środa, 25 września 2013

Rozdział 1

Gomenasai, że tak długo mnie nie było... niestety nie mamy weny na Gintamę, ale spod naszych łapek wyszło nowe, tym razem autorskie opowiadanie. Jestem uke, a moja kochana Alaster semiaczem.

_________________________________________________________________


<yoshi>-Kiedy ci mówię po raz setny, że NIE.-mruknął znudzony ciągłym powtarzaniem jednego, prostego słowa. NIE. Może i byli w tym samym wieku, ale to on tu rządził. Wyszarpał rękaw i poszedł do drzwi.

<yukio> Złapał go za rękaw i obrócił w swoją stronę. - Ale ja mówię, że chce! - krzyknął i pocałował brata w policzek. - Prooooooooooszęęęęęę.... Pozwolę ci się zmacać. - mruknął. Oooo powiedział to. To oznaczało, że naprawdę mu zależało.

<yoshi>......nie, zboczeńcu-mruknął i poprawił zielononiebieskie włosy.-I po raz kokejny mówię PRZESTAŃ MNIE CAŁOWAĆ!-wyrwał się i poszedł na to idiotyczne spotkanie. Trzasnął za sobą drzwiami i niczym czarna mamba przesiedział na spotkaniu.

<yukio> - No, ale... ONII-CHAN! Nienawidzę cię onii-chan. - krzyknął zły jak osa z łamiącym się głosem i łzami w oczach. Poszedł szybko do swojej kajuty i położył się na łóżku (?).
- Baka Yoshi... Jest starszy 2 minuty i już sobie myśli nie wiadomo co.  - burczał pod nosem. Zasłonił twarz białymi włosami i z czerwonymi policzkami szepnął do siebie.
- Ale go pocałowałem... Hehe... w policzek, ale jednak.

<Yoshi>tak. Byli na statku, a on był kapitanem. A łóżka na staktu nazywa się .... teraz nie pamiętam, ale przed chwilą miałam to słowo w głowie. Yoshi nudził się. Zebrał wszystkich generałów, których miał na statku. Musieli omówić parę ważnych spraw, bo na zewnątrz szalała burza, a oni byli na środku oceanu. A to nic fajnego. I żadnych statków do obrabowania. Już wiem! To była koja. No. KOJA.

<Yukio> Zaczęło mu się nudzić... Wyszedł z kajuty i poszedł na rufę ( przód statku mi chodziło... dobrze?) Westchnął cicho i usiadł, wystawiając nóżki za burtę i machając nimi. Zaczął cichutko nucić i uspokoił wiatr jako tako.

<Yoshi>Czyli jego młodszy brat siedział na dziobie. Tak, DZIOBIE, bo  RUFA jest z tyłu. Tam gdzie ster. I kajuta kapitana.
Yoshi, słysząc jak wiatr się uspokaja lekko, zrozumiał, że bratu się nudzi i robi co może żeby złagodzić sztorm. Ani jeden ani drugi nie byli tak potężni jak Alaster, obecny król i ich ojciec. Ale i tak mieli więcej mocy niż zwykłe demony tego świata. Chłopak uśmiechnął się lekko i kontynuował. Po jakimś czasie skończył i poszedł do brata. Usiadł na barierce obok niego, przodem do oceanu. Wystawił nogi na zewnątrz i nie brał pod uwagę tego, że wszystko się kołysze.

<yukio> Ok, ok... No to siedział na dziobie. Lubił bardzo tatusia, ale mama była milsza i zawsze uczyła go fajnych słów. Siedział z lekkim uśmiechem na twarzy i nie zwracał uwagi na brata. Focha miał, a jakże.

<Yoshi>Mało go obchodziło czy tamten się fochał czy też nie. W sumie byli braćmi, ale i tak nie zachowywali się zbytnio w ten sposób. Wychowali się razem. Jednak po paru latach, gdy już dorośli trochę rozstali się. Parenaście lub dziesiąt lat temu to było. Yoshi pojechał do wuja swojego ojca, a Yukio do ich wuja, władcę sąsiedniego królestwa. Tam mieli tzw kuzynkę. Była w ich wieku, ale już nie miała "matki". Umarła. A teraz, parę dni temu obaj wrócili i dowiedzieli się od mało odpowiedzialnego ojca, że zostawia im wody. Obaj byli z tego powodu bardzo zadowoleni, bo to było miejsce w którym się czuli najlepiej. Tak więc załoga, statek,.... już trochę pływali. Fajnie było. Kochany tatuś. Yoshi dużo się od niego nauczył.

<yukio> O dziwo Yukio pamiętał co mu braciszek robił jak byli mali i co robił mamie... A teraz nagle się cnotliwy zrobił.
- Onii-chan no baka. - burknął cicho i dalej wspominał.
- A wiesz co? Mei ma niedługo wpaść. Ponoć ma dla mnie wieści. - chłopak jednak nie wiedział.. nie wiedział jedynie ile miał lat.. dla niego czas płynął inaczej.

<Yoshi>Cóż.... cnotliwy??? Ekchem... chyba wszyscy wiedzą, czym się wuj zajmuje. A jak się co wieczór praktycznie słyszy jak na drugim końcu korytarza się tresuje nowe.... cośki.. to chwila ciszy jest chwilą wytchnienia. Nawet kiedyś podglądał. Wuj się skapnął i dał mu się pobawić. Co prawda Yoshi gwałcił wzrokiem prawie wszystko co się rusza. Gwałcił lub mordował. Jeden pies.
-...jak ma nas odwiedzić, skoro jesteśmy na środku oceanu??.....-zdziwił się niezmiernie. Poprawił włosy i popatrzył na brata. Jeśli nie wiedział ile ma lat.. przecież byli w tym samym wieku. I Mei też zresztą.

<yukio> - To Mei. Ona zawsze wie jak nas odwiedzić... - zaśmiał się cicho - Pokazała mi jak się całować. - parsknął śmiechem i spojrzał na niego. - Tak właściwie ile my mamy lat? - spytał cicho.

<Yoshi>-acha..-mruknął na temat całowania. Już miał swoją teorię kto został zdominowany. To coś co obok niego siedziało.-Coś ok 150....-odpowiedział i spytał -Coś jeszcze ci pokazywała?

<yu> - Stwierdziła, że jestem tak słotki, że pozwoliła mi dotknąć swoich piersi... - zaczerwienił się i odwrócił wzrok. - A potem powiedziała, że powinienem oddać się... nieważne. - burknął.

<Yoshi>-i co? Miękkie były? Duże czy małe?-ale słodki rumieniec. Pochylił się i potargał mu białe włoski. Mięciutkie były. Jak zwykle. Zaśmiał się cicho. -Co tam mówiłeś oprócz tego o cyckach?

<yu> - Duże... Miękkie i ciepłe... i miłe w dotyku. - czerwienił się coraz mocniej i naburmuszył się słodko, gdy ten go potargał. - Nic..... - spojrzał gdzieś w bok.

<yoshi>zaśmiał się jeszcze raz, zeskoczył z barierki i zaszedł brata od tyłu. Objął go pod pachami i zmacał cycki których nie miał.
-A twoje ani duże ani miękkie -wymruczał mu do ucha i połaskotał je lekko. Przesunął palcami po jego żebrach i puścił go. Wskoczył spowrotem na barierki i zapatrzył się w horyzont

<yu> - B-b-ba-BAKA YOSHI!!! - wrzasnął czerwieniąc się wściekle. - Nigdy się w tobie nie zakocham Onii-chan no baka! Nigdy ci się nie oddam baka baka baka onii-chan! - krzyknął i wstał.

<Yo>przekrzywił głowę lekko zdziwiony jego zachowaniem. Aż tak mu się jego wygłupy nie podobały?...
-A czemu byś miał?...-spytał. Popatrzył na niego- I po co się rumienisz?? Przecież nic ci nie zrobiłem... tylko z Mei się nabijam......

<yyu> - B=Bo Mei... mówiła, że.... pasujemy do siebie jak mama i tata i powinniśmy.... - zaczerwienił się mocno i odwrócił na pięcie. - I że powinniśmy być razem. - szepnął.

<Yo>Trochę go to zaskoczyło. Przekrzywił głowę w drugą stronę namiętnie myśląc, po czym wybuchnął śmiechem. Zeskoczył z barierki i przeszedł obok białowłosego. Poklepał go po ramieniu i powiedział.
-Idź już może spać.- i samposzedł do kajuty kapitana. Nie spali razem. Yukio miał kajutę pod pokładem. Też ładną i przestronną, ale jednak nie kapitańską

<yu> Śmiał się... zaczął się śmiać...
- Watashi aniki dai kiraida. (Nienawidzę cię bracie) - powiedział tak by chłopak usłyszał. Mówił po japońsku, gdy wiedział co czuje. Brat zaczął się z śmiać. Z takiej rzeczy... Poszedł do siebie i położył się na koi .

<Yoshi>Nie miał nic złego na myśli śmiejąc się. Po prostu już gdzieś to wcześniej słyszał. I w sumie może nawet się z tym zgadzał. Słyszał co chłopak do niego woła. Tak. Tak będzie lepiej. Gdy tylko zamknął za sobą drzwi od razu przestał się uśmiechać i oparł się o nie z cichym westchnięciem. Pomasował skronie i poszedł pod prysznic. A potem do wyrka i spać.

<yu> W nocy ni stąd ni zowąd  zaczął się huragan. Większym sprawcą był yukio, a nie natura. Był zły i smutny, a to u niego najgorsze połączenie, bo wtedy dzieją się naprawdę złe rzeczy. Płakał bezgłośnie w poduchę i jednocześnie chciał coś rozwalić.

<yoshi>No jak mógł się nie obudzić słysząc co się dzieje na zewnątrz. Wstał, założył coś na siebie i zszedł pod pokład. Był zły, że go obudzono. Nawet bardzo. Kopniakiem otworzył drzwi do pokoju brata i również kopniakiem je zamknął. Chwycił leżącą w łóżku osóbkę za kołnierz koszuli i wyciął na środek pokoju
-CZY MÓGŁBYŚ SIĘ ŁASKAWIE USPOKOIĆ, BO ZARAZ MI MASZTY POROZWALASZ?????!!!!!- warknął albo raczej krzyknął. Po części dlatego, że był zły, ale również żeby przekrzyczeć panujący wszem i wobec hałas

<yu> To jednak poskutkowało tylko głośnym płaczem Yukio. Było jeszcze gorzej niż przedtem. Uderzył brata po ramieni, raz, drugi, trzebi, piętnasty...
- Nienawidzę cię! Nienawidze, nienawidze! Jesteś dwie minuty starszy, a zachowujesz się jak stary, zgrzybiały bufon. Myślisz, że co? Że miło słyszeć jak się brat z ciebie śmieje, bo coś powiedział?

<Yoshi>trzymał go mocno i coraz bardziej tracił cierpliwość. Jak tak dalej pójdzie to go zwyczajnie pozbawi przytomności. W mniej lub bardziej bolesny sposób.
-Masz się NATYCHMIAST uspokoić. Wtedy pogadamy-warknął zły, ale jeszcze opanowany, gdy chłopak sobie już pokrzyczał. Na serio. Miał po ojcu. Jak obudzisz to miej dobry powód. Bo inaczej źle skończysz. I to wcale nie oznaczało morderczego gwałtu na korytarzu.

<yu> - Fuuu Uuuuu. - wychlipał i po prostu się w niego wtulił. - Chce po prostu cię odzyskać... Odzyskać mojego głupiutkiego, kochanego, molestującego mnie i sutki mamy, braciszka. - jęknął i wtulił twarz w jego szyję. Po kilku minutach uspokoił się, a pogoda poprawiła.

<Yoshi>-ja ci zaraz dam głupiego...-mruknął. Objął go lekko i pogłaskał po głowie -....Ale ja tu jestem, wieeesz??-uświadomił go. To, że się tula to nie wymazuje winy za to, że go obudził. Ale przynajmniej statek był w miarę bezpieczny.

<yu> - Tamten Yoshi był fajniejszy! Odkąd wróciłeś od wuja taty, to jesteś inny. Tata był już milszy dla mnie! - burknął i spojrzał na niego. - Onii-chan? Czemu się śmiałeś, gdy ci powiedziałem to co mówiła mi Mei?

<Yoshi>Prychnął tylko na temat fajności. Przecież on to on. I już.
-Bo już mi to parę osób powiedziało.-mruknął.-A ja nawet nie wiem, jak powinienem zareagować na coś takiego. Nie z ciebie się śmiałem..-wyjaśnił.

<yukio> Spłonął czerwienią na policzkach, zbliżył usta do jego i szepnął.
- Ja też nie wiem, ale zawsze chciałem zobaczyć czy dobrze całujesz braciszku. - westchnął cicho i spojrzał na niego niepewnie. Jakby z niemym "mogę?"

<yoshi>-Ponoć dobrze. -Odparł wzruszając ramionami ale nie dał się pocałować. Bez szans. Pogłaskał go za to po głowie i uśmiechnął się widząc ten rumieniec.
- Idź się umyj i śpij.- powiedział swoim spokojnym głosem. Mówił dość wolno. Nigdzie mu się nie spieszyło przecież.

<yu> - A kto ci to powiedział co? -  mruknął niezadowolony. -  I czego się szczerzysz? -  burknął.
- Ale śpię dzisiaj z tobą.

<yoshi>-Ktoś. moja sprawa.- odparł wzruszając ramionami lekko. A potem uśmiechnął się jeszcze szerzej i odpowiedział -Bo się słodko rumienisz..- a następnie wyprostował się zdziwiony- Od kiedy to?! I po jakiego grzyba???

<yukio> - Jesteś moim bratem, więc i moja sprawa. Miałeś kogoś i mi nie powiedziałeś? - mruknął niezadowolony, że brat ma przed nim tajemnice. - WCALE SIĘ SŁODKO NIE RUMIENIĘ! - burknął
 - Od dzisiaj... i tylko dziś... No proooooooooszę.

<yoshi>-"miałem kogoś"?.... możliwe. Ale tak w sumie to nie pamiętam. I tak, rumienisz się cholernie słodko. A jak ci dzisiaj pozwolę, to będzie jeszcze ten następny ostatni raz i następny...- westchnął cicho. Już się zdążył pogubić, czy mowa o spaniu czy o całowaniu.

<yukio> - No to miałeś i mi nie powiedziałeś? Cham i prostak! - naburmuszył się i spojrzał na niego. - Ten jeden raz. Więcej nie będę prosił. Obiecuję! Chyba, że w sytuacji wyjątkowej. - mruknął poważnie.

<yoshi>- Westchnął ciężko kręcąc głową.
-Mieć zwierzątka, miałem. Nie wiem, o co ci chodzi. -przeszedł kurs szkolenia zwierząt. I nie wiedział czy był z tego dumny czy też nie.- Ale... mówisz o spaniu czy o całowaniu?.....-ziewnął krótko.

<yukio> - Zwie-rzą-tek? - spytał przechylając słodko głowę. - O spaniu.

<Yoshi>-Yhy...-potwierdził. -"O spaniu"- powrórzył z lekką ironią.- Jestem pewien na 1000% że jeszcze będziesz mi się usilnie starał wpakować do łóżka.- mruknął.

<yukio> Wcale nie... nie będę.. No proooooooszę nooo..... Yoooooshiii.... - mruknął i objął jego szyję.
- No i pocałunek.... Też bym chciał... Ale taki na dobranoc. - szepnął.

<yoshi> Zamordował go wzrokiem i westchnął cicho No jak mógł się nie zgodzić? Mógł. Tylko jeszcze pytanie kontrolne. A za głupią odpowiedź pewnie się nie zgodzi.
- A co ci tak na tym zależy, co? - spytał. I tak wątpił w słowa swojego brata, że więcej nie będzie na nim wymuszał takich rzeczy.

<yukio> - Chce zobaczyć jak miękkie są usta Onii-chana i jaki mają smak. - powiedział szczerze i stanął na paluszkach. W końcu.... był niższy o głowę.

<yoshi>  Westchnął ciężko i przesunął dłonią po twarzy.
- Not to zobacz. - wziął w dłoń jego palce. Przyłożył jego opuszki do swoich ust. Jakoś nie za bardzo przejmował się wysokością brata. Uważał, że tak nawet lepiej jest.

<yu> Zaczerwienił się i wyrwał dłoń.
- M-m-m-miękkie... A-a-a... - A smak? - spytał rumieniąc się piekielnie, przytrzymując dłoń przy sercu.
- B-b-b-bardzo miękkie... - jęknął cicho i odwrócił wzrok.
- A smak? -powtórzył pytanie.

<yo> Uśmiechnął się lekko i puścił jego dłoń. Jaki uroczy rumieniec.
- Słone. Od wody morskiej. - odparł i potarł w zamyśleniu swoją wargę. Wyprostował się i poklepał brata po głowie.

<yu> - Nie wierzę... - mruknął i pocałował go krótko, liżąc dodatkowo jego wargę.
- No dobrze... To teraz wiem, że mówiłeś prawdę. - westchnął rumieniąc się.

<yo> Patrzył na niego zdziwiony, ale nic  nie zrobił.
- Przecież ja nie kłamię. - odparł wzruszając ramionami. Nie zrobiło to na nim wrażenia, ale uśmiechnął się połową ust i poklepał go po głowie koniec dnia dobranoc.

<yu> - Yhmmm... - mruknął i chwycił jego dłoń.
-No to co? Mogę spać z tobą? - spytał cicho.

<yo> - Ech... - westchnął cicho i pokręcił głową - Ale ten raz. - zgodził się w końcu.

<yu>  - Jej! Dziękuję. Polecę się umyć i przyjdę do ciebie. - uśmiechnął się i poleciał pod prysznic. Umył się prędko i poszedł do kajuty brata. Niepewnie wszedł do środka w bufiastej koszuli, długiej mu do ud.



<yo> Westchnął ciężko i poszedł do siebie. Walnął się do koi i w czasie czekania na brata zasnął. Zakopany w puszystej kołdrze nawet nie zwrócił uwagi, gdy ten wszedł do pomieszczenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz