piątek, 6 lutego 2015

10. dziwnych dni - 7. dzień

Jest szybciutko dzięki pewnej osobie, która nawenowała mnie filmikami z youtuba. Postacie jak i uniwersum jest z gry. Final fantasy XV jeżeli komuś to coś mówi.  Notka sama z siebie wyszła taka długa pewnie dlatego, ze to są pewnego rodzaju przeprosiny dla przyjaciółki, za do, że mnie w szkole dzisiaj nie ma. Paring Noctis x Promto.
Matko te imiona są za śmieszne... Zwłaszcza Prompto, jednak ten blondyn to moja malutka miłość, która się gdzieś tam ukryła głęboko w serduszku. Samym wyglądem i uśmiechem w trailerze mnie uwiódł, jasny gwint jakie to puste... Nie moja wina,że jest kompletnie w moim typie XD Po prostu się wpasował... Para nie kanoniczna... Gra jeszcze nie wyszła na konsole, więc let's playi nie  ma bym mogła sprawdzić jak mocno ich w kanon charakteru wpisałam, mam nadzieję, że się udało.
Sprawdzałam dwa razy czy nie ma błędów, niczego nie zauważyłam... ale chętnie poproszę o wytknięcie, wątków też raczej nie pominęłam. Powinno być okej.
Enjoy~

...............................................................................................................................................

- Udało się! Noct widziałeś to?! - zawołałem do oddalonego ode mnie o dwa metry bruneta. Właśnie zestrzeliłem dwóch palantów, z pseudo policji! Obaj oberwali w łeb, od razu. Byłem z siebie mega dumny i byłbym nadal gdyby nie...
- Prompto to nic specjalnego, nie ciesz się tak - no właśnie... tak było zawsze ja robiłem coś fajnie i dobrze, a on gasi mnie dwie sekundy po wykonanym zadaniu. Czy ja jestem jakiś.. no sam nie wiem no... Niby się przyjaźnimy od dawna, ale ten... ten... ugh...ten paniczyk zawsze tylko posępnie spojrzy i rzuci jakiś gaszący tekst.
Fakt, że Noct, a właściwie Noctis Lucis Caleum jest księciem wcale nie ułatwiało nam przyjaźni, od czasu gdy się poznaliśmy wszystko musiało być układane pod jego plan zajęć, przez co jak się z nim widziałem był albo wycieńczony od lekcji, albo poraniony od treningów. Jego "super" tatuś cały czas szlifował jego umiejętności, ponieważ "żaden władca nie może być słaby, siła to potęga synu" irytujący z niego gościu. Gdy spotkał się ze mną pierwszy raz po takim "lekkim", według niego, treningu, stwierdziłem,że jego ojciec jest nienormalny, przez co obraził się na mnie na cały tydzień. TYDZIEŃ, wiecie jak to jest nie móc widzieć się z przyjacielem przez tydzień? To jak odwyk dla narkomana, serio mówię. Potem przepraszałem go chyba dwie godziny, póki mnie nie uderzył w potylicę i nie stwierdził "debil z ciebie...przepraszasz, chociaż miałeś rację" po trzech godzinach! No naprawdę.... Mimo wszystko kocham tego człowieka, chociaż ma nierówno pod sufitem, ale w takim stopniu jak ja, więc idzie mu wybaczyć. Z resztą idealnie się dopełniamy! Ja zabawny, przystojny, idealny pod względem charakteru, miejący doświadczenie, nawet duuużo doświadczenia z dziewczynami, a on... mdły, ciągle ubierający się na czarno ze swoją aurą niedostępnego "badboya", rozchwytywany przez panienki, ale każdą odrzucający, ale tak naprawdę nie by w ogóle "badboyem, ani niedostępny, tylko po prostu nieśmiały. Mówię, dopasowaliśmy się idealnie.
Po tym "incydencie" gdzie obraziłem jego tatę, za każdym razem, przy spotkaniach po lekcjach zazwyczaj oglądaliśmy niebo i pozwalałem mu zasypiać na swoich kolanach, a gdy przychodził do mnie po treningu opatrywałem go i pocieszałem. Noctis jest wyjątkowy, ma te swoje dziwne moce, więc by lepiej mu pomóc, czytałem na ten temat wszystko, właściwie po pewnym czasie byłem już jego prywatną pielęgniarką~ Chociaż król zawsze i tak, mimo tego jaki byłem wobec niego, stwierdzał, że źle na bruneta wpływam. No może i zgarniałem go parę razy od razu po szkole, by nie szedł do domu i pomogłem mu w kilku ucieczkach z domu, ale to tylko dlatego, że jego ojciec jest tyranem bez umiejętności współczucia. Nie znoszę go z całego serca, kiedyś nawet miałem szansę strzelić mu w łeb, ale Noctis mnie powstrzymał i poprosił bym ojca zostawił jemu. Też nienawidził starego pryka i chciał go zabić własnoręcznie. Podziwiałem go za to... ja nie byłbym w stanie zabić swojego ojca, nawet jeśli bym go nienawidził...
- Prompto wszystko okej? - usłyszałem obok siebie i podskoczyłem. Nie często zamyślałem się na taką skalę, a Noctis, będący tuż przy mnie sprawił, że prawie dostałem zawału. Spojrzałem na niego badawzo i westchnąłem cicho.
- Tak wszystko gra, sorki, po prostu się zamyśliłem.. - mruknąłem nie będąc nadal sobą, zaraz jednak się ogarnąłem i wyszczerzyłem - To co? Został ktoś jeszcze, czy mamy już wolne? Chcę do pokoju, walnąć sięna łóżku a wieczorem iść na podryw.. będziesz moim skrzydłowym Noct? - zaśmiałem sięby rozluźnić atmosferę, tak jakoś nagle, gdy wspomniałem o tym, że się zamyśliłem. Zarzuciłem jeszcze rękę na ramiona bruneta i poczochrałem go przyjaźnie.
- Ta spoko... jeźdźmy już... - powiedział spokojnie i spojrzał na mnie podejrzliwie, to spojrzenie mówiło mi, że jeszcze ze mną pogada, najpewniej jak wrócimy do pokoiku. o za facet mówię wam, martwi się o mnie jakbyśmy serio byli braćmi, chociaż nie... gdybyśmy byli braćmi, to prędzej byśmy się pozabijali.
Nasz powrót do tymczasowego miejsca zamieszkania wyglądał mniej więcej tak jak zawsze, czyli ja prowadziłem śmiejąc się z ludźmi, którzy nam towarzyszyli, a Noct siedział z tył i myślał. Droga powrotna zajęła nam pół godziny, a gdy wreszcie wszedłem do pokoju który dzieliłem z brunetem, zrzuciłem z siebie czarną kamizelkę i zieloną bluzkę, po czym spojrzałem na przyjaciela.
- Zajmuję łazienkę jeżeli chcesz jeszcze ze mną pogadać to mogę zostawić drzwi otwarte... Tylko wejdziesz jak pozwolę Noct, nie będziemy już więcej brać razem kąpieli, ani robić innych rzeczy jak to mieliśmy w zwyczaju do piętnastki... o nie, nie, nie - wyszczerzyłem się i rozpiąłem pasek, zrzucając również spodnie, wraz z butami  i skarpetkami. Stałem przed nim w samych bokserkach i czekałem na jakąkolwiek odpowiedź. Gdy jej się doczekałem było już mi zimno, naprawdę ten książę potrafi doprowadzić mnie do szaleństwa.
- Dobra, poczekam - mruknął i usiadł na łóżku. Poszedłem do łazienki, gdzie nalałem sobie cieplutkiej wody do wanny i zrobiłem pianę o zapachu malinowym. Pamiętam nadal jak w dzieciństwie siedzieliśmy latem w wannie i zajadaliśmy się podkradzionymi malinami. Zrzuciłem ostatnią część mojej garderoby po czym wlazłem szybko do wanny. Cieplutko~
- Właź! - zawołałem i usiadłem się przodem do WC by móc z nim porządnie rozmawiać. Po chwili ostatni z rodu Caleum przyszedł i zasiadł na "tronie". Mało brakowało a parsknąłbym śmiechem, ale brunet był tak poważny, że jakoś się powstrzymałem.
- O czym wtedy myślałeś? To musiało być coś ważnego, bo często taki nie jesteś. A może to ktoś, a nie coś? - spytam, zakładają nogę na nogę i zakładają ręce na piersi. Momentalnie atmosfera zgęstniała, tak jak wcześniej po bitwie. Był zły, zawsze gdy coś "ukrywałem" a raczej po prostu o czymś mu nie mówiłem, był zły, zwłaszcza jeżeli chodziło o dziewczyny, nie wiem dlaczego. Po prost tak miał, pewnie się po prostu o mnie martwił... Westchnąłem, więc i zacząłem mu tłumaczyć o co mi chodziło.
- Nie Noct, nie ma żadnej panienki... Myślałem o nas... znaczy o tym jak to było gdy byliśmy mali. O tobie i twoim ojcu, o tym jak robiłem za twoją pielęgniarkę. Myślałem o wtedy po prostu... więc już się nie bocz, okej? - uśmiechnąłem się szeroko, przymykają oczy i zaraz otworzyłem je. Zanim jakkolwiek zareagowałem, wstał, podszedł do mnie i pocałował mnie.
.
.
.
 Haaaaa?! Odsunąłem się momentalnie i zamrugałem lekko, wystawiając przed siebie rękę.
- Zaraz... Noct... co ty robisz? Obiecaliśmy sobie, pamiętasz? Mieliśmy już do tego nie wracać... - poczułem jak moje policzki robią się czerwone i patrzyłem zszokowany na przyjaciela.
Gdy mówiłem kąpieli i innych rzeczach, miałem na myśli właśnie takie rzeczy. Byliśmy wtedy mali, ciekawi wszystkich tych dorosłych rzeczy. Prócz seksu oczywiście, byliśmy wtedy jeszcze za młodzi na stosunek, znaczy może inaczej... po prostu nie wiedzieliśmy jak się za to zabrać, bo obaj jesteśmy facetami. No ale do rzeczy. To się zaczęło odkąd mieliśmy po siedem lat i Noctis wpadł do mnie na nocowanie, obaj byliśmy zmęczeni i wiedzieliśmy, że nie wytrzymamy, aż jeden skończy się kąpać, więc poszliśmy razem. Wtedy były to tylko kąpiele. Póki nie skończyliśmy po dwanaście lat. W szkole jakiś chłopak wspomniał o masturbacji i byliśmy strasznie ciekawi jak to się robi itp., ja wypytałem tatusia i postanowiłem, że Noct przyjdzie do mnie na noc i... zrobimy to razem. W końcu jesteśmy przyjaciółmi i nic złego się nie stanie, no nie? Byłem w błędzie. Skończyło się to tym, że zamknęliśmy się w pokoju, usiedliśmy na podłodze i zacząłem sobie to robić, by brunet mógł zobaczyć co i jak. Pamiętam dobrze, że gdzieś w połowie jego spojrzenie się zmieniło, było takie, jakby bardziej roziskrzone. Nie wiem o mną wtedy kierowało, ani czemu postąpiłem jak postąpiłem, ale przysunąłem się do niego i go pocałowałem, a w końcu po prostu usiadłem okrakiem, odsunąłem swoje usta od jego i szepnąłem "Może zrobimy sobie nawzajem? Będzie chyba łatwiej..." i było, znacznie łatwiej to prawda, ale jednocześnie bardziej erotycznie. Byliśmy mali, więc i dojście nie zajęło nam dużo czasu, pamiętam jak przemknęliśmy się do łazienki by przeprać bokserki i się wykąpać. A w wannie... masturbowaliśmy się ponownie, w dokładnie ten sam sposób. To stało się dla nas tradycją, nie potrafiliśmy tego powstrzymać, do piętnastego roku życia. Dokładnie tamto pamiętam, bo gdy jednego dnia szliśmy się kąpać, moja mama nas zatrzymała i powiedziała, że jesteśmy za duzi na wspólne kąpiele, więc powinniśmy przestać i to ostatni raz gdy na takie coś pozwala.
W nocy jak już leżeliśmy w łóżkach, stwierdziłem, że mama ma raję,  a poza tym to dziwne, że dwóch chłopców nawzajem się masturbuje. Noctis zrobił się wtedy smutny, ale przytaknął i przyznał mi rację. Później trochę się ode mnie odsunął, zaczął dzielić nas ten dystans, który trwał do dzisiaj. No właśnie trwał, właśnie przekroczył granicę, którą sobie postawiliśmy tamtego dnia i mnie pocałował. Oprzytomniałem trochę i spojrzałem na niego z istnym wyrzutem.
- Jesteś głupi... Myślałeś, że jak przestaniemy to będzie okej, bo przecież to było nic takiego, poza tym miałeś dziewczyny. Do cholery Prompto... może dla ciebie było to proste, ale nie dla mnie. Ty.. nie wiem co zrobiłeś, ale przez ciebie... nie pasowała mi żadna dziewczyna, wszystkie były puste i nijakie, bo ciągle porównywałem je z tobą... Cały ten czas Prompto... Nie dziw się, że nie wytrzymałem - nigdy wcześniej nie widziałem by się tak uniósł, mówił głośno jak na siebie i zaciskał dłonie w pięści. On... naprawdę, to przeze mnie nie miał dziewczyny? Nagle zrobiło mi się ciepło, znałem to ciepło, pojawiało się, przy każdej brunetce z ładnymi oczami, która dodatkowo wręcz rozbierała mnie wzrokiem. Zauważyłem, że ozy bruneta były takie jak za pierwszym razem gdy to robiliśmy, ale tym bardzo dobrze wiedziałem co to jest. On był podniecony, i wyobrażał sobie mnie od mostka w dół, do mostka była woda.
Dopiero teraz wszystko zaczęło się układa w spójną całość, kręciły mnie brunetki, z ładnymi ciemnymi oczami, bo były jego substytutem, a ten mężczyzna przede mną był aktualnie napalony. Co, do cholery... podoba mi się i to jest straszne, nie chcę tego uczucia, weźcie je. Nie chcę by mi się to podobało, ale... ugh... aktualnie najchętniej bym go wciągnął go wody i powtórzył całe nasze dzieciństwo z paroma nowościami.
- Powiedz coś, nie siedź tak... - mruknął zniecierpliwiony i... zestresowany? Tak mi się wydaję. Nie mogłem mu pozwolić przecież, by za długo zekał na odpowiedź, ale zapewne nie zabrzmi ona tak jakby chciał, bo aktualnie dociera do mnie jedna rzecz.
- Wciąż jesteś prawiczkiem? - spytałem zdziwiony, chociaż sam nie wiem czemu mnie to dziwiło, może dlatego, że mamy już po dwadzieścia siedem lat.  Naprawdę nie wiem. Wielu swoich uczuć nie rozumiałem do tej pory. Chociaż nie jedno zrozumiałem i miałem zamiar zrobić wszystko by to zaspokoić. I chyba szczęście, że brunet po prostu zbył to pytanie, uniesieniem brwi.
- Noct rozbieraj się... chodź tutaj - powiedziałem i poczekałem aż się rozbierze, a potem wciagnąłem go do wanny. To jednak było błędem, bo jego kolano wylądowało na moim udzie, co mocno zabolało... Zaśmiałem się jednak cicho i szepnąłem.
- Masz w sobie tyle gracji co piętnaście lat temu... Może najpierw i wszystko pokażę, a potem pozwolę poćwiczyć co ty na to? Tylko najpierw...  umyjmy się porządnie i przenieśmy do łóżka - i pocałowałem go. W dodatku zdecydowanie był to najlepszy pocałunek w moim życiu, co najfajniejsze Noctis z pewnością nie pozwoli by była to ostatnia taka pieszczota.

1 komentarz:

  1. Dobra.. dobra chyba jesteśmy na dobrym tropie XD Koleżanka mi opowiadała całą serię gier Final Fantasy więc jako tako ogarniam fandom X3 Choć z postaciami już gorzej...
    Czekałam na to "wskakuj do wanny" i tym razem mnie nie zawiodłaś <3 Przyznam ci rację, że imiona mają dziwne, dlatego nie będę próbować ich powtórzyć... powiem tylko, że tego na P cały czas czytałam "Pompoko" jak ten film o atakujących szopach XD
    Wyłapałam błąd~ "- O czym wtedy myślałeś? To musiało być coś ważnego, bo często taki nie jesteś. A może to ktoś, a nie coś? - spytam"- chyba spytał. I w którymś miejscu w notce tak jakbyś zjadła "o" ale już nie wiem gdzie i to nie przeszkadzało prawie wcale.
    W tym momencie w którym któryś z nich prawie się zaśmiał... ja parsknęłam śmiechem *kciuk w górę* dobry moment, nie wymuszony żart.
    Tym razem wszystko ładnie zakończone, nie mam obiekcji.. uważam, że ich dzieciństwo było nawet urocze <3 i fajnie tu wplecione.
    Weny~!

    OdpowiedzUsuń