym szpital...

***

Obudził się, gdy go wynieśli. Wyrwał się i stanął na nogach.
- Ja jestem jego rodziną! On jest moim chłopakiem! Nie... nie... Hayato obiecałeś... - wszedł do sali i przytulił go mocno.
- Obiecałeś, że mnie nie zostawisz... Obiecałeś mi! Jak ja mam bez ciebie żyć... Hayato... Hayato... Misiu.... Proszę cię. - szepnął i pocałował jego usta. - Wtulał się w niego i nie puszczał. Nie może go stracić. Nie może, nie może. Nie docierało do niego, że jego ukochany i tak jest już martwy.

***

Kiedy chłopak go pocałował wszyscy z zaskoczeniem wpatrywali się w reakcję serca które najpierw drgnęło by za chwilkę maszyna wskazała na to iż chłopak sam umarł, bez pomocy i pomimo sztucznych respiratorów. Tylko ciche Yuu.. wydobyło się przed śmiercią z gardła i ugrzęzło pod maską tlenową. Ktoś wyprowadził zrozpaczonego chłopaka i podał mu list od Hayato. Był tam testament w którym jak się okazało Hayato zapisywał mu dom nad jeziorem na który odkładał z wszystkich koncertów, wyznanie miłosne i przeprosiny za to że złamał obietnicę, bo tylko w takim wypadku mógł to dostać Yukio.

***

Płakał coraz bardziej. Aż jego oddech stawał się urywany, a głos piskliwy. Teraz jego płacz bardziej przypominał wycie. Przytulił do siebie list i wstał. Co miał teraz zrobić? Co miał zrobić ze sobą i swoim życiem. A co z tym nieustającym bólem w piersi? Nie wiedział. Wrócił do domu i spakował się. To mieszkanie zawierało zbyt dużo wspomnień. Balkon, na którym palił jego ukochany, łóżko, w którym tyle razy się kochali. Sprzedał mieszkanie i przeniósł się do domku, który zostawił mu Hayato. Ten domek... Pamiętał jak na plaży przy domku. Tam miał swój pierwszy raz. Z nim, z Hayato. Nie chciał o nim zapomnieć, ale nie chciał też, żeby tyle, rzeczy mu go przypominało. Wystarczył ten dom i wspomnienie ich pierwszego razu. Nie wychodził z domu. Chyba, że na zakupy i do domu. Nie chciał mieć nikogo. Chciał być sam. Czasem odwiedzała go matka. Najpierw zdziwiła się, że jej syn mieszka w takim miejscu. Potem pomyślała, że zostawił piosenkarza i cieszyła się, ale jak tylko dowiedziała się co się stało. I przeczytała list pożegnalny od Hayato, wiedziała, że to był odpowiedni człowiek dla jej synka. Chłopak nie zamierzał już nikogo mieć, wiedział, że nie zakocha się w nikim innym.
12 minut(y) temu · Lubię to!

***

( Od Loki'ego ) Koniec.
Bo nie będzie zmartwychwstania, nie będzie kolejnego seme który zaopiekuje się chłopcem i tak bardzo będzie przypominał tego wulgarnego na zewnątrz chłopaka, którego wszyscy się bali. Nie będzie szczęśliwego zakończenia chyba że sami je sobie dopiszecie.


( Ja) Ryczałam przy tym....  

3 komentarze:

  1. To... było... SŁODKIE!! Początek mega słodki i kawaii, a potem... potem aż chciałam ukatrupić tego gnoja, który zadźgał Hayato >.<" Okropne to jest ;-; Uke trochę za bardzo płaczliwy, ale tacy też się zdarzają, tym bardziej, że Yukio się ciął (jestem ciekawa czemu... depresja? Może napisałybyście coś o tym, jak Hayato go z niej wyciągnął?) ^^ Urocze to było :3 Naprawdę, podobało mi się. Lubię historię typu "Jak to jeden skur**** z nożem wszystko rozpieprzył" są takie... jakieś takie prawdziwe. No bo przecież często zdarzają się takie wypadki. Dla kochanków to musi być coś strasznego T^T

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uke tai miał być, ale co tam. Uśmiecham się czytając taki komentarz, serio ^^ Co do tego czemu, możecie dopisać sobie historię. Nie odpowiedziałam wcześniej, bo mi cię oznaczyło jako spam.... Gome.

      Usuń