środa, 9 października 2013

Rozdział 2


<yu> Stanął przy koi i nadął policzki. Jego brat to jednak kretyn! Zasnąć podczas tak krótkiej chwiili... Co za...! Burknął coś cicho i wpakował się do koi. Głupek, ale jaki cieplutki... :3 Uśmiechnął się pod nosem i przymknął oczy chwytając go za dłoń.

<yo> Czując jak coś mu się pakuje do wyrka uchylił lekko oko i objął brata w talii. Fajnie grzało. Uśmiechnął się lekko i znów zasnął.

<yu>  Zaczerwienił się delikatnie i śmielej się do niego przysunął. Wtulił twarz w jego szyję i chuchnął na nią z uśmieszkiem.

<yo> Zamruczał mu cicho do ucha, gdy coś ciepłego owionęło mu szyję. Włosy koloru białego zaczęły go dźgać w twarz i wchodzić do nosa, więc położył brodę na głowie chłopaka i pomiział lekko drobną szyję.

<yu> Wsunął zimne paluszki pod koszulkę brata i uśmiechnął się.
- Śpisz? - spytał muskając opuszkami jego brzuch. Zamrugał czując jego dłoń na szyi. Mrrr jak miło.

<yo> - Już nie. - mruknął niezadowolony. Obudził się czując jego palce na swoim brzuchu. Skrzywił lekko usta. A tak chciał sobie pospać.

<yu> - To było kara, że nie poczekałeś. Teraz idziemy spać. Dobrze braciszku? - spytał cicho i wyjął ogrzane już łapki. Wtulił się w niego i westchnął.
- Cieplutki...

<yo> Sam się wlekłeś jak mucha w smole. - prychnął i walnął go lekko w łeb.
- Mnie się nie karze. - dodał niezadowolony i odsunął go od siebie trochę.

<yu> - Wcale nie! Szybko się umyłem. - mruknął i spojrzał na niego. Posmutniał na odsunięcie i nawet nie zareagował na uderzenie. Chwycił nieśmiało braciszka za dłoń i zamknął oczy.
- Przepraszam... po prostu... chodźmy już spać. - poprosił cicho.

<Yo>Mruknął coś niezrozumiale pod nosem i wtulił twarz w kołdrę. Bardzo szybko zasnął, ale pozwolił bratu się trzymać za rękę. Nawet lekko odwzajemnił uścisk. Po paru minutach zamarudził coś jeszcze przez sen.

<yu> Stanął przy koi i nadął policzki. Jego brat to jednak kretyn! Zasnąć podczas tak krótkiej chwiili... Co za...! Burknął coś cicho i wpakował się do koi. Głupek, ale jaki cieplutki... :3 Uśmiechnął się pod nosem i przymknął oczy chwytając go za dłoń.

<yo> Czując jak coś mu się pakuje do wyrka uchylił lekko oko i objął brata w talii. Fajnie grzało. Uśmiechnął się lekko i znów zasnął.

<yu>  Zaczerwienił się delikatnie i śmielej się do niego przysunął. Wtulił twarz w jego szyję i chuchnął na nią z uśmieszkiem.

<yo> Zamruczał mu cicho do ucha, gdy coś ciepłego owionęło mu szyję. Włosy koloru białego zaczęły go dźgać w twarz i wchodzić do nosa, więc położył brodę na głowie chłopaka i pomiział lekko drobną szyję.

<yu> Wsunął zimne paluszki pod koszulkę brata i uśmiechnął się.
- Śpisz? - spytał muskając opuszkami jego brzuch. Zamrugał czując jego dłoń na szyi. Mrrr jak miło.

<yo> - Już nie. - mruknął niezadowolony. Obudził się czując jego palce na swoim brzuchu. Skrzywił lekko usta. A tak chciał sobie pospać.

<yu> - To było kara, że nie poczekałeś. Teraz idziemy spać. Dobrze braciszku? - spytał cicho i wyjął ogrzane już łapki. Wtulił się w niego i westchnął.
- Cieplutki...

<yo> Sam się wlekłeś jak mucha w smole. - prychnął i walnął go lekko w łeb.
- Mnie się nie karze. - dodał niezadowolony i odsunął go od siebie trochę.

<yu> - Wcale nie! Szybko się umyłem. - mruknął i spojrzał na niego. Posmutniał na odsunięcie i nawet nie zareagował na uderzenie. Chwycił nieśmiało braciszka za dłoń i zamknął oczy.
- Przepraszam... po prostu... chodźmy już spać. - poprosił cicho.

<Yo>Mruknął coś niezrozumiale pod nosem i wtulił twarz w kołdrę. Bardzo szybko zasnął, ale pozwolił bratu się trzymać za rękę. Nawet lekko odwzajemnił uścisk. Po paru minutach zamarudził coś jeszcze przez sen.

 <yu> - Ciekawe czy naprawdę powinienem się w tobie zakochać braciszku. - spytał cichutko, będąc pewnym, że jego brat śpi. Zamknął oczy i po kilku minutach spał już twardo. Był lekko zarumieniony, przez dłoń brata, ale nie przeszkadzało mu to. Wręcz przeciwnie.

<yo>-...nie.....-wymruczał z lekkim opóźnieniem nawet się nie budząc. Ale dotarło to do jego podświadomości i owa podświadomość, która widziała jak kończą ludzie zakochani i jak najbardziej kochała tego tu osobnika, nie chciała, żeby i on, taki niewinny i kochany też tak skończył. Yoshi objął lekko brata i przytulił go do siebie

<yu> Przez sen zamruczał i wtulił się w niego mocno. Obudził się następnego ranka i zobaczył twarz brata bardzo blisko swojej. Westchnął cicho i delikatnie się odsunął.
- Mój kochany braciszek. - westchnął i pocałował go delikatnie w nosek

<yo>Zmarszczył lekko twarz gdy poczuł nieznajomy obiekt na swojej twarzy. Otworzył lekko oko, ale nie mogąc go porządnie zogniskować na dziwnie bliskiej twarzy brata zamknął je, zamrugał lekko i odsunął kawałek swoją głowę.
-O. cześć.- powiedział i ni z gruszki ni z pietruszki pocałował go krótko.

<yu> - G-głupek. - pisnął i zakrył swoje usta dłonią rumieniąc się piekielnie. Zsunął się z koi i stanął przed bratem w całej okazałości. W bieluśkiej koszuli do ud. No ciekawe jak braciszek zareaguje. 

<yo>Braciszek zaśmiał się widząc zachowanie brata a potem zmierzył go wzrokiem od góry do dołu  i z powrotem. I jeszcze raz. Westchnął cicho i uśmiechnął się lekko przymykając oczy.
-Słodko wyglądasz.-stwierdził i zmów się położył. Na prawdę słodziaśnie, ślicznie i niewinnie.
<yu> - Dzi-dzięki... - mruknął i wkradł mu się pod kołdrę. - Braciszku... Co będzie na śniadanie? A... i już dawno nie walczyliście... nie będziemy mieli przez to żadnych kłopotów? - spytał cicho i wtulił się mocno w niego. 

<yo>Objął go lekko i przesunął ustami po jego karku.
-Wiesz... żaden normalny marynarz nie wypłynie w może w taką pogodę choćby mu rumu brakowało. - zaśmiał się cicho. On się do kategorii "normalnych" nie zaliczał w żadnym wypadku. Po chwili nasłuchiwnia odgłosów z zewnątrz dość szybko stwierdził że już sztormu nie ma. Jest cisza. Absolutna cisza na morzu. I nie wiadomo co było gorsze. Westchnął cicho i  odrzekł.- Rzeczywiście trzeba by dorwać jakiś statek żeby uzupełnić zapasy...- przyznał. Co prawda już wcześniej był tego świadom, ale miał nadzieję, że jakoś to będzie. Jeszcze mają żywność. 

<yu> Zadrżał pod jego dotykiem i delikatnie wygiął się w jego stronę.
- Och... braciszku... - westchnął. Po chwili jednak zauważył, że brat się wsłuchuje.
- Jest cicho... Prawie wiatru nie ma. Pewnie wieczorem znów będzie huragan. Chcesz, żebym pomógł. Wiesz, że chętnie się na coś przydam. - szepnął i wtulił się w niego.
- A ty przecież możesz wyczuć statek. Napadniemy na jakiś i uzupełnimy zapasy. 

<Yo>-A ma sens jakikolwiek czuć statek oddalony od nas o sto mil? Nie sądzę. A tam jest najbliższy.- wymruczał.- Nie masz aż takiej mocy żeby dać tyle wiatru. Bo mi tu padniesz i co zrobię?- westchnął cicho i położył dłoń na jego boku-A ja szacuję, że jutro i przez najbliższe dwa dni będzie martwota.- stwierdził

<yu> - Jak tak to lepiej obczaić, gdzie jest jakiś port, bo potem będzie okropnie. - westchnął i zaczerwienił się czując jego dłoń na swoim boku.
- Yoshi... wiesz, że nigdy nie używam całej mocy, bo to bez sensu... dam radę . Nic mi nie będzie. - uśmiechnął się i przyspieszył wiatr. - 100 mil na...? - spytał. Chodziło mu o kierunek.

<yo>Westchnął cicho i wskazał ręką odpowiedni kierunek
-Tam. Ale muszę...-wygramolił się z łóżka i założył coś na siebie-..Odwrócić statek.- Rzeczywiście. Trzeba go było odwrócić prawie o 180 st. Sztorm nieźle nimi miotał. Ale Yoshi był świadom tego, że jego brat jakoś super potężnej mocy nie miał, ale to zawsze przerwanie ciszy.
-Dzięki.- uśmiechnął się do niego i wyszedł z kajuty. Obrócił statek we właściwym kierunku i zaczął wydawać rozkazy donośnym głosem.
-Nie ociągać się!!!! A śniadanie będzie potem!!!

<yu> Uśmiechnął się i jak zwykle zapominając, że jest tylko w koszuli wyszedł na pokład. Chłopcy przywitali go jak zwykle podziwiając jego prawie dziewczęcą urodę i zgrabne nóżki. Dodatkowo wiaterek stworzony przez yukio rozwiewał mu białe włosy i niemiłosiernie tarmosił koszulę.

<yo>Zauważył swojego brata i zawołał
-Idź coś na siebie załóż do cholery!!!- mocno trzymał ster w rękach. Martwił się, żeby się chłopak nie rozchorował.-A wy się pospieszcie z tymi żaglami bo je stracimy!!!!!!!!!!!-zawołał w stronę marynarzy zajmującymi się wielkimi kawałkami materiału. Jednego kawałka nie przymocowano porządnie od razu i teraz polatywał niczym cycki które odzyskały w wodzie wolność.

<yu>
- Hai! Braciszku. - uśmiechnął się uroczo i posłał mu buziaka. Uspokoił wiatr, żeby nie mieli, aż takich kłopotów i poszedł się ubrać. Wciągnął na siebie spodnie i płaszczyk, po czy poszedł do brata.
- Przyspieszyć braciszku? - spytał cicho, ale po jego twarzy było widać, że jest już trochę zmęczony.

<yo>-Jak chcesz. Ale nie musisz.- powiedział i uśmiechnął się do niego. Jak chcesz to usiądź tu sobie-Wskazał mu miejsce przy sterze o które mógł się wygodnie oprzeć. Już mieli ciekawą całkiem prędkość jak na to, że przed chwią stali w miejscu

<yu> - Dzięki. - szepnął i cmoknął go krótko w policzek. Oparł się delikatnie i odetchnął. Przyspieszył trochę wiatr, ale nie za bardzo, gdyż z każdą chwilą coraz bardziej słabł. W końcu osunął się na pokład i zaczął ciężko oddychać. Już dawno nie używał takiej ilości mocy. To było męczące. Spowolnił wiatr i jęknął cicho.
- Więcej nie dam rady. 

<yo>Popatrzył na niego i skinął głową. Jakoś sobie poradzi.
-Idź się może połóż...-zaproponował cicho i dalej wpatrywał się w horyzont.- Zaraz do ciebie przyjdę.- obiecał jeszcze

 <yu> - Dobra. Dzięki Yoshi. - szepnął i poszedł do swojej kajuty. Położył się pod kołdrą i przymknął oczy, nie znosił, zużywać takiej ilości mocy, bo potem miał gorączkę i zachowywał się... jeszcze dziwniej niż zwykle. Sapnął cicho i westchnął. Jednak jeśli to było dla brata... mógł się poświęcić

 <Yo>Po paru minutach gdy kurs był już  stały, zawołał drugiego kapitana żeby przejął ster. Chłopak westchnął lekko i poszedł do kuchni. Kazał kucharzowi podkarmić załogę i nie bardzo się przejął tym, że dużo nie został. Zabrał coś dla siebie i brata i poszedł do niego. Wszedł cicho do jego kajuty niepewny czy może śpi. A nie chciał go budzić.

 <yu> Spojrzał na brata i uśmiechnął się.
- Hej... - szepnął i usiadł powoli. - Jak tam do góry już jest dobrze? - spytał jeszcze i wstał powoli. Mimo to zakręciło mu się w głowie i oparł się o belkę.
- Ech... Przegiąłem... ale to nic... wieczorem będzie dobrze. Dlatego nie martw się braciszku. Dobrze?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz