wtorek, 23 czerwca 2015

Pożegnalny One Shot~ Hijikata x Gintoki

Tak, żegnałam się już, ale było to pożegnanie na szybko, więc macie porządne ^^ Co prawda napisane zostało już z miesiąc temu, ale jest to moja ostatnia praca, ponieważ rzucam pisanie jako takie...Bardziej czuję się w scenariuszach, niż opowiadaniach, więc się na nie przerzucam. Może kiedyś jeszcze do was wrócę, chociaż w to wątpię, bo oprócz Gintamy, nie oglądam, żadnego anime, a mangi czytam szczątkowo ><
Chyba, że wrócę z kompletnie nowym pomysłem, albo zacznę pisać innego bloga...najpewniej z k-pop'em...taaaak...ten gatunek zawładnął moim życiem ;; Moja rockowa dusza umarła na dobre...no dobra, nie dramatyzujmy, aż tak to nie.
Co do ficka....Oprócz samego HijiGin, jest jeszcze OkiKagu[Okita x Kagura]
No nic....Wszyscy, którzy czytają niech napiszą coś pod ff, będzie milej tak odejść "w wielkim stylu"...Dobra stop....ale bullshit... Napiszcie chociaż "Fighting" będzie miło, motywacja do pisania scenariuszy i szkolenia się w tym...

..................................................................................................................



- Jesteś debil czy idiota? - spytałem białego demona, którego najchętniej bym zabił. Na moje nieszczęście nic dzisiaj nie wywinął. Co było dziwne, w końcu on i reszta Yorozuyi, zawsze coś rozważają, a jednak, dzisiaj to było zwykle spotkanie w budce z ramen. Oczywiście ja zamówiłem smażony ryż i doprawiłem go dużą ilością majonezu. Z Gintokim było podobnie, jednak on po prostu, najzwyczajniej w świecie dodał do niego jakiejś obleśnej czerwonej fasoli.
- Nie jestem ani jednym ani drugim, ty za to masz orientację majonez i butelki od majonezu pieprzysz tym swoim małym chomiczkiem - usłyszałem odpowiedź i miałem ochotę mu przywalić, czego nie zrobiłem tylko dlatego, że byłem głodny, a miska ociekająca majonezem nie mogła się zmarnować.
- Ty za to zawsze tylko myślisz o słodyczach - prychnąłem, zaczynając jeść, dosyć szybko, żeby później móc go zabić. Szybko go za nagabywanie władzy, o. Przynajmniej będę mógł go wcisnąć za kratki i nikt nie będzie miał do mnie pretensji.
Nie otrzymałem już żadnej odpowiedzi od srebrnogłowego debila, który również zajął się jedzeniem swojej obrzydliwej potrawy.
Po skończonym posiłku, zapłaciłem i zwróciłem się w stronę monotonnego debila, który gdzieś zniknął. No i proszę, w ten sposób cały plan spalił na panewce.
- Proszę pana to za mało, tamtej jegomość mówił, że płaci pytań również za niego - zwróciła się do mnie kobieta za barem.
- Co? Wcale nie, ja go nawet nie znam, nie przyjaźnie się z nim - zaprzeczyłem szybko, ale kobieta była nieugięta.
- Widziałam jak panowie rozmawiali, więc proszę się nie wykręcać teraz i zapłacić, tak będzie najlepiej inaczej zawiodłam policję.
- Ale to ja jestem z policji! A z resztą... Proszę - wręczyłem jej moje ostatnie pieniądze do końca miesiąca i westchnąłem. Dziesięć dni na pięciu paczkach papierosów, to będzie bardzo trudny okres w moim życiu. Mitsuba mniej nade mną pieczę w niebie... Ty ze swymi ostrymi krakersami.
Z zamiarem odebrania swoich pieniędzy poszedłem na poszukiwania Gintokiego. Srebrna trwała, na szczęście rzucała się w oczy, więc już po krótkim czasie, mogłem go zauważyć przy stoisku z Jumpem. Naprawdę czy on był dzieckiem czy debilem? Chyba obojgiem... To po prostu dziecinny debil.
Westchnąłem ciężko i poszedłem do niego zaraz zakuwając co w kajdanki.
- Aresztuje cię za oszustwa finansowe i w wykorzystanie niewinnego obywatela - powiedziałem tylko. Zaraz odwróciłem go w swoją stronę, a tam jakiś gościu, który na pewno Ginem nie był.
- Nie dokonuje przestępstw finansowych, jestem feministą - powiedział dziwak w ubraniu Białego demona, którego natychmiast rozkułem, po czym odwróciłem się tylko i czym prędzej odszedłem. Ciekawy byłem co on tam robił, ale nie wnikam, nie chcę wnikać.
W końcu po długich poszukiwaniach, skierowałem się w stronę Yorozuyi, no nic najwyżej go nie znajdę, a o długu będę pamiętał, więc najwyżej odbiorę go kiedy indziej.
Oczywiście nie mogło obyć się bez niespodzianek, bo tuż przed schodami które kierowały nad bar Otose, w małym zaułku, dostrzegłem mundur identyczny do mojego. Przystanąłem zaciekawiony i zaraz dostrzegłem blond czuprynę, którą posiadał tylko jeden członek Shinsengumi.
- Sougo? - spytałem zdziwiony, a z ust wypadł mi papieros, gdy zobaczyłem z kim on tam był.
- Nie spodziewałbym się, że król planety sadystów jest z dziewczyną z Yorozuyi, ciągnie swój do swego najwyraźniej - mruknąłem cicho widząc jak odskakują od siebie niczym poparzeni.
- Mógłbyś ją gdzieś zabrać, a nie w zaułku tak... Mimo wszystko jest dziewczyną. Chińską, ale jednak - westchnąłem, kręcąc głową i zaraz poczułem zimną stał na swojej szyi.
- Jeżeli ktoś się o tym dowie, to naprawdę Cię zabiję Hijikata ty dupku - warknął na mnie Okita, na co tylko prychnąłem z wrednym uśmiechem, odpychając ostrze od swojej szyi.
- Chinko, gdzie twój szef? - spytałem rudej, która trochę tak jakby nie wiedziała co z sobą zrobić, czy zabić Okite czy mnie. Pewnie ja bym oberwał, ale wyprzedziłem ją pytaniem.
- Gin-chan? Jest na górze, chodź - wyciągnęła z kieszeni wodorostożelki, nie mam pojęcia jak ona może to jeść, przecież to obrzydliwe, no ale nieważne. Poszła przodem, a ja za nią, z tył czując na sobie wzrok Sougo.
Pewnie chciał mnie zamordować za przerwanie im, ale cóż, pieniądze na fajki w tym wypadku ważniejsze. W sumie to było na swój sposób uroczy, no i może Sougo od końcu zrozumie co to znaczy zajmować się kimś, chociaż wątpię, w pewnych sprawach jest głupszy od Kondou. Chociaż... Zależy mu na niej, bo gdyby tak nie było to by mi nie groził, mimo wszystko znam go trochę, więc wiem, że dobrze zdaje sobie sprawę zasad, które jasno mówią, że nie wolno nam być z Amanto, ani z przestępcami, do których no nie oszukujmy się, zaliczała się Kagura, do jednej i drugiej grupy z resztą, w końcu jest z Yato.
- Powiedz mi jak długo to trwa? - spytałem w powietrze licząc na to, że ktoś odpowie.
- Miesiąc/Co cię to obchodzi gnoju? - usłyszałem z dwóch stron, co spowodowało mój śmiech. Oni się kiedyś zabiją, jestem tego pewien, skoro nie mogą znaleźć porozumienia, nawet będąc ze sobą.
Weszliśmy do pomieszczenia, gdzie z obowiązku wszyscy ściągnęliśmy buty, po czym poszliśmy do środka.
- No działaj tu durny telewizorze! - usłyszeliśmy po chwili, przez co nawet lekko się zdziwiłem. W końcu nie zawsze wita mnie krzyk.
- Gin-chan mamy gości - powiedziała Kagura, wchodząc do salonu.
Dopadłem srebrnowłosego i złapałem go za kimono.
- Oddawaj moje pieniądze - warknąłem zły na niego.
- Po co? I tak byś je wydał na fajki, przynajmniej zrobiłeś dobry uczynek i dokarmiłeś biedaka - odpowiedział tym swoim wkurzającym monotonnym głosem. Popchnąłem go lekko, wyciągając z kieszeni papierosy.
- Jakiego biedaka? Prędzej nie roba, albo Madao - prychnąłem, kładąc dłoń na katanie, ale nie zdążyłem nawet dobrze zacisnąć na niej dłoni, gdy poleciałem do przodu, złączając się ustami z Gintokim.
Jedyne co zdążyłem poczuć to przyjemne ciepło, bo po chwili odskoczyłem od tego gościa.
- Sougo.../Kagura! - wykrzyknąłem jednocześnie z srebrnowłosym mężczyzną.
Czyli on też został popchnięty? Nawet nie zauważyłem. Zerknęliśmy na siebie w tym samym czasie, przez co od razu odwróciłem wzrok.
- Miałem dość waszego gadania... - mruknął Okita.
- Masz ochotę przelecieć Gin-chana, ale nie masz odwagi, to pomogłam... - powiedziała z uśmiechem Kagura, za co zaraz oberwała od Sakaty.
Nie miałem już sił, więc wypruty z emocji i życia po prostu skierowałem się w stronę wyjścia i ogólnie Shinsengumi.
Leżałem w swoim kimonie na podłodze, zawinięty w kołdrę. Nie mogłem spać, wciąż myślałem o pocałunku z Gintokim. Był on o dziwo przyjemny, nawet bardzo, w dodatku utkwił mi w głowie do tego stopnia, że gdy zamykałem oczy od razu widziałem jego twarz, co nie widziałem u mnie odruchu wymiotnego.
Nie mogłem zasnąć, nie pomogło liczenie owiec czy martwych Sougo, nawet porcja ryżu z majonezem nie ułożyła mnie do snu.
Następnego dnia, przechadzałem się nieprzytomny po mieście, przez co Okita się ze mnie śmiał, co najgorsze, byłem tak zmęczony, że nawet mu się nie odgryzłem.
W pewnym momencie zauważyłem Gintokiego na ulicy, byłem pewny, że to on. szarpnął mną wtedy dziwny impuls, któremu dałem się ponieść, byłem w końcu wice-dowódcą i bycie ciągle bez życia, rysowało mi skazę na mojej reputacji.
Podbielski do niego i chwyciłem za ramię. Pociągnąłem za sobą w jakiś zaułek i rzuciłem, w miarę delikatnie, na ścianę.
- Co ty do cholery robisz?! - wrzasnął wkurzony Sakata, nie patrząc mi w oczy. To sprawiło, że natychmiast uśmiechnąłem się wrednie i zbliżyłem się do niego.
- To twoja wina, i tej dwójki, ale głównie twoja, więc weź za to odpowiedzialność biały demonie - powiedziałem ze złośliwym uśmiechem do niego, po czym zbliżyłem się jeszcze bardziej, tak, że dzieliło nas może kilka, maksymalnie dziesięć centymetrów.
Mężczyzna ze srebrną trwałą, nadal nie chciał na mnie spojrzeć, przez co ja stawałem się coraz bardziej pewny siebie. Chwyciłem jego podbródek w dwa palce, po czym zwróciłem twarz Gina w swoją stronę.
Przysunąłem swoją twarz do jego, dając mu czas na ucieczkę, jednak po chwili pocałowałem go już bez oporów. Przesunąłem dłonią po jego ciele, zatrzymując ją na jego talii, przyciągnąłem go do siebie, tak, że stykaliśmy się prawie, każdym kawałkiem ciała.
- Hijikata-san zabrałbyś go gdzieś, a nie w zaułku się z nim pieprzysz - przerwał nam ten miły moment ktoś kogo zaraz zabiję.
- Sougo... Zgiń - warknąłem puszczając Gintokiego, na którego policzkach dostrzegłem rumieniec. Heh, kto by pomyślał, że on ma taką stronę.
- To następnym razem ty wybierasz miejsce Gintoki - powiedziałem ze śmiechem i poszedłem za Okitą by mu trochę pogrozić.

---------

bye bye~~

sobota, 28 lutego 2015

"10 dziwnych dni" - 10. dzień

No... To już mamy fanfick kończący tę serię ;-; trochę mi nawet smutno, ale z drugiej strony, mogę wziąć się za pisanie czegoś innego ^^ 
Tym razem jest to crossover Final Fantasy XV, XIII i trochę VII, przez jakąś 1/5 tego opowiadania. Jest ono strasznie długie, według mojego worda, to bez tego, co teraz piszę ma 6,5 strony, łał najdłuższe opowiadanie na tym blogu xD 
Do rzeczy... Jest tutaj mała rzecz, która będzie tylko tutaj i więcej się nie powtórzy. Są również pary hetero. Przepraszam, wiem, ze blog yaoi, ale główną parkę yaoi macie jest to Noctis i Prompto....znowu XD
Aaa zmiany... Rozdzialik teraz co dziesięć dni się będzie pojawiał~ To tylko taka nowinka ^^ Na pewno będą obiecuję ^^ 
Rozdzialik dedykuję Madarze, która męczyła mnie o tego ficka, gdyż urzekł ją od pierwszego zdania XD Żarcik~ A tak serio. Dziękuję za wsparcie~
Enjoy~ ^^

.................................................................................... .............................................................



" Impreza u Fang. Gramy w siedem minut w niebie,
 weź kogo popadnie, będzie zabawnie~!
P.S. dzięki za powiedzenie mi o tej grze,
Hope będzie taaaaki zazdrosny
o nas. 
                                                                    Do zobaczenia dzisiaj 
                                                                wieczorem, około  dwudziestej
                                                                 Vanille"


.
.
Czytając tę dziwną i fikuśnie pisaną notkę, od razu wiedziałem, że powiedzenia jej o tej grze będę żałował do końca swojego marnego żywota...
No ale nic. Haha to może być nawet zabawne, zabiorę ze sobą całą masę ludzi, oczywiście, będzie Noctis, Snow, Lightning, Cindy, Sephiroth, Claude* i... może kogoś jeszcze...  mógłbym. Byłoby jeszcze bardziej zabawnie, ale mimo wszystko po co. Westchnąłem cicho uśmiechając się szeroko, po czym poszedłem do salonu willi Nocta i wykrzyknąłem.
- Zbierać się ludzie, za dwie godziny, mamy być u Fang, będzie impreza! - wyszczerz na mojej twarzy, od razu mógł wszystkim podpowiedzieć, że mam co do nich niecne plany, jednak chyba byli w nastroju na zabawy, ponieważ już po półtorej godzinie byli gotowi do wyjścia. 
się odwróciłem Noctis w końcu ubrał coś innego, ale znowu bardzo w jego stylu. Czarny T-shirt i równie czarne jeansy, a to tego glany. Mógłby chociaż raz włożyć coś nie żałobnego, to nieeee.... No ale nic, przecież go nie skrzyczę tylko dlatego, że ma swój własny styl.
Na Sephiego i Clauda nie zwróciłem nawet uwagi, z resztą ci dwaj byli bardziej zajęci sobą niż całą resztą świata, nawet gdyby teraz w ziemię uderzył meteoryt,  najpierw poszliby się pieprzyć, potem pokłócili o stanowisko co zrobić z ludźmi, a w końcu zerwaliby stali się wrogami, starali się ocalić świat na swój własny sposób, by na koniec pokonany Seph przyszedłby na kolanach, oczarować blondaska i zaciągnąć w jakąś ciemną uliczkę. A potem się dziwią, że wszyscy mają ich dosyć. To było już nudne, aż musiałem sobie ziewnąć w dłoń. Usłyszałem lekkie chrząknięcie, więc od razu spojrzałem na sam szczyt schodów, z których schodziła powoli Cin uśmiechając się lekko.
Muszę powiedzieć, że gdy nie była brudna od smaru i w tej swojej czapce, to niezła z niej laska. Zwłaszcza gdy tak schodziła w obcisłej ciemnozielonej sukience mini i kremowych  butach na obcasach, które od razu prostowały sylwetkę. Piękne duże... ekhm... znaczy ładny duży biust był idealnie w tej sukience leżał, oczywiście odsłaniając co nieco ku mojej uciesze. Poza tym Cindy naprawdę miała ładne nogi, no i figurę. włosy odrobinkę, wyprostowała, a na usta nałożyła błyszczyk. Dziewczyna miała styl nie powiem... Wszystko ładnie się komponowało. Byłoby idealnie, gdyby przy schodzeniu się nie potknęła i nie poleciała na Nocta, który od razu ją wyprostował i zaproponował pomocną dłoń. Nadąłem policzki i podbiegłem do nich chwytając dziewczynę w pasie i odprowadzając ją do drzwi, przez co zwróciłem na siebie uwagę wszystkich, pewnie Seph i Claude  pomyśleli, że jestem zazdrosny o zielonowłosą, ale Noctis doskonale wiedział, o kogo mi chodziło, co oczywiście wywołało na jego twarzy delikatny uśmiech. Prychnąłem cicho i zaraz się szeroko uśmiechnąłem w końcu niczego nie można dać po sobie poznać.
- Dzięki Prompto... Ładnie ci w tym stroju, wygrzebałeś coś ze swoich starych ciuchów? Nie widziałam tego jeszcze... - uśmiechnęła się delikatnie, a ja wyszczerzyłem dumnie ząbki.
Miałem na sobie czarny T-shirt z napisem "I'm sex machine" i na to zarzuciłem czerwoną koszulę w kratę, oczywiście jeszcze ja tyłek wciągnąłem czarne spodnie i na nogi martensy.
- A znalazłem gdzieś na dnie, stwierdziłem, że pasuje to do mojej osobowości, więc założyłem - zaśmiałem się cicho, po chwili ponownie zerkając na Nocta, ten jak zawsze udawał, że nic go nie obchodzi, ale ja i tak wiedziałem, że jest zazdrosny. Hehe uwielbiałem się z nim droczyć, mimo iż to ja jako pierwszy odegrałem zazdrosnego i odebrałem mu Cindy z łapek, ciekawe czy się domyślił o kogo mi wtedy chodziło. No nieważne najwyżej potem będę mieć od niego mini kazanie, które i tak skończy się jak zwykle~ Ech jak dobrze, że mam swoje małe playboyowate sztuczki w zanadrzu.
O czym to ja... a tak przecież mieliśmy iść na imprezę ,a ja się tutaj zamyślam, tak bezczelnie. Westchnąłem cicho i zaprowadziłem wszystkich do auta, Cindy na miejscu pasażera  z przodu, Sephi z Claudem z tył wraz z Noctisem, a ja jak zwykle będę prowadził, jak ja uwielbiam prowadzić, na mojej twarzy zapewne pojawił się szeroki uśmiech, gdy zasiadłem za kółkiem.  Ruszyłem z piskiem opon, powodując, że Sephiroth w końcu oderwał się od blondynka i zmarszczył brwi, po chwili wracając do swojego zadania, czyli całowania swojego wroga... Ech... co za niewyżyte dzieci. Jestem z Noctisem, a się tak nie zachowuję, więc czemu oni muszą? Przyspieszyłem jeszcze, a że dom Fang tak naprawdę był jakieś trzy czy cztery kilometry od naszego, to po chwili byliśmy, a ja wtedy gwałtownie zahamowałem, żeby zrobić gołąbkom na złość. Udałem, że nic się nie stało i po prostu wysiadłem z auta, wiedziałem, że Noctis i Cindy się nie wkurzą, bo do mojej jazdy jakże emocjonalnej, byli już po prostu od dawna przyzwyczajeni. Ziewnąłem cicho, zaraz się przyciągając i poczułem na ramieniu czyjąś dłoń. Zerknąłem do tył i uśmiechnąłem się szeroko szybko dając buziaka w policzek Noctowi, po czym jak tylko się od niego odsunąłem powiedziałem. 
- No przecież nic nikomu nie zrobię, to tylko zabawa, nie martw się... Jestem caaaały twój, dosłownie - zaśmiałem się cicho. Oczywiście specjalnie dobrałem takie słowa, a nie inne by brunet się wyluzował, równie dobrze mogłem mu powiedzieć, że to głupia impreza i to nic takiego. Że jakaś tam zdrada może się zdarzyć, bo mam taki charakter, ale wtedy by się obraził,  a fochniętego księcia nie chce tutaj mieć, ponieważ jak ostatnio się na mnie obraził, to nie rozmawiał ze mną przez dwa tygodnie. 
Zarzuciłem mu rękę na ramiona i pociągnąłem do wejścia drugą ręką chwyciłem Cindy by się w tych szpilkach nie przewróciła. Gdy już miałem zapukać podjechał do nas Snów na swoim motorze, a na miejscu za nim siedziała Lightning. Prawie, że od niego odskoczyła jak tylko się zatrzymał, pewnie przyjechała tylko dla Vanille i Fang, chociaż co ja tu mogę wiedzieć. To ta dwójka udaje, że się nie znosi, gdy tak naprawdę lecą na siebie niczym Sephiroth i Claude. A właśnie co do tej dwójki to gdzie o tak nagle zniknęli? A z resztą... Pewnie poszli to robić w krzakach... Zastanawiam się czasem który z nich jest bardziej niewyżyty Seph czy blondynek. 
Wzruszyłem tylko ramionami i przywitałem się ze znajomymi czyli na Lightning się rzuciłem tuląc ją i po chwili nim jeszcze zdążyła mnie uderzyć przeskoczyłem na samozwańczego bohatera czyli Snowa. Od niego odsunąłem się jeszcze szybciej i od razu "przeskanowałem" ich swoim krytycznym wzrokiem od stóp do głowy. 
Dziewczyna ubrała kremowe botki i  brązowe rurki, a do tego za siebie zarzuciła białą koszulę, zwykle uznałbym, że ten ubiór jest zbyt sztywny, ale do niej pasował idealnie, wszystko było ładne i podkreślało jej atuty. Pewnie gdyby się dowiedziała, że myślę właśnie o jej  ciele to bym dostał lanie jak blondyn,na którego teraz przeniosłem wzrok 
Snow założył dzisiaj jak zwykle swoje nieśmiertelne glany i czarne bojówki, które nieźle opinały jego zgrabny tyłek, dobra muszę się ogarnąć w końcu nie jestem jakimś tam standardowym gejem. To stwierdzenie, nie miało żadnego głębszego...znaczenia. Stanowczo jestem zbyt zboczony.... 
Nieważne, jak już wcześniej była mowa ja nie jestem gejem, w moim życiu spałem tylko z jednym facetem, zapewne jeszcze będę to robił z nim niejednokrotnie, ale to i tak tylko jeden gościu, to jeszcze nie robi ze mnie jakiegoś tam geja. W końcu jestem podrywaczem i bożyszczem nastolatek i jedynym chłopakiem na jakiego poleciałem był Noctis, ale tylko dlatego, że sam wyznał mi miłość. Znaczy właściwie to za dużo powiedziane...ech to wszystko było strasznie poplątane chyba nawet trochę za bardzo. 
- mpto... Prompto! - krzyk który wyrwał mnie z zamyślenia  na pewno dziewczęcy, ale cieńszy i słodszy niż Light czy Cindy. Wzdrygnąłem się mrugając i spojrzałem w miejsce, z którego dobiegał głos. Przede mną stała Vanille patrząc na mnie tym swoim zmartwionym wzrokiem. Podrapałem się po policzku i rozejrzałem, reszta musiała już wejść do środka, bo nikogo obok mnie nie było. Westchnąłem cicho i przeciągnąłem się zaraz przytulając do siebie rudą. Uniosłem ją kilka centymetrów nad ziemię i obróciłem się raz wokół własnej osi, zaraz ją stawiając na miejsce. 
- Yo słodka. Wybacz zamyśliłem się... - pocałowałem ją jeszcze w policzek i spojrzałem jej nad ramię czyli innymi słowy do środka domu. Hope stał oparty o szafę mordując mnie wzrokiem, jakby chciał powiedzieć "Tknij ją jeszcze raz a zabiję cię" co było tak bardzo nie w jego stylu, że aż musiałem się zaśmiać i zrobić mu na złość. Nachyliłem się na d uchem dziewczyny i szepnąłem.
- Gapi się jakby chciał mnie zabić, ale mimo wszystko uwielbiam się z nim drażnić. Ten chłopak jest taki niewinny, ze nie mogę się powstrzymać by mu nie dokuczać - zaśmiałem się jej do ucha i chuchnąłem by pisnęła. Więcej zabawy, yay~ 
Odsunąłem się od niej ostrożnie mierząc ją wzrokiem. Ładnie wyglądała, no nie powiem, rozpuściła włosy, założyła srebrne kolczyki w kształcie małych sopelków, a do zwiewną sukienkę do kolan o kolorze lodów pistacjowych na ramiączkach i słodkie sandałki na małym obcasie o tym samym kolorze. Była w tym momencie zupełnym przeciwieństwem Cindy, ta pierwsza wybrała seksowny strój, a moja droga przyjaciółka była chodzącym cukierkiem, oczywiście w dobrym sensie. 
Przestając się jej przyglądać chwyciłem ją pod rękę i poszedłem z nią do środka. Na środku salonu, urządzonego w dosyć minimalistyczny sposób, stał stolik do kawy zapełniony przekąskami różnego rodzaju,  na około niego rozłożone były poduszki. W kącie stała szafa, a mnie nagle naszedł okropny pomysł. Uśmiechnąłem się pod nosem i puściłem Vanille mówiąc, że poradzę sobie sam, a gdy tylko w salonie już nikogo nie było, podszedłem do szafy, otworzyłem ją i z kieszeni wyjąłem malutką kamerkę. Jak dobrze, że mam nawyk zabierania ze sobą takich cudeniek, połączonych z moją komórką. Umocowałem ją w odpowiednim miejscu, oczywiście nasłuchując czy nikt nie idzie, po czym wyglądając niczym aniołek umknąłem z miejsca zbrodni, całe zgromadzenie jak się okazało było w kuchni i czekało, aż Fang skończy dekorować babeczki, krem był różowy, więc podejrzewam, że on był pomysłem Vanille. Zaśmiałem się i skradłem jedną już zrobioną babeczkę, grzecznie siadając na kolana Noctisowi.
- Prompto! Mógłbyś poczekać! - zawołała oburzona Van nadymając policzki, cała ona, nawet nie zauważyła, że zaraz po mnie reszta zrobiła to samo, oprócz Noctisa, bo przecież on miał mnie na sobie aktualnie, przez co był uwięziony między moją cudowną osobą a krzesłem. Zaśmiałem się cicho nawet nie mając zamiaru odpowiadać i gdy rudzielec był zajęty opieprzaniem innych ja ze spokojem po prostu wgryzłem w jak się okazało bardzo dobrą babeczkę. Poczułem jak trochę kremu zostało mi na wargach i oczywiście ja to ja więc zrobiłem coś czego na szczęście inni nie widzieli, gdyż nadal Vanille robiła im kazanie, pocałowałem Noctisa. A niech się cieszy, bo czemu nie, ja tutaj rządzę (dop.aut. chyba w marzeniach Prom),  co prawda to był zwykły całus, bo przecież w każdej chwili ktoś mógłby zauważyć, ale jednak. Po chwili by nie było mu za fajnie wziąłem trochę kremu z babeczki i pacłem nim o nos bruneta, tak ta moja kochana osobowość no nie? Lekko ziewnąłem dojadając babeczkę i patrząc na jednocześnie zadowolonego, jak i zaskoczonego Nocta, więc dla większej zgrywy zlizałem mu ten krem z twarzy, jaki ja zły~
Po skończeniu ciacha, zeskoczyłem z niego i uwiesiłem się na Vanille.
- Chodźmy już pograć~ Nudzi mi się, bez urazy~ Słodziaku masz butelkę? - spytałem ją, a ta pokazała stojącą na blacie butelkę, w której było trochę wody, by lepiej się nią kręciło.
- No to na co czekamy chodźmy grać! - powiedział w pewnym momencie zadowolony Snow i zaraz dodał - Pokażę wam jak to się robi będąc bohaterem!  - za co od razu oberwał od Lightning co wywołało falę śmiechu, nasza drażliwa kobietka nie przejmując się jego pytaniami, na temat jej gestu, po prosu go wyprzedziła i poszła do salonu, gdzie ostentacyjnie zasiadła do stołu, sięgając, po chwili po whiskey. Cała Lightning, żeby z nami wytrzymać musi się napić.
W końcu wszyscy usadziliśmy swoje tyłki na podłodze, a na stole położono butelkę. Fang twierdząc, ze to głupie została w kuchni i robiła za kucharkę. Wszyscy zaczęli po prostu rozmawiać, a Vanille próbowała powstrzymać Light od picia tak wcześnie.
- No to skoro jestem z całego zgroma...
- Zaraz a nie było z wami Sephirotha i Clauda? - przerwał mi Hope, co za bezczelny dzieciak, no dobra byliśmy w tym samym wieku, ale i tak był bezczelny. 
- Tak byli... pewnie gdzieś się zmyli by nacieszyć sięsobą, nie przejmuj się - wyjaśniła Cindy, która do tej pory w ogóle mało się odzywała. 
- Ci jak zawsze są...
- Niewyżyci..
- Bezczelni...
- Głupi...
- Oh zamkniecie się już? Prompto zakręć butelką, zanim się rozgadają na dobre - Lightning kocham cię kobieto, uciszyłaś tę zgraję. Kiwnąłem głową i zakręciłem butelką, zanim rozkręcili się przy rozmowie na dobre. Patrzyłem jak butelka się zatrzymuje i spojrzałem na pierwszą ofiarę butelki. Podniosłem wzrok i zaśmiałem się głośno. Wypadło na Noctisa, co za szczęście, mam po prostu totalne szczęście, wstałem i pociągnąłem go do szafy.
- Wiecie co robić kochani - zaśmiałem się ponownie wchodząc z nim do szafy. 
Nie wiem czemu, ale przez chwilę było niezręcznie, w końcu ciężko westchnąłem i przysunąłem siędo przyjaciela z dzieciństwa, dla żartu zarzuciłem mu ręce na szyję i szepnąłem.
- No kotku, wiesz co robić~ - po czym przymknąłem oczy i czekałem. na jego ruch. Zawsze ja musiałem inicjować, więc niech chociaż raz on się postara, a nie. Przechyliłem delikatnie głowę, a już po chwili poczułem jego usta na swoich. Hah... jak zawsze cudownie. Oczywiście musiał mi zgotować niespodziankę i przycisnąć mnie do ścianki szafy, napierając na mnie ciałem. Ech... co za koleś... Jak już sam zacznie to przestać nie może... nie żeby mi o przeszkadzało. Przesunąłem dłoń po jego plecach, zaraz powoli wsuwając palce pod koszulkę Noctisa, niedługo potem poczułem jak jego dłoń ląduje na moich pośladkach. No o żeśmy poszli na całego. Na szczęście ja potrafiłem sięopanować i gdy za bardzo sięzapędzał, od razu go stopowałem. 
Usłyszałem kliknięcie i po chwili wciąganie powietrza przez chyba wszystkich. depchnąłem go od siebie, ale nic nie poradziłem na mimowolny rumieniec, gdy zobaczyłem ich miny. Zerknąłem na Nocta który jakby nigdy nic ominął wszystkich i usiadł przy stole. 
- Wiedziałam! - nagle krzyknęła Vanille jednocześnie z Cindy. 
- Hę? - wszyscy spojrzały się na nie i po chwili Cindy stwierdziła. 
- Prompto nawet do żadnej z nas nie zarywałeś na poważnie... poza tym jesteś zazdrosny ledwo książę kogoś dotknie - no tak... wiedziałem, zę to było zbyt szybkie. 
- A ja wiem, bo po prostu to wyczuwam... no i jeszcze mnie nie pocałowałeś mimo, że spędzamy ze sobą tak dużo czasu - dodała Van, a mnie lekko zatkało, westchnąłem zgaszony i usiadłem obok bruneta, patrząc jak ten kręci butelką. No tak teraz jego kolej. Wypadło na... Lightning, która była już po dwóch czy trzech drinkach. Momentalni wyciągnąłem komórkę i patrzyłem za nimi jak idą do szafy. Uruchomiłem kamerkę telefonem i oglądałem co tm się działo. Przez jakieś trzy minuty z całego czasu gapili się tylko na siebie, w końcu Noctis ciężko westchnął, co wywnioskowałem po tym jak uniósł powolnie ramiona, które potem z powrotem opadły i pocałował ją. Co? Co? Co do cholery? Jak on... po tym jak całował się ze mną? I niby ja tu jestem playboyem tak? Momentalnie zacisnąłem palce na udzie, a ciśnienie krwi mi podskoczyło. Byłem zazdrosny i cholera w ogóle mi to nie przeszkadzało, miałem prawo być zazdrosny. Na szczęście tylko ją całował i nic więcej, nawet jej za bardzo nie dotknął, tylko objął w pasie. Jak tylko skończył się czas, prawie, że podleciałem do tej szafy i otworzyłem drzwi na oścież. Chwyciłem Nocta za dłoń i oderwałem od Lightning która miała delikatne rumieńce na policzkach. 
- Chyba wiem czemu Prompto jest o niego taki zazdrosny - wymruczała nietrzeźwo i uklękła przed stołem. Chwyciła piekielny przedmiot z plastiku i zakręciła nim. Jak tylko się zatrzymała wszyscy, prócz Noctisa, zgodnie wstrzymali oddech. Wypadło na Snowa, byłem naprawdę ciekaw... Ona go przecież tam zabije. Jednak różowowłosa dzielnie wstała i poszła szybkim krokiem do drewnianej szafy, która była dzisiaj przekleństwem ludzi, naprawdę, zaczynałem żałować, że kiedykolwiek pokazałem Vanille tę grę. Od razu chwyciłem komórkę i pokazałem Noctisowi, który od razu zaczął patrzeć w ekran razem ze mną. Udawałem, że kompletnie nie obchodzi mnie to, że ją pocałował, z resztą jeśli szczęście mi dopisze to się zemszczę.
Snow stał tylko i gapił sięz szokiem na Light, która no właściwie nic nie robiła. 
- Wiem, ze jestem bohaterem jedynym w swoim rodzaju, ale nie chcę umrzeć, ponieważ pocałowałem cię gdy byłaś pijana.... - mruknął patrząc w bok, to zadziałało jak czerwona płachta na byka. Chwyciła go za koszulę i przyciągnęła do siebie, momentalnie zakryłem usta, by nie zaśmiać się z tej sytuacji, czyżby między nimi coś było?
Inicjacja pocałunku przez Light wystarczyła Snowowi, by ten podniósł ją i przycisnął do ściany, co wszyscy usłyszeli i momentalnie tam spojrzeli, oczywiście wszyscy prócz mnie i bruneta. Blondyn znajdujący się w środku rozpinał właśnie koszulę Lightning, a ona po prostu rozerwała szarpnęła za materiał, przez co poleciały mu dwa guziki z koszuli. Wstałem stwierdzając, że to zaszło za daleko i otworzyłem drzwi.
- Ej jak chcecie się bzykać o na górę... Fang ma pokoje gościnne - powiedziałem spokojnie i usłyszałem zaraz jak Snow oberwał z pięści w brzuch. Puścił różowowłosą i jęknął z bólu wynosząc się z szafy.
- Idę spać... - powiedziała dziewczyna i wybyła na górę. 
Usiadłem z powrotem i parzyłem jak butelka zatrzymuje się na Hopie. No to masz za swoje ty pyskaty chłopcze~ Karma cię dosięgła. 
Białowłosy Hope wstał załamany i poszedł do szafy, a za nim Snow lekko zmieszany, od razu dorwałem do telefonu. Założyłem słuchawki i parzyłem na tę śmieszną scenę. Przecież dla Hopa Snow był utrapieniem w życiu. Usłyszałem jak Snow zaczyna mu prawić kazanie jak być prawdziwym mężczyzną i bohaterem dla swojej kobiety, chyba naprawdę wszyscy zauważyli, ze on kocha Van. Po chwili blondyn lekko stwierdził, że nauczy go jak rozkochać swoją kobietę poprzez pocałunek i sam go pocałował. Wytrzeszczyłem oczy z niedawieżaniem na o patrząc i zaraz dostrzegłem jak albinos odpycha starszego mężczyznę i z rumieńcem wychodzi z szafy iddealnie na czas. 
- Łeee... złamałeś zasady,a z resztą.. nieważne - powiedziała Vanille, ale widząc mord we wzroku Hopa jednak umilkła, zły chłopak zakręcił butelką i wypadło na...mnie. Westchnąłem i pociągnąłem go do szafy. 
 - Teraz słuchaj... nie pocałuję cię, bo szczerze, to nawet cię nie lubię, ale i tak słuchaj... Wyznaj jej w końcu swoje uczucia, ona czeka na swój ruch, ale jak tak dalej pójdzie, to ci ją zabiorę jasne? Mimo, że nawet mnie nie pociąga - warknąłem zły na tego chłopaka. Tak się rzuca, jak ktoś się zbliża do Van, a sam nie umie powiedzieć jej, że ją kocha, to mnie tak irytowało w nim. Mógłbym go polubić, ale ta jedna rzecz, za bardzo mnie irytowała. 
- Nie zrobisz tego - powiedział chłopak pewny swego.
- A chcesz się przekonać? - spytałem po czym wyszedłem z szafy i spojrzałem na swój cel, to znaczy na Vanille. Uśmiechnąłem się, pewny, że wszystko słyszała, gdyż mówiłem dosyć głośno. Tak westchnęła tylko kręcąc głową i zaraz powiedziała.
- Snow poszedł sprawdzić co z Light, a Cindy się upiła i zasnęła, więc Fang zaniosła ją na górę i sama poszła spać. Zostaliśmy tylko ja, ty, Noctis i Hope - poprawiła ramiączko, a ja z wielką motywacją wypisaną na twarzy zakręciłem szybko butelką. 
Na szczęście dzisiaj miałem... szczęście  wypadło na Vanille. Chwyciłem ją za rękę i wszedłem z nią do szafy zamykając ją za sobą. Komórkę z włączonym ekranem zostawiłem na sole, by obydwaj chłopcy mogli zobaczyć co się dzieje w środku. Nachyliłem się nad jej uchem i wyszeptałem. 
- Położę ci dłoń na ustach, bo wiem, że chciałabyś zachować swój pierwszy pocałunek dla tego chłopczyka, ale zrobimy tak by myśleli, że się całujemy - wiedząc doskonale gdzie jest kamera ustawiłem się tak, by chłopcy widzieli tylko, że się do niej zbliżam i udałem, że ją całuję, ledwo powstrzymując śmiech, ona jednak tylko westchnęła i stwierdziła cicho, że to nie jest przekonujące, pewnie chciała bym miał tę swoją zemstę, była sprytną dziewczyną i mimo mojego dobrego aktorstwa umiała mnie rozszyfrować. Przesunęła się tak by wszystko było widać, wcześniej odsuwając moją dłoń i mnie pocałowała. Trochę niezdarnie i lekko się rumieniąc, co notabene było bardzo urocze.  Dokładnie usłyszałem trzask i bieg do szafy. Drzwi otworzyły się szeroko, a ja w porę zdążyłem się odsunąć od dziewczyny.
- Ty... - chyba Hopowi zabrakło słów, ominąłem go ziewając i wepchnąłem do szafy, zamykając ją na klucz. Niech w końcu sobie porozmawiają. Spojrzałem na Noca, kóry siedział eraz na kanapie marszcząc brwi, a ja jedynie westchnąłem. 
- Inaczej nigdy by jej tego nie powiedział... - powiedziałem i zgarnąłem komórkę ze stołu. Spojrzałem na ekran, po czym założyłem słuchawki by wszystko słyszeć. 
- Ja...Czemu to zrobiłaś? - spytał Hope, z tymi swoimi smunymi oczyma.
- Bo Prompto chciał zemsty na Noctisie, głupolu... Był zły, że ten całował Light~ - powiedziała nie widząc w swoim zachowaniu nic złego. Co za dziewczyna naprawdę. Zaśmiałem się cicho i spojrzałem na Nocta który  w ogóle na mnie nie patrzył.
- Ale... ale... Ech... Kocham cię... okej? - powiedział cicho, tak cicho, że prawie nie usłyszałem.
- Ja ciebie też kocham~ Mogłeś mi powiedzieć wcześniej... - uśmiechnęła się uroczo i pocałowała chłopaka delikatnie. W tym momencie wyłączyłem kamerkę i wstałem.
- Chodź spać i nie bocz się... To za całowanie Light - powiedziałem pociągając za sobą na górę Noctisa i spojrzałem jeszcze na niego. 
- Niech będzie - powiedział cicho, po czym puścił mnie i poszedł szybkim krokiem do jednego z dwóch wolnych pokojów, na samym końcu, przy reszcie był położony mały miś, który oznaczał, że pokój zajęty. Taka zasada wymyślona przez Vanille. Poszedłem za nim z lekkim westchnięciem.
Jak tylko oznaczyliśmy pokój i zamknęliśmy go, od razu zostałem szarpnięty za rękę i wylądowałem na łóżku. Noct stanął nade mną, z tym swoim "I'm  a bad boy" wzrokiem i ściągnął koszulkę mówiąc. 
- Nidy więcej nie całuj żadnej osoby oprócz mnie - powiedział wsuwając kolano między moje nogi i pociągnął mnie za koszulkę do siebie.
- I kto to mówi.. - powiedziałem cicho podnosząc się, i pozwalając mu na powolne rozbieranie mnie z ubrań, nie wiem czemu tak lubił robić to tak wolno, ale nie przeszkadzało mi to - Ale niech ci będzie, tylko ty też nie myśl, że ci wolno, jasne? - zaśmiałem się cicho, rozpinając pasek u jego spodni.
- Obiecuję - zamruczał  mi do ucha po chwili całując je. Niech idzie w diabły, czemu musiał używać takich nieczystych zagrywek. Dobrze wiedział, że uszy mam wrażliwe. Westchnąłem ciężko obejmując go, wygląda na to, że szykuje się ciekawa noc, tylko musimy być w miarę cicho.

środa, 18 lutego 2015

10. dziwnych dni - 9. dzień

Well hello everyone~! Okej stop XD Tu angielski, piszę po polsku, a w notce jeszcze koreańcy... za dużo tego <3
No właśnie~~ Notka jest dosyć wcześnie jak na mnie... niedługo będzie wielki finał ;-; muszę wymyślić co ja potem piać będę xD Miał być Kurosh, ale... ale ja nie umiem Ciela i Sebcia oddać na "papierze" już z nimi trochę lepiej mi poszło... Tak wyjaśniając wszystko milusio... mam fazę na kpop to taki gatunek muzyki... taaaaaa..... moja rockowa dusza gdzieś sobie poszła i umiera powolnie.. No ale nieważne. Pairing na dzisiaj Jonghyun x Taemin/JongTae z zespołu SHINee <3 Moja mała miłość (kolejna xD)
Mini słowniczek:
*link do wydarzenia ->klik
** Onew, lider jest uzależniony od jedzenia kurczaka, przez bycie liderem jest "tatą" zespołu
*** Key ze względu na swoje modowe przekonania, aktualizowanie instagrama co  godziny nowym zdjęciem i  swój sposób bycia jest nazywany przez wszystkich divą, no i przez to, że jest bardzo opiekuńczą osobą mówią na niego "mama" zespołu
****maknae to najmłodszy członek zespołu
***** hyung oznacza po prostu starszego kolegę
                                                                          ENJOY
Daję tutaj zdjęcie całego zespołu, byście wiedzieli jak wyglądają~~







Wszyscy do niedawna myśleliśmy, że solowa kariera Jonghyuna dobrze zrobi całemu zespołowi, w końcu my będziemy mieć przerwę, a on trochę swojego własnego światła jak zawsze chciał. Jednak zauważyliśmy również, że rosła w nim ta próżność, której tak bardzo nie chcieliśmy mieć, przyrzekaliśmy sobie nawzajem, że ten świat nas nie pochłonie. Znaczy oczywiście, korzystaliśmy ze sławy, ale my naprawdę dobrze się przy tym bawiliśmy, a jemu po prostu zaczęła do głowy uderzać...jak to się mówi... woda sodowa.
Ustawiliśmy przyjęcie niespodziankę*, na którą wpadł Onew, zaznaczając przy tym, że muszą być kurczaki do jedzenia**, mama diva Key*** stwierdził, że mamy zrobić też coś co lubi Jonghyun, a ja zająłem się wystrojem i późniejszym prezentem dla tego debila. Miałem prawo być zirytowany na niego, skoro nie raczył się odezwać do nas przez bite dwa miesiące, poza tym to on wpadł na pomysł bym przestał być uroczym maknae****, tak? Dlatego powinien mnie chodź trochę pod tym względem przypilnować. Wiem sam w tym momencie nie zachowywałem wobec niego fair, ale jak to się mówi... Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Westchnąłem cicho i zająłem swoje myśli czymś przyjemniejszy czyli innymi słowy, po prostu zacząłem dekorować salon, na przyjęcie. Gdy skończyłem jedzenie było już gotowe, więc rozłożyłem wszystkie talerze i potrawy na stole. Jak tylko wszytko skończyliśmy, zgasiliśmy światło i czekaliśmy na hyunga****który wszedł do pomieszczenia po niespełna dziesięciu minutach. Wyskoczyliśmy z przyklejonymi do twarzy uśmiechami, które po ujrzeniu Kima stały się jeszcze bardziej sztuczne. Wyglądał strasznie, był chudy, już nawet nie szczupły jak zawsze, on był po prostu chudy, bardzo mocno było to widać na ego twarzy. Kości policzkowe jeszcze bardziej uwydatnione niż te dwa miesiące temu, że aż przykro się robiło patrzą na niego. Jednak nikt nic nie powiedział, nie mogliśmy, w końcu całe wydarzenie było nagrywane, przez ekipę, która towarzyszyła nam prawie całymi dniami. 
Na pierwszy rzut okiem, można było zauważyć, że Jonghyun o wszystkim wie i udaje zaskoczenie, a do tego chyba dostał jakieś nie fajne polecenie od wytwórni, bo stanowczo wolałby być teraz gdzie indziej. Po niedługim czasie dowiedzieliśmy się o co chodziło, wręczył nam płyty... no proszę wytwórnio, my wszystko rozumiemy, ale nie róbcie z niego jeszcze większego dupka niż już jest, jeszcze te kartki z jego zdjęciem w środku... żartowaliśmy sobie z tego udając, że wszystko jest w porządku, ale każdy z nas dobrze wiedział, że tak naprawdę to wszystko to tylko głupie przedstawienie. Gdy już każdy odegrał swoją rolę, a kamery sobie poszły mogliśmy odetchnąć i zacząć naprawę się dobrze bawić. Najpierw oczywiście zaczął Key. 
- Dobrze się czujesz? Wyglądasz jakbyś miał zaraz paść... Może po prostu pójdziesz się położyć? - a ludzie nam się dziwią, że nazywamy go mamą... no jak tak się zachowuje wobec każdego z nas, to naprawdę nic dziwnego. 
- Daj  spokój, mam w końcu szansę by trochę wyluzować i spędzić czas z ludźmi których lubię, więc chociaż to mi zostaw okej? Jestem masakrycznie głodny... dajcie mi jedzenie... mięso... kurczaka.. Onew... zostaw chodź trochę tego mięsa no.... - zaśmiał się lekko i wszyscy jakbyśmy znowu wrócili do mieszkania razem w domu gdy to wszystko było codziennie świetnie i nikt aż tak bardzo nami nie rządził. A mówili że sława to fajna rzecz... może i wszystko się ma ale ciągłe maski i brak prywatności były naprawdę męczące. 
- No dobra... masz... ale zostaw mi coś! - krzyknął w pewnym momencie nasz lider, wyrywając mnie z zamyślenia. Do tej pory Minho nie odezwał się ani razu, pewnie dlatego, że był zajęty swoją komórką i pisaniem z dziewczyną. Jakoś nikomu to nie przeszkadzało, w końcu chociaż jeden z nas kogoś ma. Czułem na sobie wzrok Jonghyuna, ale ani razu nie odwzajemniłem spojrzenia, nie chciałem też się na razie odzywać, przez co tym bardziej przyciągałem jego wzrok. 
- No, więc... także tego... Nasz kochany maknae po kolacji da ci prezent, więc  spręż się z tym jedzonkiem i idźcie do waszego....znaczy teraz do jego pokoju - powiedział z delikatnym uśmiechem Key, a ja westchnąłem cicho kiwając głową. Przez cały wieczór nawet nie tknąłem kolacji, ponieważ wolałem nie rzygać później jak kot. 
Podczas posiłku zerknąłem tylko raz n Jonghyuna, który jadł po prostu za dwóch, co znowu upewniło mnie w teorii, że przy nagrywaniu tej płyty po prostu wykituje. Jak tylko skończył wstał i uśmiechnął się do mnie tym swoim "każda fanka na mój widok padnie" uśmiechem, na szczęście ja fanką nie byłem, więc po prostu wstałem i poszedłem w kierunku mojego pokoju. Kiedyś to był co prawda nasz pokój, jak jeszcze wszyscy razem mieszkaliśmy, ale teraz jestem tutaj tylko ja Key i Onew, bo Minho zamieszkał z dziewczyną, a Jonghyun ma przecież swoją solową karierę. Wszedłem do pomieszczenia, po czym uśmiechnąłem się uroczo i oddałem mu płytę.
- Nie potrzebuję tego gówna... katują nas tym co chwilę... - tak... stanowczo skończyły się czasy, gdy to byłem uroczym, słodkim maknae zespołu. Podszedłem do szuflady i wyciągnąłem mały pakunek, w którym była ramka z naszym prywatnym zdjęciem. No nie miałem pomysłu na żadne wymyślne prezenty, podałem mu go i wskazałem drzwi, po czym stanąłem przy ścianie, opierając się o nią delikatnie. Patrzyłem jak chowa płytę wzdychając ciężko, lecz ze zrozumieniem, a po chwili zabiera się za rozpakowywanie prezentu. Jego mina była... zupełnie inna niż się spodziewałem. Myślałem, że będzie zawiedziony, zły, cokolwiek...ale nieeeeee....ten się musiał uśmiechnąć jak jakiś idiota.
- Dziękuję... - powiedział ze spokojem i spojrzał na mnie. Westchnąłem cichutko po czym warknąłem do niego. 
 - Nie interesują mnie twoje podziękowania idź już lepiej wracaj do tego swojego światka... - przymknąłem oczy wskazując dłonią na drzwi. Jeszcze chwila gapienia się w te jego szczere spojrzenie i rzuciłbym się na niego, tuląc go i mówiąc jak to się cieszę, że wrócił. Nie mogłem jednak tego zrobić, bo sam chciał bym już nie był słodkim chłopcem i wydoroślał. No to ma co chciał. 
Nadal nie otwierałem oczu wyczekując tylko kliknięcia zamka, ale zamiast tego doczekałem się czegoś mokrego, co....całowało mnie właśnie? Mógłbym przysiąc, że tego w planach nie było... Otworzyłem szeroko oczy, ale nawet nie zdążyłem w jakikolwiek sposób zareagować, bo hyung odsunął się ode mnie i powiedział.
- Jednak wolę gdy jesteś w pełni sobą Minnie... dorosłość jest przereklamowana... - po czym już go nie było. Osunąłem się po ścianie na podłogę i ukryłem twarz w dłoniach, czując jak policzki palą mnie od gorąca. Rzeczywiście to było przyjęcie niespodzianka... tylko czemu to ja zostałem zaskoczony?

..........................................................................................................................................

A tutaj na koniec kolejne zdjęcie~ Nie rozumiem tylko czemu Taemin zasłonił sobie buzię małpką.... ma najsłodszą buźkę ze wszystkich... asdasffsd nawet jak się stara być "dorosły" to potem wychodzi jeszcze słodszy....

sobota, 14 lutego 2015

10. Dziwnych dni - 8. dzień

 A oto walentynkowa notka, bo w końcu odzyskałam wenę. W tygodniu notek nie było, ponieważ mnóstwo nauki i zaległości mam w szkole. Teraz na szczęście ferie i trochę wolnego, więc notek więcej~ No nic... Pairing na dzisiaj Natsuki x Syo z Uta no prince-sama dla Madary i Kisarin, które wspierają mnie w tworzeniu tych opowiadań ^^


 ...................................................................................................................................


Walentynki... głupie święto zakochanych i chorych psychicznie.. co w nim fajnego? Tylko dołuje samotnych, a te durne pary, po prost mają o jeden pretekst więcej by się spotkać ze swoją pseudo "drugą połówką". Nie znosiłem tego święta, może po części dlatego, że nigdy nie miałem nikogo akurat w to święto, a może to po prostu przez mój charakter. Prawdopodobnie obie rzeczy po trochu, ale nieważne, to dzisiaj jest nieważne. Właśnie zrobiłem drugą najgłupszą rzecz w swoim dwudziestopięcioletnim życiu. Pierwszą było założenie konta na portalu randkowym, drugą... zaproszenie jednego z tego portalu na randkę w walentynki, by chociaż raz być z kimś w to durne święto.
Zaprosiłem co prawda faceta, ale to już nie była nowość. Od czasu incydentu na imprezie urodzinowej z okazji urodzin Natsukiego, gdzie to... przespałem się z nim po pijaku, związki męsko-męskie nie są mi już obce. Co więcej... nie powiedziałem o tym nikomu, ale podobał mi się tamten stosunek, o tym fakcie pamiętał jedynie Natsuki, chyba, że był aż tak pijany by mieć zaćmienie. Od tamtego wydarzenia jakoś nie kręciły mnie już kobiety, nie rozumiem tego i nie do końca potrafię zaakceptować, ale mimo wszystko wolałem mężczyzn, może siedziało to we mnie już od dawna, a po prostu wtedy to sobie uświadomiłem? Pojęcia bladego nie miałem.
Wracając do ważnych rzeczy, dzisiaj były walentynki, a ja jak głupi od pół godziny czekam na tego durnia z którym miałem się spotkać i chyba jednak wrócę do domu. Nie dość, że ja go zaprosiłem, to ten jeszcze miał czelność się spóźniać, co za debil. Poprawiłem kapelusz i wstałem mając zamiar iść do swojego mieszkania, gdy usłyszałem.
- Syo? To z tobą miałem się spotkać? - zatrzymałem się i odwróciłem w stronę, trochę zbyt znajomego głosu. Miałem nadzieję, że jednak to tylko moja wyobraźnia jednak, nie. To jednak był irytujący blondyn, z którym ostatnio widziałem się cztery lata temu, gdy to rozpadł się nasz zespół, ponieważ Haruka zaręczyła się z Cecilem i wyjechała z nim do "raju".  Natsuki.. czy ty naprawdę nie mógłbyś po prostu zniknąć? Znów ciśnienie momentalnie mi podskoczyło, a pierwszym co powiedziałem było.
- Ty pieprzony stalkerze, nawet teraz musisz mnie prześladować?! - no dobra... nie powiedziałem, a wykrzyczałem mu prosto w twarz. Ten ze szczerym zdziwieniem pokręcił głową i zaraz się uśmiechnął głupawo, czyi właściwie tak jak zawsze.
- Oczywiście, ze nie głupiutki Syo-chan~ nawet nie wiedziałem, że ty to ty... Po prostu umówiłem się tutaj z kimś by nie być samemu w walentynek, a ty właściwe czemu? W końcu nie jesteś... no wiesz taki jak ja... - chrząknął na końcówce nieznacznie się pesząc. Czyli nie pamiętał, albo pamiętał, ale stwierdził, że ja byłem zbyt pijany i seks z każdym byłby wtedy dobry... Z resztą nawrzeszczałem na niego rano, że nie jestem żadnym jak ja to.. .a tak "nie jestem żadnym pieprzonym homosiem jak ty, by wykorzystywać okazję do upicia się, by kogoś przelecieć". Chyba miał mi to wtedy za złe. A może był po prostu zraniony, nie wiem nigdy nie rozumiałem tego gościa. No nic... czas się wytłumaczyć w końcu.
- Wiesz ja tylko tak... bo... - ech czemu gdy potrzebuję, nie potrafię znaleźć wymówki - no dobra... tak jestem taki jak ty... przez ciebie! Pasuje?! A teraz żegnaj i obyśmy się więcej nie zobaczyli - warknąłem cicho i odwracając się na pięcie poszedłem w stronę wyjścia z centrum handlowego. Zirytował mnie. Nie mogłem nic wymyślić, co jeszcze dodatkowo mnie zirytowało... Chociaż co prawda, nie powinienem się na nim wyżywać, no ale jak już się tak miło napatoczył i to wszystko stało się przez niego to czemu nie. Przestałem na cokolwiek zwracać uwagę i prułem przed siebie by tylko się stąd wydostać. Przy wyjściu poczułem jak ktoś łapie mnie za rękę i odwraca w swoją stron, zaraz nieźle obiłem się o czyjąś klatę. Spojrzałem w górę i chrząknąłem wyrywając się, od kiedy to okularnik na twardą klatę... Prychnąłem lekko i od razu powiedziałem, żeby za bardzo się nie rozgadał.
- Czego chcesz... masz dziesięć sekund - jedynym powodem dla którego się zgodziłem, to mina Natsukiego, który wyglądał zbyt poważnie jak na siebie.
- Chcę z tobą porozmawiać... chodźmy do mnie Syo - w jego tonie było coś takiego... co kazało mi się zgodzić, chociaż pewnie było to błędem, ale kiwnąłem głową i poszedłem powoli za nim.
Droga do małego mieszkanka blondyna, zajęła nam mniej więcej piętnaście minut, było to skromne mieszkanko, na piątym piętrze, dwupokojowe, urządzone w bardzo "Natsukowym" stylu. Miał nawet zdjęcia ze mną i chłopakami, właściwie byłem ciekawy co oni porabiają, wiem jedynie, że chyba Tokiya i Otoya mieszkają razem. Ale jak z pozostałą dwójką to już nie miałem pojęcia.
- Chcesz coś do picia? - wyrwał mnie z zamyślenia okularnik z delikatnym uśmiechem na twarzy.
- Tak.. poproszę soku pomarańczowego - wiedziałem, że będzie go miał, bo to jedyny sok jaki on może pić hektolitrami oglądając przy tym jakieś programy z kaczuszkami, czy innymi gównami. Usiadłem na kanapie, oczywiście po turecku i zaraz wziąłem od niego szklankę soku.
- Dzięki, to... o czym chciałeś pogadać? - mruknąłem niepewnie upijając łyk i patrząc na Natsukiego z wyczekiwaniem, wiedział, że nie będę owijać w bawełnę i bawić się w podchody, więc od  niego oczekiwałem tego samego.
- Wtedy na imprezie... naprawdę to przeze mnie teraz umawiasz się z facetami? - zachłysnąłem się lekko, chociaż wiedziałem, że prawdopodobnie o to chodzi, wypiłem sok szybkimi kilkoma głębokimi łykami i porządnie odkaszlnąłem, po czym odpowiedziałem.
- Tak... znaczy... nie całkiem.. po prostu wtedy... od tamtego czasu jakoś nie lubiłem już aż tak dziewczyn... ale też za dużo facetów nie miałem... jakoś żaden nie mógł za długo ze mną wytrzymać... jeśli to wszystko to ja już... pójdę... - powiedziałem cicho jak na siebie i wstałem. blondyn nie odezwał się tylko, po prostu patrzył się na mnie, a ja nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić, podszedłem po prostu do drzwi, gdy ten nagle wstał i podbiegł.
- Drugi raz już dzisiaj uciekasz...Zanim jednak wyjdziesz... - powiedział poważnie... naprawdę zaczynam podejrzewać, że uderzył się w głowę, albo to Satsuki po prostu. Nie dał mi jednak pomyśleć do końca. No nie dał. Poczułem uderzenia ciepła w policzki, gdy tylko zetknął swoje wargi z moimi. Nie był to długi, ani zbyt głęboki pocałunek, ot zwykłe zetknięcie warg, jednak mimo wszystko sprawił, że moja głowa stała się kompletnie pusta, a ja nie chciałem nawet na niego nakrzyczeć.
- Wesołych walentynek Syo... - powiedział cicho odsuwając się ode mnie. Tym razem to ja zbliżyłem się do niego i opuszczając głowę, burknąłem jak gdyby od niechcenia.
- Zostanę... ale... Masz mi zrobić czekoladę - dosłownie wyczułem, że ten się uśmiecha, ale nic nie powiedział, ja również milczałem, bo zapewne gdybym otworzył usta, to powiedziałbym coś czego do końca życia bym żałował.

piątek, 6 lutego 2015

10. dziwnych dni - 7. dzień

Jest szybciutko dzięki pewnej osobie, która nawenowała mnie filmikami z youtuba. Postacie jak i uniwersum jest z gry. Final fantasy XV jeżeli komuś to coś mówi.  Notka sama z siebie wyszła taka długa pewnie dlatego, ze to są pewnego rodzaju przeprosiny dla przyjaciółki, za do, że mnie w szkole dzisiaj nie ma. Paring Noctis x Promto.
Matko te imiona są za śmieszne... Zwłaszcza Prompto, jednak ten blondyn to moja malutka miłość, która się gdzieś tam ukryła głęboko w serduszku. Samym wyglądem i uśmiechem w trailerze mnie uwiódł, jasny gwint jakie to puste... Nie moja wina,że jest kompletnie w moim typie XD Po prostu się wpasował... Para nie kanoniczna... Gra jeszcze nie wyszła na konsole, więc let's playi nie  ma bym mogła sprawdzić jak mocno ich w kanon charakteru wpisałam, mam nadzieję, że się udało.
Sprawdzałam dwa razy czy nie ma błędów, niczego nie zauważyłam... ale chętnie poproszę o wytknięcie, wątków też raczej nie pominęłam. Powinno być okej.
Enjoy~

...............................................................................................................................................

- Udało się! Noct widziałeś to?! - zawołałem do oddalonego ode mnie o dwa metry bruneta. Właśnie zestrzeliłem dwóch palantów, z pseudo policji! Obaj oberwali w łeb, od razu. Byłem z siebie mega dumny i byłbym nadal gdyby nie...
- Prompto to nic specjalnego, nie ciesz się tak - no właśnie... tak było zawsze ja robiłem coś fajnie i dobrze, a on gasi mnie dwie sekundy po wykonanym zadaniu. Czy ja jestem jakiś.. no sam nie wiem no... Niby się przyjaźnimy od dawna, ale ten... ten... ugh...ten paniczyk zawsze tylko posępnie spojrzy i rzuci jakiś gaszący tekst.
Fakt, że Noct, a właściwie Noctis Lucis Caleum jest księciem wcale nie ułatwiało nam przyjaźni, od czasu gdy się poznaliśmy wszystko musiało być układane pod jego plan zajęć, przez co jak się z nim widziałem był albo wycieńczony od lekcji, albo poraniony od treningów. Jego "super" tatuś cały czas szlifował jego umiejętności, ponieważ "żaden władca nie może być słaby, siła to potęga synu" irytujący z niego gościu. Gdy spotkał się ze mną pierwszy raz po takim "lekkim", według niego, treningu, stwierdziłem,że jego ojciec jest nienormalny, przez co obraził się na mnie na cały tydzień. TYDZIEŃ, wiecie jak to jest nie móc widzieć się z przyjacielem przez tydzień? To jak odwyk dla narkomana, serio mówię. Potem przepraszałem go chyba dwie godziny, póki mnie nie uderzył w potylicę i nie stwierdził "debil z ciebie...przepraszasz, chociaż miałeś rację" po trzech godzinach! No naprawdę.... Mimo wszystko kocham tego człowieka, chociaż ma nierówno pod sufitem, ale w takim stopniu jak ja, więc idzie mu wybaczyć. Z resztą idealnie się dopełniamy! Ja zabawny, przystojny, idealny pod względem charakteru, miejący doświadczenie, nawet duuużo doświadczenia z dziewczynami, a on... mdły, ciągle ubierający się na czarno ze swoją aurą niedostępnego "badboya", rozchwytywany przez panienki, ale każdą odrzucający, ale tak naprawdę nie by w ogóle "badboyem, ani niedostępny, tylko po prostu nieśmiały. Mówię, dopasowaliśmy się idealnie.
Po tym "incydencie" gdzie obraziłem jego tatę, za każdym razem, przy spotkaniach po lekcjach zazwyczaj oglądaliśmy niebo i pozwalałem mu zasypiać na swoich kolanach, a gdy przychodził do mnie po treningu opatrywałem go i pocieszałem. Noctis jest wyjątkowy, ma te swoje dziwne moce, więc by lepiej mu pomóc, czytałem na ten temat wszystko, właściwie po pewnym czasie byłem już jego prywatną pielęgniarką~ Chociaż król zawsze i tak, mimo tego jaki byłem wobec niego, stwierdzał, że źle na bruneta wpływam. No może i zgarniałem go parę razy od razu po szkole, by nie szedł do domu i pomogłem mu w kilku ucieczkach z domu, ale to tylko dlatego, że jego ojciec jest tyranem bez umiejętności współczucia. Nie znoszę go z całego serca, kiedyś nawet miałem szansę strzelić mu w łeb, ale Noctis mnie powstrzymał i poprosił bym ojca zostawił jemu. Też nienawidził starego pryka i chciał go zabić własnoręcznie. Podziwiałem go za to... ja nie byłbym w stanie zabić swojego ojca, nawet jeśli bym go nienawidził...
- Prompto wszystko okej? - usłyszałem obok siebie i podskoczyłem. Nie często zamyślałem się na taką skalę, a Noctis, będący tuż przy mnie sprawił, że prawie dostałem zawału. Spojrzałem na niego badawzo i westchnąłem cicho.
- Tak wszystko gra, sorki, po prostu się zamyśliłem.. - mruknąłem nie będąc nadal sobą, zaraz jednak się ogarnąłem i wyszczerzyłem - To co? Został ktoś jeszcze, czy mamy już wolne? Chcę do pokoju, walnąć sięna łóżku a wieczorem iść na podryw.. będziesz moim skrzydłowym Noct? - zaśmiałem sięby rozluźnić atmosferę, tak jakoś nagle, gdy wspomniałem o tym, że się zamyśliłem. Zarzuciłem jeszcze rękę na ramiona bruneta i poczochrałem go przyjaźnie.
- Ta spoko... jeźdźmy już... - powiedział spokojnie i spojrzał na mnie podejrzliwie, to spojrzenie mówiło mi, że jeszcze ze mną pogada, najpewniej jak wrócimy do pokoiku. o za facet mówię wam, martwi się o mnie jakbyśmy serio byli braćmi, chociaż nie... gdybyśmy byli braćmi, to prędzej byśmy się pozabijali.
Nasz powrót do tymczasowego miejsca zamieszkania wyglądał mniej więcej tak jak zawsze, czyli ja prowadziłem śmiejąc się z ludźmi, którzy nam towarzyszyli, a Noct siedział z tył i myślał. Droga powrotna zajęła nam pół godziny, a gdy wreszcie wszedłem do pokoju który dzieliłem z brunetem, zrzuciłem z siebie czarną kamizelkę i zieloną bluzkę, po czym spojrzałem na przyjaciela.
- Zajmuję łazienkę jeżeli chcesz jeszcze ze mną pogadać to mogę zostawić drzwi otwarte... Tylko wejdziesz jak pozwolę Noct, nie będziemy już więcej brać razem kąpieli, ani robić innych rzeczy jak to mieliśmy w zwyczaju do piętnastki... o nie, nie, nie - wyszczerzyłem się i rozpiąłem pasek, zrzucając również spodnie, wraz z butami  i skarpetkami. Stałem przed nim w samych bokserkach i czekałem na jakąkolwiek odpowiedź. Gdy jej się doczekałem było już mi zimno, naprawdę ten książę potrafi doprowadzić mnie do szaleństwa.
- Dobra, poczekam - mruknął i usiadł na łóżku. Poszedłem do łazienki, gdzie nalałem sobie cieplutkiej wody do wanny i zrobiłem pianę o zapachu malinowym. Pamiętam nadal jak w dzieciństwie siedzieliśmy latem w wannie i zajadaliśmy się podkradzionymi malinami. Zrzuciłem ostatnią część mojej garderoby po czym wlazłem szybko do wanny. Cieplutko~
- Właź! - zawołałem i usiadłem się przodem do WC by móc z nim porządnie rozmawiać. Po chwili ostatni z rodu Caleum przyszedł i zasiadł na "tronie". Mało brakowało a parsknąłbym śmiechem, ale brunet był tak poważny, że jakoś się powstrzymałem.
- O czym wtedy myślałeś? To musiało być coś ważnego, bo często taki nie jesteś. A może to ktoś, a nie coś? - spytam, zakładają nogę na nogę i zakładają ręce na piersi. Momentalnie atmosfera zgęstniała, tak jak wcześniej po bitwie. Był zły, zawsze gdy coś "ukrywałem" a raczej po prostu o czymś mu nie mówiłem, był zły, zwłaszcza jeżeli chodziło o dziewczyny, nie wiem dlaczego. Po prost tak miał, pewnie się po prostu o mnie martwił... Westchnąłem, więc i zacząłem mu tłumaczyć o co mi chodziło.
- Nie Noct, nie ma żadnej panienki... Myślałem o nas... znaczy o tym jak to było gdy byliśmy mali. O tobie i twoim ojcu, o tym jak robiłem za twoją pielęgniarkę. Myślałem o wtedy po prostu... więc już się nie bocz, okej? - uśmiechnąłem się szeroko, przymykają oczy i zaraz otworzyłem je. Zanim jakkolwiek zareagowałem, wstał, podszedł do mnie i pocałował mnie.
.
.
.
 Haaaaa?! Odsunąłem się momentalnie i zamrugałem lekko, wystawiając przed siebie rękę.
- Zaraz... Noct... co ty robisz? Obiecaliśmy sobie, pamiętasz? Mieliśmy już do tego nie wracać... - poczułem jak moje policzki robią się czerwone i patrzyłem zszokowany na przyjaciela.
Gdy mówiłem kąpieli i innych rzeczach, miałem na myśli właśnie takie rzeczy. Byliśmy wtedy mali, ciekawi wszystkich tych dorosłych rzeczy. Prócz seksu oczywiście, byliśmy wtedy jeszcze za młodzi na stosunek, znaczy może inaczej... po prostu nie wiedzieliśmy jak się za to zabrać, bo obaj jesteśmy facetami. No ale do rzeczy. To się zaczęło odkąd mieliśmy po siedem lat i Noctis wpadł do mnie na nocowanie, obaj byliśmy zmęczeni i wiedzieliśmy, że nie wytrzymamy, aż jeden skończy się kąpać, więc poszliśmy razem. Wtedy były to tylko kąpiele. Póki nie skończyliśmy po dwanaście lat. W szkole jakiś chłopak wspomniał o masturbacji i byliśmy strasznie ciekawi jak to się robi itp., ja wypytałem tatusia i postanowiłem, że Noct przyjdzie do mnie na noc i... zrobimy to razem. W końcu jesteśmy przyjaciółmi i nic złego się nie stanie, no nie? Byłem w błędzie. Skończyło się to tym, że zamknęliśmy się w pokoju, usiedliśmy na podłodze i zacząłem sobie to robić, by brunet mógł zobaczyć co i jak. Pamiętam dobrze, że gdzieś w połowie jego spojrzenie się zmieniło, było takie, jakby bardziej roziskrzone. Nie wiem o mną wtedy kierowało, ani czemu postąpiłem jak postąpiłem, ale przysunąłem się do niego i go pocałowałem, a w końcu po prostu usiadłem okrakiem, odsunąłem swoje usta od jego i szepnąłem "Może zrobimy sobie nawzajem? Będzie chyba łatwiej..." i było, znacznie łatwiej to prawda, ale jednocześnie bardziej erotycznie. Byliśmy mali, więc i dojście nie zajęło nam dużo czasu, pamiętam jak przemknęliśmy się do łazienki by przeprać bokserki i się wykąpać. A w wannie... masturbowaliśmy się ponownie, w dokładnie ten sam sposób. To stało się dla nas tradycją, nie potrafiliśmy tego powstrzymać, do piętnastego roku życia. Dokładnie tamto pamiętam, bo gdy jednego dnia szliśmy się kąpać, moja mama nas zatrzymała i powiedziała, że jesteśmy za duzi na wspólne kąpiele, więc powinniśmy przestać i to ostatni raz gdy na takie coś pozwala.
W nocy jak już leżeliśmy w łóżkach, stwierdziłem, że mama ma raję,  a poza tym to dziwne, że dwóch chłopców nawzajem się masturbuje. Noctis zrobił się wtedy smutny, ale przytaknął i przyznał mi rację. Później trochę się ode mnie odsunął, zaczął dzielić nas ten dystans, który trwał do dzisiaj. No właśnie trwał, właśnie przekroczył granicę, którą sobie postawiliśmy tamtego dnia i mnie pocałował. Oprzytomniałem trochę i spojrzałem na niego z istnym wyrzutem.
- Jesteś głupi... Myślałeś, że jak przestaniemy to będzie okej, bo przecież to było nic takiego, poza tym miałeś dziewczyny. Do cholery Prompto... może dla ciebie było to proste, ale nie dla mnie. Ty.. nie wiem co zrobiłeś, ale przez ciebie... nie pasowała mi żadna dziewczyna, wszystkie były puste i nijakie, bo ciągle porównywałem je z tobą... Cały ten czas Prompto... Nie dziw się, że nie wytrzymałem - nigdy wcześniej nie widziałem by się tak uniósł, mówił głośno jak na siebie i zaciskał dłonie w pięści. On... naprawdę, to przeze mnie nie miał dziewczyny? Nagle zrobiło mi się ciepło, znałem to ciepło, pojawiało się, przy każdej brunetce z ładnymi oczami, która dodatkowo wręcz rozbierała mnie wzrokiem. Zauważyłem, że ozy bruneta były takie jak za pierwszym razem gdy to robiliśmy, ale tym bardzo dobrze wiedziałem co to jest. On był podniecony, i wyobrażał sobie mnie od mostka w dół, do mostka była woda.
Dopiero teraz wszystko zaczęło się układa w spójną całość, kręciły mnie brunetki, z ładnymi ciemnymi oczami, bo były jego substytutem, a ten mężczyzna przede mną był aktualnie napalony. Co, do cholery... podoba mi się i to jest straszne, nie chcę tego uczucia, weźcie je. Nie chcę by mi się to podobało, ale... ugh... aktualnie najchętniej bym go wciągnął go wody i powtórzył całe nasze dzieciństwo z paroma nowościami.
- Powiedz coś, nie siedź tak... - mruknął zniecierpliwiony i... zestresowany? Tak mi się wydaję. Nie mogłem mu pozwolić przecież, by za długo zekał na odpowiedź, ale zapewne nie zabrzmi ona tak jakby chciał, bo aktualnie dociera do mnie jedna rzecz.
- Wciąż jesteś prawiczkiem? - spytałem zdziwiony, chociaż sam nie wiem czemu mnie to dziwiło, może dlatego, że mamy już po dwadzieścia siedem lat.  Naprawdę nie wiem. Wielu swoich uczuć nie rozumiałem do tej pory. Chociaż nie jedno zrozumiałem i miałem zamiar zrobić wszystko by to zaspokoić. I chyba szczęście, że brunet po prostu zbył to pytanie, uniesieniem brwi.
- Noct rozbieraj się... chodź tutaj - powiedziałem i poczekałem aż się rozbierze, a potem wciagnąłem go do wanny. To jednak było błędem, bo jego kolano wylądowało na moim udzie, co mocno zabolało... Zaśmiałem się jednak cicho i szepnąłem.
- Masz w sobie tyle gracji co piętnaście lat temu... Może najpierw i wszystko pokażę, a potem pozwolę poćwiczyć co ty na to? Tylko najpierw...  umyjmy się porządnie i przenieśmy do łóżka - i pocałowałem go. W dodatku zdecydowanie był to najlepszy pocałunek w moim życiu, co najfajniejsze Noctis z pewnością nie pozwoli by była to ostatnia taka pieszczota.

środa, 4 lutego 2015

10. dziwnych dni - 6. dzień

Jestem...szczerze z siebie dumna, napisałam to. O dziwo... podoba mi się, pewnie za dwa miesiące już nie xD ale  nieważne Pierwszy raz piszę o żywych ludziach... bałam się jak cholera... Ale jakoś poszło.
Pairing na dziś to Phan czyli AmazingPhil i Danisnotonfire.
Enjoy ^^

......................................................................................................


 - Hej Dan co robisz? Za godzinę mamy być w  BBC, rusz tyłek! - usłyszałem zza drzwi i westchnąłem. Nagle karze się spieszyć, a dziesięć minut temu siedział na kanapie i grał w Buzz...Widziałem to, ponieważ  byłem akurat po szklankę soku. Powoli wyłączyłem komputer oczywiście specjalnie się ociągałem by wkurzyć bruneta. Śmiesznie wtedy brzmiał, zwłaszcza, gdy mówił "Dan, nienawidzę cię!" albo "Jesteś najgorszy na świece Dan", ogólnie fajnie wymawiał moje imię, gdy był czymś przejęty.
No nic, chyba rzeczywiście czas się zebrać i ubrać w coś normalnego. Hmm... co mamy najpierw. Czarne jeansy, standardzik, co dalej... może dzisiaj zamiast czarnej koszulki, ubiorę tę czarną z twarzą Jokera? Tak, chyba tak zrobię. Założyłem ją na siebie i zacząłem się zastanawiać czy coś jeszcze, chyba tylko moja czarna skórzana kurtka... i będzie git. No ale zanim kurteczkę przyodzieje, ubiorę skarpetki, czarne... pewnie są różne, ale co tam. Na nogi adidasy, włosy uczesane, przy prostowane i ułożone, dezodorant jakiś się znalazł, woda kolońska i gotowe. Dan style gotowy, wyszedłem z pokoju, od razu czołem uderzając o czoło Phila.
- Co ty... Phil co ty robisz? - westchnąłem rozmasowując czoło. Bolało jak... nie powiem co, jakby ten facet miał czaszkę ze stali.
-Czekam na ciebie, gdyby nie to, że tu stoję i gapię się w te drzwi, to pewnie nawet byś nie wyłączył komputera Dan - zaśmiał się zakrywając usta dłonią, jak to miał w zwyczaju. Miał na sobie okulary, co było dziwne, gdyż wcześniej widziałem go w soczewkach.
- Jesteś palantem Phil... - prychnąłem uśmiechając się lekko i oparłem dłoń o jego twarz, odpychając od siebie. Poszedłem w stronę drzwi, by  móc ubrać kurtkę. Jednak nie słyszałem za sobą kroków Lestera. Odwróciłem się i wróciłem do góry próbując go znaleźć. Nie miałem bladego pojęcia gdzie się podział, a to naprawdę było dziwne. Po chwili wszedłem do salon, a Philip stał przy blacie i w ręku trzymał komórkę pisząc coś. Zmarszczyłem brwi, po czym opierając się o framugę drzwi spytałem.
- O co chodzi? - rzucenie tego pytania tak jakby to była czysta oczywistość, że je zadaję sprawiło, że brunet wlepił we mnie swoje błękitne oczy. Chyba stało się coś złego, bo jego wzrok był przerażająco smutny, a oczy nie błyszczały jak zazwyczaj.
- Chris napisał, że PJ miał wypadek i jest w szpitalu, a my niedługo mamy audycję... Dan chcę do niego pojechać... - powiedział cicho roztrzęsionym głosem. Szczerze mówiąc też się zmartwiłem, jeszcze nigdy żaden z naszych teraźniejszych znajomych nie miał wypadku, w dodatku nie wiedzieliśmy nawet w jakim stanie jest PJ. Jednak wiedziałem, że mamy pracę, ale Philip się tak intensywnie i smutno we mnie wpatrywał. I jak tu takiemu odmówić? Jak tak stoi i patrzy tym swoim szczeniaczkowym uroczym wzrokiem? Wyciągnąłem komórkę, wykonałem szybki telefon do radia, na szczęśie dzisiaj mieliśmy gości, a producent był wyrozumiały, więc pozwolił nam wziąć takie wolne.
- Jedziemy, no i... ja prowadzę w tym stanie władujesz nas w drzewo...- powiedziałem szybko po czym zawiozłem nas do szpitala, oczywiście całą drogę brunet trząsł się jak przy wysokiej gorączce, więc wolałem milczeć by bardziej się nie przejął, albo co gorsza, zaczął mówić. Wiedzieć trzeba,że Phil jest gadułą, a jak jest czymś przejęty, albo się martwi to jest jeszcze większą gadułą. To było troszeczkę przerażające i irytujące, ale bardziej przerażające...
Ledwo zaparkowałem ten już wyskoczył z auta i pobiegł w stronę wejścia, pisząc do kogoś, zapewne Chrisa, wiadomość. Wysiałem szybko i popędziłem za nim, po chwili go doganiając, wbiegliśmy prawię, że do środka i Lester od razu przyległ do lady pani od informacji błagając o pomoc w znalezieniu sali 348, babka by szybko się go pozbyć powiedziała które to piętro. Przez sekundę miałem wrażenie, że Phil leci kilka centymetrów nad ziemią, tak szybko biegł, przysięgam, jakby była gdzieś limitowana edycja pluszowych lwów. Ledwo go dogoniłem, a gdy już byliśmy przy sali byłem zdyszany, a serce waliło mi w piersi. Weszliśmy do sali, gdzie na łózku siedział sobie PJ z ręką w gipsie śmiejąc się z Chrisem. W tym momencie chciałem ich zabić, ale zapewne Philip by mi nie wybaczył. Momentalnie owinął ramiona wokół szyi PJ'a i krzyknął.
-  Tak się martwiłem - serio w tym momencie szło pomyśleć, że są w związku czy coś, ale wiedziałem dobrze, że nie. Brunet już tak po prostu miał jak się martwił. Blondyn poklepał go po plecach i odkleił od siebie mówiąc przy okazji, że go ręka boli, za co oberwał ode mnie po głowie.
- Zaraz będzie cię dupa boleć, bo skopię ci tyłek za martwienie Phila, wiesz jaki on wtedy jest.... - westchnąłem, przy uważając kątem oka, że Chris z Pj'em wymienili się nieodgadnionymi przeze mnie spojrzeniami, a Lester ponownie już tego wieczoru wlepił we mnie spojrzenie. Nikt jednak nie skomentował mojego zachowania, jedynie zaśmiali się i zaczęli rozmowę.
Siedzieliśmy tak jeszcze jakieś pół godziny, po czym wywalili nas ze szpitala do domów. Pożegnaliśmy się z Christopherem i wróciliśmy do naszego mieszkanka. Tuż po rozebraniu się z kurtek, gdy już miałem iść do pokoju, brunet powiedział.
 - Dziękuję za dzisiaj Dan, naprawdę. Wiem jaki jestem irytujący gdy się martwię, a ty to zniosłeś, dziękuję - uśmiechnął się do mnie, lekko unosząc lewy kącik ust.
W tym momencie nie wiedziałem co mnie pchnęło do tego by podejść do niego i odgarnąć mu grzywkę. Ani do tego by przysunąć się i musnąć jego usta. Mógłbym powiedzieć, że to żart tak... gdyby to był jeden raz, ja jednak musiałem skosztować tych słodkich warg jeszcze jeden, dwa... nie trzy razy, by w końcu się odsunąć od kompletnie zamrożonego ze zdziwienia bruneta.
- Ummm... nie jesteś irytujący... no może trochę, ale to nic złego, że martwisz się o przyjaciół... - wyszeptałem i odwróciłem się od niego. Poszedłem spokojnie do mojej sypialni i gdy tylko dotknąłem klamki usłyszałem kroki i po chwili zostałem odwrócony, przygwożdżony do drzwi i całowany z pasją przez Philipa Lestera. Chyba znalazłem kolejną rzecz, która jest w nim "Amazing", odwzajemniłem pocałunek, otwierając drzwi podchodząc z nim do łóżka.
 - Masz zły nick Dan... powinno być danisonfire - zaśmiał się odsuwając się ode mnie ze śmiechem. Szczerze? Myślałem, że wyjdzie, jednak on po prostu usiadł na łóżku i uśmiechnął się szeroko
- Za to ty masz idealny AmazingPhilu - podszedłem do niego ściągając koszulkę i uśmiechając się na swój łobuzerski sposób. Tego wieczoru naprawdę przekonałem się jak irytujący jest Phil gdy się o coś martwi.

wtorek, 20 stycznia 2015

10. dziwnych dni - 5. dzień

Paring na dzisiaj to KiseKuro z Kuroko no basket... eee a właściwie to nawet nie... nie wiem jak to napisać ;-; w każdym razie jest to... TO coś dla Miśka mego,  znaczy Misaki Arimury. Obiecałam to naprawdę bardzo dawno temu, ale jakoś nie byłam w stanie niczego napisać, ze względu na naukę. Rozszerzony wos, polski, geografia i częściowo matematyka same się przecież nie zrobią co nie? Jeszcze najszczersze przeprosiny dla Kisarin-san, naprawdę przepraszam, ale nauka i rodzinka to rzecz bardzo zajmująca mimo wszystko, zwłaszcza, ze to już druga klasa liceum ^^"
No nic... enjoy~
Naprawdę mi wstyd kisarin-san ;-;
................................................................................................


        Siedzę na krześle  w pomieszczeniu, gdzie jest pełno dziwnych osób. Przymusowa terapia po tym jak na moim pokazie ktoś stwierdzi, ze zechce mnie zaszlachtować sztylecikiem na oczach milionów, licząc oczywiście oglądalność. Co za głupota, teraz wszędzie musiałem grać biednego chłopczyka, oczywiście nikogo nie interesuje to, że w ogóle mnie to nie obeszło, poza tym nie jestem dzieckiem, mam już te... ech dwadzieścia dziewięć lat. Jakoś to nie jest pocieszające, naprawdę. Niedługo już mnie nie będą chcieli na wybiegu i co wtedy zrobię? Nie mam niczego innego w zanadrzu. Stwierdzili, że am zespół stresu pourazowego i przechodzę fazę "zaprzeczenia"...  phi co za debile w tej agencji.
- Witam wszystkich... Mam na imię Kuroko - zaraz... znam ten głos, należał do osoby która w gimnazjum już zawładnęła moim sercem, a w liceum wyrzuciła je do śmietnika spojrzałem w górę i aż otworzyłem oczy ze zdziwienia, to naprawdę był Kurokocchi, dlaczego on tutaj jest - właśnie skończyłem dwadzieścia dziewięć lat. Miesiąc temu straciłem bardzo ważną dla mnie osobę i moja terapeutka i przyjaciółka stwierdziła, że przyda mi się wasze wsparcie...- kogoś stracił, byłem szczerze ciekaw kogo. Wywołano mnie bym wszedł na jego miejsce, więc wstałem i podszedłem spokojnie mijając zdziwionego niebieskowłosego, zaraz zaczynając. 
- Mam na imię Kise, w tym roku kończę dwadzieścia dziewięć lat.  Podczas mojego wystąpienia na pokazie mody, ktoś próbował mnie zabić, jestem tutaj ponieważ mój manager stwierdził że mam zespół stresu pourazowego, tamten gnojek jedynie lekko ciachnął mnie w ramię.... To wszystko - powiedziałem cicho i zszedłem z podestu idąc na swoje miejsce, obserwując każdą zmianę na twarzy Kuroko. Jak zwykle nie było ich zbyt wiele, jedynie małe zdziwienie i coś czego nie potrafiłem rozpoznać podczas gdy mówiłem o ataku.
Nikt więcej nie był na tyle interesujący bym wsłuchiwał się w ich gadanie, potem był półgodzinny wywód na temat motywacji do działania, i oczywiście liczyli na to, że wszyscy grzecznie się dostosują, co jakiś czas czułem na sobie wzrok niskiego osobnika, jednak ani razu nie odwzajemniłem spojrzenia, nie widziałem w tym żadnego sensu, gapiłem się tylko w ekran telefonu pisząc z Aomine o Kuroko, wypytywałem się czy wie coś na jego temat, jednak ten stwierdził tylko, że stracił kontakt z Tetsuyą tuż po pójściu na studia. Czy nikt nie miał z nim kontaktu? Napisałem jeszcze do innych ale reakcja była mniej więcej taka sama. Jedynie Kagamicchi nie odpisał, ale możliwe, ze po prostu zmienił numer. Westchnąłem cicho, gdy ludzie zaczęli wychodzić, poczekałem, aż zrobi się w miarę pusto, po czym sam wstałem i skierowałem się w kierunku wyjścia. W końcu mój wzrok zamiast w komórce utkwił w wyjściu, a ja sam po prostu zacząłem iść do drzwi. Niecałe pięćdziesiąt metrów do auta i będę wolny, tylko tyle, mało do dalej Kise dasz radę, nikt cię nie zatrzyma.
- Kise-kun? - to był głos który jako jedyny potrafił spowodować, że rzucałem swoje plany głęboko w kąt. Jednocześnie był to głos, który zacząłem nienawidzić odkąd zobaczyłem go z "jego nowym światłem" . Mimo wszystko zatrzymałem się i odwróciłem.

- Tak, Kurokocchi? O co chodzi? Może pójdziemy do ciebie? Chyba, ze wolisz tutaj rozmawiać, jestem autem, więc mogę nas podwieźć  -  spytałem uśmiechając się sztucznie, gdzieś w ciągu tych dwunastu lat zgubiłem swój prawdziwy uśmiech i zacząłem ludzi karmić sztucznością, co najzabawniejsze nikt nawet nie zwrócił na to uwagi. Jedynie w domu, potrafiłem w końcu być szczerym, zrzucić tę maskę i być całkiem szczerym. Dlatego miałem nadzieję, że Tetsuya też tego nie zauważy, nikt już tego nie zauważy. Nie wiedziałem, czemu  go o to poprosiłem, chyba tylko po to by przestał w końcu patrzeć tym przenikliwym wzrokiem.
- Jasne, mieszkam cztery przecznice stąd, tam gdzie kiedyś... To dosyć ważne - powiedział cicho i podszedł do mojego auta, nie wiedziałem skąd zgadł, które to moje. Chyba po prostu za dobrze mnie znał. Otworzyłem pojazd i siadłem do niego, czekając, aż i on usiądzie i zapnie pasy. Odpaliłem po czym ruszyłem, do starego domu Kuroko.
Podczas podróży nie odezwałem się ani słowem, a atmosfera która panowała między nami, że można by ją ze spokojem pokroić. Droga zajęła nam jakieś dziesięć minut dłużej niż powinna , ze względu na to, że były korki, ale tak to jakoś nie było zbyt ważne. Zaparkowałem przed domem i poszedłem za Tetsuyą do jego domu. Wszedłem za nim do pomieszczenia i rozejrzałem się, był to skromnie urządzony salon w brązowo kremowych barwach, z kanapą obitą w skórę o kolorze czekoladowym i telewizorem naprzeciwko niej. Na podłodze leżał stary dywan, dawno wyblakły z barw, na którym stał stolik do kawy.
- Chcesz coś do picia? - zaproponował Kuroko, a ja jedynie pokręciłem głową, zauważyłem na półkach ramki ze zdjęciami, wszystkie obrazkiem do dołu. Westchnąłem cicho i spojrzałem na niebieskowłosego.
- Czego chciałeś Kurokocchi? - mój głos brzmiał spokojnie i miło, mimo tego, jak zazwyczaj brzmi to pytanie padające z ust kogoś innego.  Patrzyłem w oczy niższego chłopaka i nie miałem nawet najmniejszego zamiaru siadać na kanapie.
- Chciałem się dowiedzieć co u ciebie i zadać ci potem pytanie, ale najpierw ty opowiedz jak ci życie mija? - spytał swoim monotonnym jak zwykle głosem.  Prychnąłem cicho i zaraz zaśmiałem się by to zamaskować,miałem nadzieję, że mi uwierzy zawsze pod tym względem był głupi. Westchnąłem jednak cicho i zacząłem. 
- Nie wiem tylko od czego zacząć. Może od tego, że modelem jestem już naprawdę od dawna i nie zdawałem sobie sprawy z tego, że niedługo mój czas w tej branży mnie. Trochę mnie to smuci Kurokocchi, w końcu to mimo wszystko coś co kocham - prychnąłem cicho i przeciągnąłem się jasno dając do zrozumienia, że nie mam zamiaru nic więcej mówić. Phi... Ale się rozgadałem nie ma co. No nic. 
-Hmm... To smutne, ale na pewno coś się znajdzie. Dasz sobie radę no nie Kise? - zaśmiał się cicho i zaraz znów był taki jak zawsze mały, niewidoczny i od pewnego czasu też po prostu mdły - Do rzeczy. Prawda jest taka, że zaprosiłem Cię ponieważ osobą która nie żyje jest Kagami. Momoi wysłała mnie na tę terapie, bo stwierdziła, że ze mną źle.... - czy on właśnie powiedział, ż  kagamicchi nie żyje? Nie przesłyszałem się raczej. Dlaczego? Co  się stało, jak? Chciałem zalać go falą pytań jednak niestety wypowiedział coś co sprawiło, że dosłownie zamarzłem - Nadal mnie kochasz? - to pytnie było błędem z jego strony, zmarszczyłem brwi i podszedłem do niego.
Westchnięcie wyrwało mi się z ust, po czym jedną dłonią powędrowałem do jego podbródka, by zaraz chwycić o między dwa palce i unieść do góry. Nachyliłem się powoli, na sekundę dosłownie złączając nasze usta. Odsunąłem się zaraz i oschle stwierdziłem:
- Kurokocchi szanuję cię, ale od dawna już cię nie kocham. Poza tym, znasz mnie... nie mam zamiaru być zastępstwem, nawet jeśli nadal bym coś do ciebie czuł to nie. A  teraz żegnaj - nie zwracając uwagi na jego protesty, wyjaśnienia, po prostu wyszedłem z domu. Wszystko puściłem mimo uszu, nie chciałem nic z tego słyszeć i udało się. Wsiadłem do auta po czym odjechałem i od razu popędziłem do domu, łamiąc przy okazji parę przepisów.
Wchodząc do mieszkania wciąż miałem jego pytanie w głowie. Ściągnąłem buty i marynarkę rzucając na ziemię, rano się posprząta najwyżej. Przeszedłem przez przedsionek i swoje kroki skierowałem w stronę salonu. Usłyszałem jakiś ruch i lekko się uśmiechnąłem, czyli już wrócił do domu. Stanąłem w progu od razu zauważając jak ręce o odcieniu mlecznej czekolady zdejmują z ciała policyjny mundur i koszulę. Gdy już miał zamiar zabrać się za spodnie, doskoczyłem po cichu do niego i objąłem go w pasie.  
-  Aominecchi wróciłem~ Chodźmy do łóżka, stęskniłem się za tobą~ - uśmiechnąłem się szczerze i spojrzałem w niebieskie trochę zmęczone oczy, które od razu jakby się rozjaśniły. Chwycił mnie stanowczo za biodra i przyparł do kanapy haha... coś myślę, że jednak do tego łóżka nie dotrzemy.