Paring na dzisiaj to KiseKuro z Kuroko no basket... eee a właściwie to nawet nie... nie wiem jak to napisać ;-; w każdym razie jest to... TO coś dla Miśka mego, znaczy Misaki Arimury. Obiecałam to naprawdę bardzo dawno temu, ale jakoś nie byłam w stanie niczego napisać, ze względu na naukę. Rozszerzony wos, polski, geografia i częściowo matematyka same się przecież nie zrobią co nie? Jeszcze najszczersze przeprosiny dla Kisarin-san, naprawdę przepraszam, ale nauka i rodzinka to rzecz bardzo zajmująca mimo wszystko, zwłaszcza, ze to już druga klasa liceum ^^"
No nic... enjoy~
Naprawdę mi wstyd kisarin-san ;-;
No nic... enjoy~
Naprawdę mi wstyd kisarin-san ;-;
................................................................................................
Siedzę na krześle w pomieszczeniu, gdzie jest pełno dziwnych osób. Przymusowa terapia po tym jak na moim pokazie ktoś stwierdzi, ze zechce mnie zaszlachtować sztylecikiem na oczach milionów, licząc oczywiście oglądalność. Co za głupota, teraz wszędzie musiałem grać biednego chłopczyka, oczywiście nikogo nie interesuje to, że w ogóle mnie to nie obeszło, poza tym nie jestem dzieckiem, mam już te... ech dwadzieścia dziewięć lat. Jakoś to nie jest pocieszające, naprawdę. Niedługo już mnie nie będą chcieli na wybiegu i co wtedy zrobię? Nie mam niczego innego w zanadrzu. Stwierdzili, że am zespół stresu pourazowego i przechodzę fazę "zaprzeczenia"... phi co za debile w tej agencji.
- Witam wszystkich... Mam na imię Kuroko - zaraz... znam ten głos, należał do osoby która w gimnazjum już zawładnęła moim sercem, a w liceum wyrzuciła je do śmietnika spojrzałem w górę i aż otworzyłem oczy ze zdziwienia, to naprawdę był Kurokocchi, dlaczego on tutaj jest - właśnie skończyłem dwadzieścia dziewięć lat. Miesiąc temu straciłem bardzo ważną dla mnie osobę i moja terapeutka i przyjaciółka stwierdziła, że przyda mi się wasze wsparcie...- kogoś stracił, byłem szczerze ciekaw kogo. Wywołano mnie bym wszedł na jego miejsce, więc wstałem i podszedłem spokojnie mijając zdziwionego niebieskowłosego, zaraz zaczynając.
- Mam na imię Kise, w tym roku kończę dwadzieścia dziewięć lat. Podczas mojego wystąpienia na pokazie mody, ktoś próbował mnie zabić, jestem tutaj ponieważ mój manager stwierdził że mam zespół stresu pourazowego, tamten gnojek jedynie lekko ciachnął mnie w ramię.... To wszystko - powiedziałem cicho i zszedłem z podestu idąc na swoje miejsce, obserwując każdą zmianę na twarzy Kuroko. Jak zwykle nie było ich zbyt wiele, jedynie małe zdziwienie i coś czego nie potrafiłem rozpoznać podczas gdy mówiłem o ataku.
Nikt więcej nie był na tyle interesujący bym wsłuchiwał się w ich gadanie, potem był półgodzinny wywód na temat motywacji do działania, i oczywiście liczyli na to, że wszyscy grzecznie się dostosują, co jakiś czas czułem na sobie wzrok niskiego osobnika, jednak ani razu nie odwzajemniłem spojrzenia, nie widziałem w tym żadnego sensu, gapiłem się tylko w ekran telefonu pisząc z Aomine o Kuroko, wypytywałem się czy wie coś na jego temat, jednak ten stwierdził tylko, że stracił kontakt z Tetsuyą tuż po pójściu na studia. Czy nikt nie miał z nim kontaktu? Napisałem jeszcze do innych ale reakcja była mniej więcej taka sama. Jedynie Kagamicchi nie odpisał, ale możliwe, ze po prostu zmienił numer. Westchnąłem cicho, gdy ludzie zaczęli wychodzić, poczekałem, aż zrobi się w miarę pusto, po czym sam wstałem i skierowałem się w kierunku wyjścia. W końcu mój wzrok zamiast w komórce utkwił w wyjściu, a ja sam po prostu zacząłem iść do drzwi. Niecałe pięćdziesiąt metrów do auta i będę wolny, tylko tyle, mało do dalej Kise dasz radę, nikt cię nie zatrzyma.
- Kise-kun? - to był głos który jako jedyny potrafił spowodować, że rzucałem swoje plany głęboko w kąt. Jednocześnie był to głos, który zacząłem nienawidzić odkąd zobaczyłem go z "jego nowym światłem" . Mimo wszystko zatrzymałem się i odwróciłem.
- Tak, Kurokocchi? O co chodzi? Może pójdziemy do ciebie? Chyba, ze wolisz tutaj rozmawiać, jestem autem, więc mogę nas podwieźć - spytałem uśmiechając się sztucznie, gdzieś w ciągu tych dwunastu lat zgubiłem swój prawdziwy uśmiech i zacząłem ludzi karmić sztucznością, co najzabawniejsze nikt nawet nie zwrócił na to uwagi. Jedynie w domu, potrafiłem w końcu być szczerym, zrzucić tę maskę i być całkiem szczerym. Dlatego miałem nadzieję, że Tetsuya też tego nie zauważy, nikt już tego nie zauważy. Nie wiedziałem, czemu go o to poprosiłem, chyba tylko po to by przestał w końcu patrzeć tym przenikliwym wzrokiem.
- Jasne, mieszkam cztery przecznice stąd, tam gdzie kiedyś... To dosyć ważne - powiedział cicho i podszedł do mojego auta, nie wiedziałem skąd zgadł, które to moje. Chyba po prostu za dobrze mnie znał. Otworzyłem pojazd i siadłem do niego, czekając, aż i on usiądzie i zapnie pasy. Odpaliłem po czym ruszyłem, do starego domu Kuroko.
Podczas podróży nie odezwałem się ani słowem, a atmosfera która panowała między nami, że można by ją ze spokojem pokroić. Droga zajęła nam jakieś dziesięć minut dłużej niż powinna , ze względu na to, że były korki, ale tak to jakoś nie było zbyt ważne. Zaparkowałem przed domem i poszedłem za Tetsuyą do jego domu. Wszedłem za nim do pomieszczenia i rozejrzałem się, był to skromnie urządzony salon w brązowo kremowych barwach, z kanapą obitą w skórę o kolorze czekoladowym i telewizorem naprzeciwko niej. Na podłodze leżał stary dywan, dawno wyblakły z barw, na którym stał stolik do kawy.
- Chcesz coś do picia? - zaproponował Kuroko, a ja jedynie pokręciłem głową, zauważyłem na półkach ramki ze zdjęciami, wszystkie obrazkiem do dołu. Westchnąłem cicho i spojrzałem na niebieskowłosego.
- Czego chciałeś Kurokocchi? - mój głos brzmiał spokojnie i miło, mimo tego, jak zazwyczaj brzmi to pytanie padające z ust kogoś innego. Patrzyłem w oczy niższego chłopaka i nie miałem nawet najmniejszego zamiaru siadać na kanapie.
- Chciałem się dowiedzieć co u ciebie i zadać ci potem pytanie, ale najpierw ty opowiedz jak ci życie mija? - spytał swoim monotonnym jak zwykle głosem. Prychnąłem cicho i zaraz zaśmiałem się by to zamaskować,miałem nadzieję, że mi uwierzy zawsze pod tym względem był głupi. Westchnąłem jednak cicho i zacząłem.
Nikt więcej nie był na tyle interesujący bym wsłuchiwał się w ich gadanie, potem był półgodzinny wywód na temat motywacji do działania, i oczywiście liczyli na to, że wszyscy grzecznie się dostosują, co jakiś czas czułem na sobie wzrok niskiego osobnika, jednak ani razu nie odwzajemniłem spojrzenia, nie widziałem w tym żadnego sensu, gapiłem się tylko w ekran telefonu pisząc z Aomine o Kuroko, wypytywałem się czy wie coś na jego temat, jednak ten stwierdził tylko, że stracił kontakt z Tetsuyą tuż po pójściu na studia. Czy nikt nie miał z nim kontaktu? Napisałem jeszcze do innych ale reakcja była mniej więcej taka sama. Jedynie Kagamicchi nie odpisał, ale możliwe, ze po prostu zmienił numer. Westchnąłem cicho, gdy ludzie zaczęli wychodzić, poczekałem, aż zrobi się w miarę pusto, po czym sam wstałem i skierowałem się w kierunku wyjścia. W końcu mój wzrok zamiast w komórce utkwił w wyjściu, a ja sam po prostu zacząłem iść do drzwi. Niecałe pięćdziesiąt metrów do auta i będę wolny, tylko tyle, mało do dalej Kise dasz radę, nikt cię nie zatrzyma.
- Kise-kun? - to był głos który jako jedyny potrafił spowodować, że rzucałem swoje plany głęboko w kąt. Jednocześnie był to głos, który zacząłem nienawidzić odkąd zobaczyłem go z "jego nowym światłem" . Mimo wszystko zatrzymałem się i odwróciłem.
- Tak, Kurokocchi? O co chodzi? Może pójdziemy do ciebie? Chyba, ze wolisz tutaj rozmawiać, jestem autem, więc mogę nas podwieźć - spytałem uśmiechając się sztucznie, gdzieś w ciągu tych dwunastu lat zgubiłem swój prawdziwy uśmiech i zacząłem ludzi karmić sztucznością, co najzabawniejsze nikt nawet nie zwrócił na to uwagi. Jedynie w domu, potrafiłem w końcu być szczerym, zrzucić tę maskę i być całkiem szczerym. Dlatego miałem nadzieję, że Tetsuya też tego nie zauważy, nikt już tego nie zauważy. Nie wiedziałem, czemu go o to poprosiłem, chyba tylko po to by przestał w końcu patrzeć tym przenikliwym wzrokiem.
- Jasne, mieszkam cztery przecznice stąd, tam gdzie kiedyś... To dosyć ważne - powiedział cicho i podszedł do mojego auta, nie wiedziałem skąd zgadł, które to moje. Chyba po prostu za dobrze mnie znał. Otworzyłem pojazd i siadłem do niego, czekając, aż i on usiądzie i zapnie pasy. Odpaliłem po czym ruszyłem, do starego domu Kuroko.
Podczas podróży nie odezwałem się ani słowem, a atmosfera która panowała między nami, że można by ją ze spokojem pokroić. Droga zajęła nam jakieś dziesięć minut dłużej niż powinna , ze względu na to, że były korki, ale tak to jakoś nie było zbyt ważne. Zaparkowałem przed domem i poszedłem za Tetsuyą do jego domu. Wszedłem za nim do pomieszczenia i rozejrzałem się, był to skromnie urządzony salon w brązowo kremowych barwach, z kanapą obitą w skórę o kolorze czekoladowym i telewizorem naprzeciwko niej. Na podłodze leżał stary dywan, dawno wyblakły z barw, na którym stał stolik do kawy.
- Chcesz coś do picia? - zaproponował Kuroko, a ja jedynie pokręciłem głową, zauważyłem na półkach ramki ze zdjęciami, wszystkie obrazkiem do dołu. Westchnąłem cicho i spojrzałem na niebieskowłosego.
- Czego chciałeś Kurokocchi? - mój głos brzmiał spokojnie i miło, mimo tego, jak zazwyczaj brzmi to pytanie padające z ust kogoś innego. Patrzyłem w oczy niższego chłopaka i nie miałem nawet najmniejszego zamiaru siadać na kanapie.
- Chciałem się dowiedzieć co u ciebie i zadać ci potem pytanie, ale najpierw ty opowiedz jak ci życie mija? - spytał swoim monotonnym jak zwykle głosem. Prychnąłem cicho i zaraz zaśmiałem się by to zamaskować,miałem nadzieję, że mi uwierzy zawsze pod tym względem był głupi. Westchnąłem jednak cicho i zacząłem.
- Nie wiem tylko od czego zacząć. Może od tego, że modelem jestem już naprawdę od dawna i nie zdawałem sobie sprawy z tego, że niedługo mój czas w tej branży mnie. Trochę mnie to smuci Kurokocchi, w końcu to mimo wszystko coś co kocham - prychnąłem cicho i przeciągnąłem się jasno dając do zrozumienia, że nie mam zamiaru nic więcej mówić. Phi... Ale się rozgadałem nie ma co. No nic.
-Hmm... To smutne, ale na pewno coś się znajdzie. Dasz sobie radę no nie Kise? - zaśmiał się cicho i zaraz znów był taki jak zawsze mały, niewidoczny i od pewnego czasu też po prostu mdły - Do rzeczy. Prawda jest taka, że zaprosiłem Cię ponieważ osobą która nie żyje jest Kagami. Momoi wysłała mnie na tę terapie, bo stwierdziła, że ze mną źle.... - czy on właśnie powiedział, ż kagamicchi nie żyje? Nie przesłyszałem się raczej. Dlaczego? Co się stało, jak? Chciałem zalać go falą pytań jednak niestety wypowiedział coś co sprawiło, że dosłownie zamarzłem - Nadal mnie kochasz? - to pytnie było błędem z jego strony, zmarszczyłem brwi i podszedłem do niego.
Westchnięcie wyrwało mi się z ust, po czym jedną dłonią powędrowałem do jego podbródka, by zaraz chwycić o między dwa palce i unieść do góry. Nachyliłem się powoli, na sekundę dosłownie złączając nasze usta. Odsunąłem się zaraz i oschle stwierdziłem:
- Kurokocchi szanuję cię, ale od dawna już cię nie kocham. Poza tym, znasz mnie... nie mam zamiaru być zastępstwem, nawet jeśli nadal bym coś do ciebie czuł to nie. A teraz żegnaj - nie zwracając uwagi na jego protesty, wyjaśnienia, po prostu wyszedłem z domu. Wszystko puściłem mimo uszu, nie chciałem nic z tego słyszeć i udało się. Wsiadłem do auta po czym odjechałem i od razu popędziłem do domu, łamiąc przy okazji parę przepisów.
Wchodząc do mieszkania wciąż miałem jego pytanie w głowie. Ściągnąłem buty i marynarkę rzucając na ziemię, rano się posprząta najwyżej. Przeszedłem przez przedsionek i swoje kroki skierowałem w stronę salonu. Usłyszałem jakiś ruch i lekko się uśmiechnąłem, czyli już wrócił do domu. Stanąłem w progu od razu zauważając jak ręce o odcieniu mlecznej czekolady zdejmują z ciała policyjny mundur i koszulę. Gdy już miał zamiar zabrać się za spodnie, doskoczyłem po cichu do niego i objąłem go w pasie.
- Aominecchi wróciłem~ Chodźmy do łóżka, stęskniłem się za tobą~ - uśmiechnąłem się szczerze i spojrzałem w niebieskie trochę zmęczone oczy, które od razu jakby się rozjaśniły. Chwycił mnie stanowczo za biodra i przyparł do kanapy haha... coś myślę, że jednak do tego łóżka nie dotrzemy.
Westchnięcie wyrwało mi się z ust, po czym jedną dłonią powędrowałem do jego podbródka, by zaraz chwycić o między dwa palce i unieść do góry. Nachyliłem się powoli, na sekundę dosłownie złączając nasze usta. Odsunąłem się zaraz i oschle stwierdziłem:
- Kurokocchi szanuję cię, ale od dawna już cię nie kocham. Poza tym, znasz mnie... nie mam zamiaru być zastępstwem, nawet jeśli nadal bym coś do ciebie czuł to nie. A teraz żegnaj - nie zwracając uwagi na jego protesty, wyjaśnienia, po prostu wyszedłem z domu. Wszystko puściłem mimo uszu, nie chciałem nic z tego słyszeć i udało się. Wsiadłem do auta po czym odjechałem i od razu popędziłem do domu, łamiąc przy okazji parę przepisów.
Wchodząc do mieszkania wciąż miałem jego pytanie w głowie. Ściągnąłem buty i marynarkę rzucając na ziemię, rano się posprząta najwyżej. Przeszedłem przez przedsionek i swoje kroki skierowałem w stronę salonu. Usłyszałem jakiś ruch i lekko się uśmiechnąłem, czyli już wrócił do domu. Stanąłem w progu od razu zauważając jak ręce o odcieniu mlecznej czekolady zdejmują z ciała policyjny mundur i koszulę. Gdy już miał zamiar zabrać się za spodnie, doskoczyłem po cichu do niego i objąłem go w pasie.
- Aominecchi wróciłem~ Chodźmy do łóżka, stęskniłem się za tobą~ - uśmiechnąłem się szczerze i spojrzałem w niebieskie trochę zmęczone oczy, które od razu jakby się rozjaśniły. Chwycił mnie stanowczo za biodra i przyparł do kanapy haha... coś myślę, że jednak do tego łóżka nie dotrzemy.
Nie pamiętam za co mnie przepraszasz XDDD
OdpowiedzUsuńAle fajnie, że coś napisałaś ~~ tak się ostatnio zastanawiałam co z twoim blogiem.
Z nauką... nie przejmuj się 2 liceum jest chyba NAJGORSZA zwłaszcza, że rozszerzasz 3, przedmiotu... że ci się chce.... *podziw*
Notka dobra ^^ w miarę długa, spójna, akcja się nie ciągnie. Świetna końcówka! Kuroko był bezczelny.... przynajmniej w moim odczuciu. Ale cała notka jak najbardziej mi się podoba ^^
Życzę weny i liczę, że następne notki będą nieco szybciej ;D
widziałam chyba jedną literówkę ale to zupełnie nie przeszkadzało w czytaniu.