<yo>-Mam nadzieję..-mruknął i podał mu grubą pajdę chleba z cytryną i kiszoną kapustą-Erm... wiem, że to dziwne połączenie, ale zjedz to. - powiedział samemu niepewnie oglądając swoje jedzenie -I siadaj.
<yu> Kiwnął głową i powoli acz niechętnie zjadł to. Potem przykleił się do brata i niepewnie zaczął zbliżać się swoimi ustami do jego. Bardzo go to kusiło, nie wiedząc dlaczego...
<yo>Okazało się że to było cholernie kwaśne, ale kucharz mówił że oprócz kapusty kiszonej mało zostało. Przeżuwał ostatni kęs i akurat spojrzał a zbliżającego się brata.
-Ale fak po kafucie? -powiedział z pełnymi ustami mało zrozumiale.
<yu> - Ech? - spytał i zatrzymał się. Słowa brata go zaintrygowały, nie wiedział o co chodzi, więc czekał grzecznie, aż ten skończy.
- co mówiłeś? - spytał wtedy.
<yo>Przeżuł i przełknął
-Tak po kapuście?!-zdziwił się z lekka i spojrzał na niego sowimi oczami. Przekrzywił lekko głowę i posłał mu wieloznaczny uśmiech. Baaardzo wieloznaczny
<yu> - Nie ważne. - mruknął i wdrapał się bratu na kolana. - Mmm... braciszku... zawsze cię lubiłem. - wymruczał i złączył delikatnie ich usta. Objął jego szyję i uchylił delikatnie usta.
<yo>Popatrzył na niego najpierw trochę zdziwiony, ale zaraz stwierdził że nie ma co. Przytrzymał go za tył głowy i mocno oddał pocałunek. Wsunął język między jego rozchylone wargi i w subtelnym ruchem objął go w pasie, żeby mu nie spadł z kolan
<yu> Westchnął cicho w jego usta i śmiało oddał pocałunek. Nogami objął go w pasie i zaczął językiem trącać jego język. Całowanie się z Yoshim... było tak przyjemne. Uczepił się go jak najmocniej i w końcu odsunął by złapać trochę powietrza.
<yo>Trzymał jego twarz w dłoni i spokojnie całował. Mocno, pewnie. Bez wahania penetrował wnętrze jego ust. Kiedy się tak nagle odsunął, Yoshi tylko sopjżał na niego ciemnymi chwilowo oczami. Prawie nie swoimi. Ale zaraz wróciły do normy kiedy chłopak potrząsnął lekko głową
<yu> Te oczy trochę go przestraszyły.
- Onii-chan... co to było...? - spytał i odchylił trochę głowę. Chciał by brat dotknął jego szyi.
- Chcesz spać ze mną?
<yo>Uśmiechnął się nieco ale większość twarzy została schowana za włosami i tylko kawałek drapieżnie uśmiechniętych ust było widać.
-Może cię kocham inaczej niż powinienem, ale nie koniecznie chcę, żebyś przechodził przez to co widziałem u wuja.- powiedział spokojnie. Mimo wszystko jego długie palce musnęły jego szyję gdy się tak odchylił
<yu> Jęknął cicho i spojrzał zdziwiony na Yoshiego.
- K-kochasz mnie? - jęknął zaskoczony. - I co... co przechodzili u wuja? - szepnął i pocałował go w usta krótko. - Czyli... kochasz mnie... nie jak brata?
<yo>Popatrzył na niego nic nie wyrażającym wzrokiem.
-Nie wiesz czym się wuj na co dzień zajmuje?- spytał spokojnie i pogłaskał go po boku. -W każdym bądź razie po jakimś czasie mu pomagałem, bo mnie nauczył. - powiedział i przekrzywił lekko głowę.
<yu> - Nie... Tata mi powiedział, że coś tak delikatnego jak ja nie powinno tego wiedzieć, a mama w ogóle wujka nie lubi. - westchnął i spojrzał na braciszka.
- Co takiego wujek robi? - spytał.
<yo>-Jakby ci to powiedzieć.....- westchnął cicho i zgromił się w duchu za to że wogóle zaczął ten temat. Przygryzł lekko wargę i spojrzał bratu w oczy. Przytrzymał go w biodrach żeby nie uciekł z jego kolan. -Tylko nie uciekaj.- Westchnął jeszcze raz i wyrzucił z siebie-Wuja tresuje dziwki i zwierzątka. I bardzo mu się to podoba. A mama go nie trawi bo prawie skończył jako jedna z jego ofiar którą wysłał do burdelu.
<yu> - I.. ty... ty mu pomagałeś? - spytał cicho i spojrzał mu w oczy.
- Ale... nie chcesz mnie... - przełknął powoli ślinę - tresować... prawda? - odwrócił wzrok i opuścił głowę.
- Nie dziwię się mamie... też go nienawidzę. - szepnął.
<yo>Skinął lekko głową.
-I
to całkiem dobrze mi szło.- przyznał i pogłaskał go po
policzku.- Mówiłem już, że nie chcę cię zranić.- powiedział i
westchnął cicho. - Po prostu miłość jest dla mnie równoznaczna
z bólem którym komuś zadaję....przyznał a potem dorzucił pod
nosem- Nie żeby mi to jakoś bardzo przeszkadzało...- a apropo mamy
stwierdził- Ale on sam chciał się tam wpakować, bo sobie ubzdurał
że go tata nie kocha, czy jakoś tak...
<yu> - A dziwisz się mamie? - spytał cicho. - Tata nie
umie tego okazywać. - szepnął i chwycił jego dłoń. Odsunął
ją od swojego policzka i mruknął.
- Skoro ci się to
podobało... to nie mogę ci nic powiedzieć. - westchnął - I
rozumiem, że nie chcesz mnie skrzywdzić. Naprawdę... I jestem
ci za to wdzięczny, ale mimo wszystko. Po tym czego się
dowiedziałem nie jestem pewien czy chcę... być z tobą. -
szepnął.
<yo>Uśmiechnął się lekko, trochę smutny. Ale nie dawał
tego po sobie poznać. Może troch, ale uśmiechając się
sztucznie zamknął oczy.
-Tak
pewnie będzie lepiej.- przyznał ale policzek mu lekko drgnął.
Zabrał od niego swoje ręce i położył je na pościeli. -A sa
się do łóżka mi pakowałeś. -przypomniał i dodał-
Zejdziesz? Pójdę już..-odwrócił głowę, żeby brat nie mógł
zobaczyć jego wyrazu twarzy. Włosy mu pomogły. Długo nie mógł
wytrzymać takiego uśmiechu który był taki wbrew niego. No nie
mógł po prostu..
<yu> - Walić rozsądek. Nie mogę patrzeć jak jesteś
smutny. - szepnął i odwrócił jego twarz w swoją stronę. Wpił
się w jego wargi i całował go delikatnie. Głaskał go po
policzkach i wplótł mu palce we włosy. Po chwili odsunął się
i spojrzał mu w oczy.
- Nie smuć się... dobrze? Nie
lubię patrzeć jak wymuszasz uśmiech.
<yo>Spojrzał na niego zaskoczony i oddał lekko pocałunek.
Ale nie ruszył się. Nie objął go ani nic. Jak skała. Tylko
przymknął lekko oczy i się z nim całował przez tą chwilę.
-Tyle
że tak powinno być..- przyznał i posłał mu lekki uśmiech.
Zbyt krótki żeby stwierdzić, czy był prawdziwy czy też nie. A
potem błysnęło jego oko i przytulił brata kładąc mu brodę
na ramieniu.
<yu> - Braciszku... ale jeśli to kiedyś zrobimy... to
obiecaj mi... że będziesz wtedy delikatny. - szepnął i
poruszył się delikatnie, by wygodniej się usadowić.
-
Po prostu... jeśli chcemy... kiedykolwiek być razem. To nie
możesz mnie przy pierwszym razie skrzywdzić. Chcę mieć co
wspominać. - uśmiechnął się i pocałował go.
<yo>Popatrzył na niego i zrobił minę niewiniątka z imperium
zastanawiającego się czy przed gwałtem użyć na swojej ofierze
piły łańcuchowej czy toporka. A może jednak noża?...
-Spróbuję.-
obiecał- Choć i tak pewnie poboli.-Oddał pocałunek przyciągając
go trochę bardziej do siebie. Wsunął palce w białe włosy a dłoń
miał jeszcze na policzku chłopaka. Pogładził jego skroń kciukiem
<yu>
- Pierwszy raz zawsze boli... ale chciałbym
wszystko powoli... nie gwałtownie i z uczuciem braciszku. -
westchnął i objął jego szyję. Uchylił usta wpuszczając jego
język do środka i z uśmiechem się z nim całował. Gdy odsunęli
się od siebie pogłaskał go po policzku.
- No... koch....
a nie... błąd... powinienem powiedzieć. Watashi wa anata wa
aishiteru yo. - szepnął mu na ucho.
<yo>Uśmiechnął się lekko i pomiział go po głowie.
-Raczej... spróbuję.- oddał namiętnie pocałunek a potem, słysząc co chłopak mówi uśmiechnął się szerzej. Pochylił się nad jego uchem i wymruczał- Też cię kocham. Ale nie spiesz się zbytnio.- poradził i tyknął go w małżowinę chłodnym czubkiem nosa.
<yu> - Z czym mam się nie spieszyć? - spytałem cicho i musnąłem nosem jego szyję, zaraz całując ją lekko. Skóra braciszka była taka miękka... Ugryzłem go delikatnie w szyję i z uśmiechem polizałem delikatny znak moich ząbków.
<yo>-..Z zapraszaniem mnie do przelecenia ciebie..- mruknął i skrzywił się lekko czując jego ząbki. Chwycił go lekko za twarz i odsunął od swojej szyi.- I nie obchodzi mnie ani trochę że twoje alter ego ma chcicę i chce to zrobić....-dodał
<yu> - Wiem braciszku. - uśmiechnął się i znów go pocałował. - Nie zapraszam... po prostu... masz fajną skórę. A przy okazji... chcesz dzisiaj spać ze mną? - spytał.
<yo>-Czy nie mówiłem czegoś a propo spania ostatnio?- westchnął i potargał mu białe kłaczki.- A zresztą... Jest dopiero ranek i dużo do zrobienia..-westchnął i zdjął go ze swoich kolan.- A ty powinieneś uzupełnić energię.-przypomniał.
<yu> - Ok. - uśmiechnął się i położył do koi. - Braciszku... nie jesteś złą osobą... nawet nie wiesz jak jestem szczęśliwy, gdy się o mnie martwisz. - szepnął i ziewnął. - To pa... jeszcze wam trochę pomogę, póki nie zasnę. Dobrze?
<yo>Uśmiechnął się lekko słysząc co o nim mówi.
-Masz rację.- mruknął- Nie mam pojęcia. -pocałował go w czółko i powiedział- Rób jak chcesz.-wstał i poprawił kurtkę
<yu> Również się uśmiechnął i po chwili już spał. Śnił mu się braciszek. Mówił mu, że go kocha. Przez cały sen się uśmiechał. Ten sen był bardzo miły. Dzięki temu wiatr był wręcz idealny. Nie za szybki, nie za wolny.
<yo>Popatrzył na niego ze smutnym troszku uśmiechem kiedy już zasnął i wyszedł po cichu. Gdy już był na pokładzie głównym, upewnił się że wszystko jest na swoim miejscu i wziął w płuca kilka litrów świeżego, morskiego powietrza. Poszedł na rufę i zmienił kapitana. Delikatnie zmienił kurs przygwizdując jakąś spokojną melodyjkę. Jeszcze trochę i będą u celu.
<yu> Obudził się już po bitwie. Ziewnął, przeciągnął się i westchnął. Wyszedł na pokład, a tam jak zwykle po udanym podboju trwała balanga. Westchnął ponownie i zaczął szukać brata. Nie było go na imprezie, więc pewnie był u siebie. Przed wejściem do kajuty powstrzymał go drugi kapitan. Po chwili nawet Yukio usłyszał krzyki, jęki bólu i rozkoszy. Odwrócił się na pięcie z zamiarem odejścia, ale jednak po prostu usiadł przed drzwiami i skulił się. W ogóle przestało wiać i ludzie od razu spojrzeli na smutnego chłopaka. Spojrzał po ich twarzach i uśmiechnął się sztucznie.
- Nie... zaraz będzie dobrze... bawcie się dalej. - powiedział na tyle głośno by chłopcy go usłyszeli i skulił się. Tamci jednak mimo wszystko przenieśli zabawę pod pokład i jeden chłopaczek został na chwilkę. Dał mu kawałek chleba z serem i uciekł. Yukio uśmiechnął się, ale po chwili rozpłakał się bezgłośnie. Moczył swoją bluzkę, a wiatr zaczął być naprawdę potężny.
<Yo>Planowany atak na niczego nie świadomą załogę bezpiecznego dotąd statku powiodła się wprost wspaniale. Yoshi pozwolił się swojej załodze pobawić, a sam zajął się jedyną ocalałą osobą. Chłopaczek z blond loczkami i w stroju marynarza, jasnymi jak bezchmurne słoneczne niebo oczami, został pobity do nieprzytomności i przeniesiony do kajuty kapitana. Yoshi oczywiście się nim "zaopiekował"od razu prawie przechodząc do ostatniego etapu tresowania. Po prostu wziął go i przerżnął. Stwierdził że zrobi to na podłodze, bo chłopak nie zasługuje na łóżko. Kurdupel był cholernie przerażony, a przez to i bardzo, baaaaardzo ciasny. Na początku się wyrywał, i to potwornie, ale raz oberwał w twarz i był spokój. Już tylko błagał, żeby mu Yoshi dał w końcu spokój. Na początku drobne, dziewicze ustka zakneblował, żeby się ofiara tak bardzo nie darła. Przeleciał go mocno i dokładnie, kilka razy nawet bo mu się podobało. Co jakiś czas dał chłopakowi chwilę wytchnienia, żeby nie zszedł od razu na tamten świat. Kiedy w końcu skończył, poklepał go po głowie z lekkim uśmiechem, a blondasek spojrzał na niego z nadzieją. Po pewnym czasie od darcia mordy knebel gdzieś się zgubił, a policzki się naddarły bardzo boleśnie. Yoshi wziął delikatnie na ręce fioletowo czerwone już ciało i zbliżył się do największego okna w okolicy. Otwarł je, sięgnął po nóż leżący na biurku i jednym szybkim ruchem podciął mu żyły przedramienia. Głęboko. Chyba ścięgna w tej ręce też poszły. I bezceremonialnie wyrzucił go zaskoczonego przez okno. Jeszcze mu pomachał na pożegnanie. Wywalił go na tyle szybko, że krew nie zdążyła jeszcze pożądanie wytrysnąć z jego ciała. Yoshi zamknął starannie okno, ubrał się i doprowadził do ładu, po czym wyszedł z kajuty. Jakoś dziwnie cicho było na zewnątrz. Oo... wszyscy poznikali. Stał w otwartych drzwiach pokoju i rejestrował uważnie co się nie zgadza..
Yu) Chlipał cichutko w bluzkę, a słysząc otwierane drzwi Jeszcze
bardziej się skulił. Jakoś nie miał ochoty na niego patrzeć.
Wiatr ucichł, a yu wstrzymał oddech. Byleby go nie zauważył.
<yo>Rozejrzał się i ten ucichający wiatr.... Spojrzał w dół i zobaczył białą czuprynę. Opadł przed nim na kucki i położył rękę na ramieniu
-Yu..yukio?... Co ty
tu...?!-zdziwił się niemożebnie. Patrzył na niego zmartwionymi
trochę oczami bo czuł wyraźnie, że coś jest nie tak
<Yu>- N-nie dotykaj... - szepnął i wtulił twarz w rękę.
-
Obudziłem się niedawno, chciałem się z Tobą zobaczyć... -
spojrzał na niego z wymuszonym uśmiechem. - Mam nadzieje, że
dobrze się bawiłeś... - szepnął nieszczerze i wstał
powoli.
- T-to tyle, ja... Ja już pójdę do siebie.
<Yo>Westchnął
cicho i przełożył dłoń na jego głowę wsunął palce w białe
włosy. Przysunął się do niego bliżej i pociągnął go
z powrotem na podłogę.
-Na
pewno tyle?-spytał i przytulił go lekko. -Przecież widzę że
jest z tobą nie najlepiej...-cóż za geniusz.....
<yu> - Powiedziałem, że masz mnie nie dotykać! - wyrwał się
i odsunął od niego jak najdalej. - Po prostu... zostaw mnie. -
szepnął i odwrócił się do niego plecami. Pobiegł do swojej
kajuty i zamknął się tam. Położył się na koi i rozpłakał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz